
Już tylko kilka dni zostało do rozpoczęcia rundy wiosennej w I lidze. Przygotowania moich zawodników trwały przez prawie trzy miesiące. Wzięli udział w trzech obozach przygotowawczych, rozegrali kilkanaście sparingów, przestrzegali nowych, specjalnie dobranych diet... A pomimo tego nie mogę być pewna sukcesu.
REKLAMA
Swoją drogą przerwa między rundą jesienną a wiosenna to w pierwszej lidze 4 miesiące. To zdecydowanie zbyt długi okres na poświęcanie go tylko samym treningom i sparingom, bez prawdziwej rywalizacji i walki o punkty. Ale jest światełko w tunelu, może za dwa sezony, gdy boiska obowiązkowo w I lidze będą musiały być podgrzewane, okres ten będzie krótszy.
Piłka nożna różni się od wielu dziedzin sportu. Jeśli jesteś najlepszym na globie biegaczem czy oszczepnikiem, wygrywasz. W futbolu nie możesz być pewien swego nawet, gdy dysponujesz silną i poukładaną drużyną. Przekonałam się o tym na przykładzie Warty, której prezesuję już od ponad roku. To była dla mnie nowość - w branży deweloperskiej w której pracuje, nie ma miejsca na aż takie niespodzianki, jak te rodem z piłkarskiego świata.
Zaryzykuję stwierdzenie, że w Ekstraklasie znajdą się może 3-4 kluby, w których piłkarze mają taki komfort pracy, jak w pierwszoligowej Warcie. Kompleksowe warunki przygotowań, współpraca z najwyższej klasy fachowcami, codzienna obowiązkowa suplementacja i dwa posiłki, niesamowita otoczka medialna - tak dziś wygląda mój klub. Dlatego jak niejednokrotnie podkreślałam - nasze miejsce jest w najwyższej klasie rozgrywkowej, na awans do której szanse drużyna pogrzebała swoją mierną postawą i niewystarczającym zaangażowaniem w minionej rundzie jesiennej.
Ilekroć siadam na trybunach, gdy zaczyna się mecz Warty odczuwam emocje, które ciężko oddać słowami. Znam tych facetów, ich słabości oraz największe boiskowe zalety. Piłkarze Warty wiedzą, czego od nich oczekuję. Patrząc na drużynę, która przy dźwiękach klubowego hymnu wychodzi na ligowe mecze nieraz odniosłam wrażenie, że oni po prostu nie mogą przegrać. A pomimo tego warciarze nieraz sprawili mi zawód.
Styl gry w pierwszej, drugiej czy trzeciej lidze w Polsce to przeważnie gra z tzw. kontry. Czyli obrona to podstawa taktyki, a jedynym atakiem jest daleki wykop piłki i może coś wpadnie. Czyli taka kopanina po prostu. I jak tu „grać piłką” w sposób widowiskowy, który podoba się kibicom? Ciężko, ale trzeba próbować.
Styl gry w pierwszej, drugiej czy trzeciej lidze w Polsce to przeważnie gra z tzw. kontry. Czyli obrona to podstawa taktyki, a jedynym atakiem jest daleki wykop piłki i może coś wpadnie. Czyli taka kopanina po prostu. I jak tu „grać piłką” w sposób widowiskowy, który podoba się kibicom? Ciężko, ale trzeba próbować.
18 marca chciałabym aby było inaczej. Czuję, że nasza drużyna jest silniejsza niż kilka miesięcy temu, co nie zmienia faktu, że będę oglądać pierwszy wiosenny mecz z trwogą i zszarpanymi nerwami. No, chyba że po 20 minutach będziemy prowadzić 3:0, czego życzę sobie, piłkarzom i kibicom.
