
Jesienią 2011 roku w sejmie uchwalona została ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu lub domu jednorodzinnego, potocznie nazywana ustawą deweloperską. Już w najbliższym czasie- 29 kwietnia ustawa wejdzie w życie, a wraz z nią szereg niejasności, niedomówień oraz nie boję się tego stwierdzenia- absurdów.
REKLAMA
Ustawa ma na celu przede wszystkim ochronę klienta, i to na pewno mogę zrozumieć, patrząc na sytuację kiedy to niektóre pseudo deweloperskie firmy oszukiwały Nabywców, zostawiając ich bez pieniędzy i mieszkania. Lekiem na takie sytuacje według ustawy mają być rachunki powiernicze, zakładane przez deweloperów dla każdej z inwestycji, na które to klient wpłacać będzie środki na zakup mieszkania/domu. Rachunki te zgodnie z ustawą mają być zamknięte, lub otwarte. Zamknięte charakteryzują się tym, ze kwota za mieszkanie zostanie wydana deweloperowi dopiero po przeniesieniu własności na klienta (po akcie notarialnym), w rachunkach otwartych – środki wypłacane będą deweloperowi po zakończeniu konkretnych etapów budowy (procentowo).
Wszelkie koszty rachunku- opłaty związane z inspekcjami, analizami oraz wszelkie prowizje obciążają oczywiście deweloperów. Wątpliwe jest, iż te opłaty będą niskie- ponieważ, czerpiąc informacje z różnych źródeł kwoty te oscylować będą od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych przy każdej z Inwestycji. Na chwilę obecną banki nie potrafią dokładnie określić kwot, oraz wskazać od czego będą uzależnione. Jest to o tyle niekorzystne, że z całą pewnością koszty poniesione przez firmy deweloperskie wpłyną na podwyższenie ceny m2 w prowadzonych inwestycjach.
Czasy kiedy deweloperzy zarabiali na mieszkaniach 200 % i więcej dawno minęły, teraz zarobek kształtuje się na dużo niższym poziomie. Czy wszyscy deweloperzy poradzą sobie z nową rzeczywistością? Zapewne nie! Mniejsze firmy upadną, ponieważ trudno będzie im sprostać narzuconym ustawą kryteriom. Tym bardziej, że większość firm deweloperskich buduje korzystając z kredytów inwestycyjnych.
Przy sprzedaży mieszkania lub domu deweloper zobowiązany będzie do przedstawienia Klientowi jako załącznika do umowy – prospektu informacyjnego, gdzie zawarte zostaną najważniejsze informacje zarówno o inwestorze jak i o inwestycji. Zgodzę się z tym, że z pewnością zwiększy to wiedzę kupujących, przybliży wcześniejsze zrealizowane inwestycje dewelopera z którym łączy się umową.
Jednak i tu pojawia się absurd – deweloper zobowiązany jest do informowania klienta o przewidzianych inwestycjach w promieniu 1 km od Inwestycji, w szczególności ”o budowie, rozbudowie dróg (…) inwestycji komunalnych, oczyszczalni ścieków, spalarniach śmieci, wysypiskach, cmentarzach” Jest to tyle trudne, ze chyba żaden z deweloperów nie będzie w stanie zapoznawać się z każdą decyzją środowiskową, tym bardziej, że są one wydawane codziennie!
Czy zatem zasadne będzie wysyłanie codziennie pism do Urzędów Miast i Gmin z prośbą o wskazanie planowanych inwestycji? Czy uzyskamy takie informacje na bieżąco? Czy Urzędy są na to gotowe?
Największym jednak absurdem ustawy wchodzącej w życie 29 kwietnia tego roku jest zapis, o możliwości odstąpienia klienta od umowy, w przypadku kiedy lokal mieszkalny po odbiorze odbiegać będzie od podanego metrażu w umowie deweloperskiej choćby o 1 cm2. Szanowni Państwo, budowlanka to nie zegarmistrz! Przecież w projektach budowlanych metraże określane są jako powierzchnie bez tynków- zatem ich wartość zawsze ulega zmianie! Każdy klient na etapie trwania budowy może wnieść swoje poprawki dotyczące układu ścian działowych- co wpłynie na zmianę wielkości! Nie sposób jest określić co do 1 cm2 wielkości lokali- czy ustawę przygotowywały osoby bez wyobraźni? Uważam, że próg zmiany powierzchni o 2 % jest w ustawie niezbędny, tylko czy ktoś jeszcze oprócz mnie widzi ten problem?
Na wszystkich deweloperach spocznie nie lada wyzwanie- jednocześnie sprostać zapisom ustawy, być nadal konkurencyjnym wobec innych firm na rynku oraz zagwarantować płynność finansową, która pozwoli na sprawne i szybkie budowanie przy zachowaniu wysokiego standardu. Koszty m2 mieszkania, pewnie u większości deweloperów wzrosną, co w konsekwencji może zmniejszyć popyt. Natomiast na wejściu w życie ustawy, w sferze finansowej najwięcej zyskają banki i… notariusze – ci pierwsi narzucając szereg opłat za obsługę i prowadzenie nowych rachunków i spraw z nimi związanych, ci drudzy na mnożących się umowach deweloperskich, które od 29 kwietnia 2011 będą musiały być zawierane wyłącznie w formie aktu notarialnego.
Oprócz przytoczonych zapisów, w ustawie jest jeszcze mnóstwo niekonkretnych i mało precyzyjnych artykułów, o których można by jeszcze długo pisać…. Ciekawą sprawą, są jeszcze krążące wszem i wobec plotki dotyczące tworzenia ustawy- jeden z ekspertów pracujących przy jej tworzeniu chwalił się prasie, że w pośpiechu kończono jedno ze spotkań komisji, ponieważ… za chwilę miał być relacjonowany ważny mecz! Czy faktycznie właśnie tak wygląda tworzenie ustaw w naszym kraju?
Czy zapisy Ustawy deweloperskiej są naprawdę korzystne dla Klienta? Czy ustawa nie ograniczy Klientowi wyboru na rynku Nieruchomości?
Czy zatem tytuł ustawy- na pewno odzwierciedla konsekwencje jej wejścia? Pytanie pozostawiam do rozwagi. Do przerwy ustawa przegrywa z meczem 0:1 i nie zanosi się na to, żeby wynik uległ zmianie.
