O autorze
Szczęśliwa mama szóstki dzieci, rodowita Poznanianka, kobieta biznesu, prezes klubu piłkarskiego Warta Poznań S.A., prezes spółki budowlano-deweloperskiej Family House, kiedyś modelka. Jedna z najbardziej wpływowych kobiet w Polsce i w świecie piłki nożnej. Na swoim blogu poruszam tematy sobie bliskie: sport, zdrowy tryb życia, macierzyństwo i polityka.

Podzieleni

Źródło: www.wyborynamapie.pl
Powykręcana linia rozłamu pod koniec maja podzieliła nasz kraj na dwa światy – Świat Mniejszego Zła i Świat Naiwnej Wiary. Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałaby Polska, gdyby tym dwóm skrajnie odmiennym krainom (jednej usytuowanej bliżej Berlina i drugiej, bliżej Kijowa czy Mińska) przewodzili dwaj różni Ojcowie Narodu, tacy, których wybrano w danym regionie?


Puśćmy wodze fantazji.

2016 rok w Świecie Naiwnej Wiary. Król Andrzej I wybiera się do Rzeszowa, by wręczyć nową, prestiżową nagrodę Obrońcy Dobra Narodowego. Podróży tej towarzyszą nieśmiałe medialne doniesienia, dotyczące ewentualnych przenosin stolicy kraju na Podkarpacie. To niegłupi pomysł.Poparcie dla Króla Andrzeja I w tym regionie w zeszłorocznych wyborach wskazało, że to właśnie w tamtym regionie ludzie najbardziej chcą zapoczątkować ruch odrodzenia wolnej Polski– mówi świeżo upieczony Pan Premier z Warszawy.


SpiSkobus przejeżdżając przez Lublin, Kraśnik i Stalową Wolę wielokrotnie zatrzymuje się. Rozentuzjazmowany tłum skanduje w stronę swojego Ojca Narodu – „Tu jest Polska! Tu jest Polska!”, poniekąd zmuszając Króla Andrzeja I do tego, by po raz kolejny już na swej trasie wysiadł ze SPiSkobusu, ucałował kolejno: dziecko, staruszkę, krzyż, nawet jakieś zaplątane w tłumie popiersie Dmowskiego. Po tych chwilowych perturbacjach i wielokilometrowym odmachiwaniu przez szybę, Król dociera do urbanistycznego serca swoich poddanych – na Plac im. Zdradzonych o Świcie w centrum Rzeszowa.


Tłumowi towarzyszy nastrój wielkiego oczekiwania. Pan Antoni i Pani Krystyna z niepokojem przebierają nogami nieopodal sceny. Pan Joachim chwyta ze megafon i intonuję pieśń „Boże, coś Polskę”. Na scenę wychodzi wodzirej tej imprezy, Pan Jacek – to, że spośród wymachujących kosami w tłumie nikt nie potrafi wyjaśnić, kto to jest „spin doctor”, nie przeszkadza temu, że wszyscy zaczynają śpiewać jeszcze głośniej.


Wreszcie na scenę wchodzi Król Andrzej I. W powietrzu unosi się gęsty zapach patriotycznej dumy, no i trochę także potu. Pan i Władca Świata Naiwnej Wiary odznacza, jak sam podkreśla „swojego mentalnego brata, swojego politycznego ojca, swojego przyjaciela i kompana w boju o przywrócenie wolności Ojczyźnie”. Pan Jarosław nie kryje wzruszenia.
My tutaj jesteśmy w potrzasku. Na zachodzie wykształciuchy lemingi, na wschodzie armia radziecka. Ale się nie damy! Bądźmy gotowi do obrony wolnej Polski! – Pan Joachim zdziera gardło w kierunku megafonu. W tłumie pojawiają się pierwsze łzy wzruszenia.

W tym samym czasie w Katowicach odbywa się wielkie święto całego Świata Mniejszego Zła. Choć święto niby wielkie, to frekwencja – taka sobie. Tłum jakby sztuczny i nie wiadomo, czy nie zebrał się po prostu po to, by wypić trochę darmowej kawy i najeść się ciastkami. Na twarzach osób, zebranych wokół Spodka widać zobojętnienie i uśmiech jakby przyklejony do twarzy.

Kiedy wraz ze swoją świtą pojawia się Pan Uciemiężonych, Król Bronisław II, oklaski są zdecydowanie głośniejsze niż wskazywałaby na to liczba zgromadzonych ludzi – czujne oko kamery telewizyjnej bez trudu wychwyciło w tłumie kilka osób z głośnikami ukrytymi za pazuchą. Kiedy Król rozpoczyna swoją mowę, stęsknieni za zachodnimi standardami słuchacze flegmatycznie rozstawiają krzesełka wędkarskie, wyjmują śpiwory i paczki chipsów. Wiedzą, że najbliższe godziny miną im na słuchaniu, gdzie moglibyśmy być gdyby nie PiS-owcy, co osiągnęlibyśmy, gdyby nie zaniedbania sprzed niemal dekady. Pomarańczowo-niebieskie flagi niemrawo łopoczą na wietrze, a w pierwszym rzędzie pod sceną Pani ekspremier przycina komara, śniąc o zdrowej służbie zdrowia.

Jedni nie lubią drugich. Podróżujący ze Świata Mniejszego Zła do Świata Naiwnej Wiary w ramach kamuflażu dla własnego bezpieczeństwa trzyma za pazuchą Gazetę Polską. Obierający odwrotny kierunek – udaje, że zaczytuje się w Wyborczej. Jedni nie lubią drugich z dokładnie takich samych powodów: „Przecież ONI hamują mój rozwój, nie są otwarci na zmiany, źle rozumieją dobro ojczyzny”.

W krainie Świata Mniejszego Zła panuje marazm i zobojętnienie. Rządzi tam rząd, którego w gruncie rzeczy nikt nie chciał wybrać (to samo dotyczy Króla Bronisława II), panują tam ludzie, łatający budżetowe dziury ostatnim kłębkiem nerwów swych podwładnych. Z kolei w Krainie Naiwnej Wiary rządzi bezkresne zaufanie do władzy i przeświadczenie o wyznawaniu tych samych wartości, podczas gdy tylko nieliczni potrafią odszyfrować obłudę Miłościwie Im Panujących.

Ok, wróćmy do rzeczywistości.

Na szczęście nigdy nasz kraj nie będzie wyglądał tak, jak w tej groteskowej wizji. Pewne jest jednak jedno – nigdy nie będziemy w pełni zadowoleni z władzy. Różnimy się światopoglądowo, nie zgadzamy się na wielu płaszczyznach, ale w gruncie rzeczy to przecież o to walczyli nasi przodkowie. Nie musimy się zgadzać, ale powinniśmy się szanować. Nie wiem jak wy, ale nie chciałabym żyć w żadnych z tych dwóch opisanych wyżej światów.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu