fot. http://mojapolskadomowa.blox.pl/

Kiedy byłam nastolatką, polityka kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z moim dziadkiem. Dziadek, już później na emeryturze, godzinami oglądał w TV czy słuchał w radio przemówień polityków. Och, jakież to było nudne!

REKLAMA
Debaty polityczne w kręgu znajomych czy rodziny - to było to, co ożywiało dziadka i powodowało jego zaciekawienie, choć zawsze stonowane. Być może ta jego pasja wynikała z tego, że był pracownikiem w Energopolu 7 i członkiem PZPR. Niestety nie dowiem się już tego, bo dziadka już nie ma między nami. Z drugiej strony całą wojnę spędził w obozach koncentracyjnych m.in. w Auschwitz. Opowiadał, że ludzie jedli tam szczury, a jeden po przecięciu na pół w pasie żył jeszcze do rana... Tych opowieści nigdy nie zapomnę, mimo, że gdy ich kiedyś słuchałam, to wydawały mi się totalnie nierzeczywiste. Nie zapomnę też nigdy miny dziadka, gdy przy jakimś sporze ideologicznym po obiedzie, powiedziałam mu wprost, że wstyd mi, że był w PZPR. Chodziłam wtedy bodaj do liceum.
No cóż, wtedy jak się nie było "z" to było się pewnie przeciw.
Teraz, z perspektywy czasu żałuję, że odezwałam się tak do dziadka, bo nie wszystko jest białe lub czarne, a szary to też kolor. W tamtych czasach, tak jak i teraz niektóre idee były całkiem dobre, tylko jak zwykle zawiedli ludzie, którzy wprowadzali je w czyn. Dziś mamy za to do czynienia z językiem niewyobrażalnej agresji, zanikaniem etyki i krwawą walką na obelgi. Kiedy słucham człowieka, który nawołuje w mediach do rozstrzelania dziennikarzy, po prostu się boję. Boję się o przyszłość kraju, w którym dorastać będą moje dzieci.
Dziadek do końca swoich dni, a zmarł na początku 2006 roku, interesował się wydarzeniami ze sceny politycznej, chociaż coraz rzadziej na ich temat się wypowiadał.
A co się dzieje teraz ze mną? Otóż z coraz większym zaciekawieniem sama zaczynam interesować się naszą Polską i krajową polityką. Chce wiedzieć, co się dzieje, kto, z kim i gdzie. I domyślać się po co - tak naprawdę po co.
Lubię poruszać tę tematykę w rozmowach, słuchać zdania innych i wyrażać swoje opinie. I jest to naprawdę ciekawe. No bo ile mogę rozmawiać o dzieciach i ich wychowywaniu, sporcie i jego tragicznej u nas sytuacji, czy też o modzie, który to temat („w końcu byłaś kiedyś modelką!”) każdy próbuje mi wcisnąć?
Znam i spotykam też wiele osób, które na hasło „polityka” reagują nerwowo lub wręcz z obrzydzeniem. I mówią: „A fuj!” Czy mniej więcej tak: „To takie bagno, wszyscy politycy to cwaniaki i kłamcy, tylko patrzą, jak się do koryta dorwać. Sami w życiu nic nie zarobili, tylko cały czas na garnuszku Państwa, i wydają lekką ręką cudze pieniądze. Oni wszyscy są tacy sami, tylko udają, że czymś się różnią.”
Doprawdy? Czy tak uważa większość z nas? Że politycy to zło konieczne? I jak już trzeba coś wybrać, to lepiej postawić na mniejsze zło? Że nie ma spośród kogo/czego wybierać? Sęk w tym, że nie dostrzegamy pewnych mechanizmów - zwykle godzimy się na to, że ktoś wpływa na nas, bez naszej możliwości uczestniczenia w tym procesie. Warto dostrzec, że w "złej polityce" też są ludzie przyzwoici i mądrzy, którzy chcą zmieniać rzeczywistość na lepszą i służyć ludziom - choć trzeba umieć ich "wydestylować" z większej masy tych, którzy biegają tylko za własnym interesem.
Już sam fakt że się nad tym wszystkim zastanawiam pokazuje, że chyba zaczynam iść w ślady mojego dziadka, albo po prostu się starzeje :)