Prezydent USA, Barack Obama, powiedział niedawno, że palenie marihuany jest mniej niebezpieczne niż picie alkoholu. Zgadzają się z nim kolejne amerykańskie stany, które legalizują popularną "trawkę". W niemal połowie z nich używa się jej też do celów leczniczych. W Polsce na samo powiedzenie słowa "marihuana", prawicowi politycy i publicyści doznają podobnych drgawek jak, nie szukając daleko, na "aborcję", "eutanazję", czy "Smoleńsk". Chórowi oburzonych od lat patronuje Platforma Obywatelska. Państwo Tuska w tym punkcie niczym nie różni się od państwa PiS-u.

REKLAMA
Prawda jest taka, że jeśli młody człowiek będzie chciał zapalić, to zapali. Nie pomogą prośby ani groźby, nie pomoże też państwo ze swoimi zakazami. Rolą szkoły i rodziców jest w tym przypadku edukacja. Należy tłumaczyć dziecku skutki picia alkoholu, palenia papierosów i zażywania miękkich narkotyków, ale żadne zakazy niczego nie zmienią. Jak dzieciak postanowi spróbować, to spróbuje.
Chodzi zatem o to, aby w tym miejscu państwo nie zrujnowało mu życia. Jest dla mnie rzeczą absolutnie niezrozumiałą, że młodemu człowiekowi aparat państwowy niszczy przyszłość, bo miał przy sobie "nieznaczną ilość narkotyku". No właśnie, nieznaczną, czyli jaką? Wszystko zależy od "widzimisię" jakiegoś urzędnika, którego decyzja stawia młodego palacza na równi z innymi przestępcami.
Jestem gorąco za tym, aby młodzi ludzie uprawiali sport, zamiast siedzieć przed komputerem czy telewizorem, zdrowo się odżywiali, biegali, dbali o siebie, o swoje zdrowie. Jest też jednak druga strona medalu. Ludzie lubią rozrywkę, lubią się bawić. Skoro państwo pozwala nam się upijać i palić papierosy, dlaczego udaje głupa i mówi, że marihuana jest zła?
Liczby nie kłamią. Około 30% dorosłych Polaków pali papierosy, a na raka płuc rocznie umiera ok. 20 tysięcy. Alkoholu nadużywa ok. 1 milion osób, a bezpośrednio od niego umiera rocznie 10 tysięcy. Obie statystki nie uwzględniają wpływu pośredniego tych używek na śmierć (np. wypadków spowodowanych jazdą pod wpływem). Lekko licząc można więc założyć, że alkohol i papierosy powodują co najmniej 100 tysięcy zgonów rocznie. Ale prawicowi politycy zamykają oczy i uszy na te statystyki i potrafią tylko krzyczeć "łapać dilera!". Klasyczna obłuda.
Warto też podkreślić, że legalna marihuana będzie dużo bezpieczniejsza od tej, którą dziś się sprzedaje na ulicy. Kiedy zawartość "marihuany w marihuanie" będzie kontrolowana przez państwo, nie będzie dochodzić do zatruć, bo dziś, mimo wszystko, skład nielegalnego jointa jest jedną wielką niewiadomą, mogą znajdować się w nim rożne substancje, których wpływ na zdrowie ludzkie nie jest zbadany. Legalnie to na pewno bezpieczniej.
I na koniec o finansach. Ekonomiści wyliczyli niedawno, że legalizacja marihuany w Polsce przyniosłaby do budżetu ok. 7 miliardów złotych. To mniej więcej tyle, ile nasze państwo przeznacza na refundację leków. Dzięki legalizacji można by więc załatać wiele dziur w budżecie i np. spełnić postulaty rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy od kilku tygodni protestują w Sejmie.
Plusów jest więc znacznie więcej niż minusów, ale pamiętajmy – jak z każdymi używkami, co za dużo to niezdrowo!