
Jakże modne w obecnych czasach narzekać na pracę, pracoholizm czy korporację. To podobno całe najgorsze zło ostatnich latach. A może sprawa jest bardziej przyziemna?
REKLAMA
Wytłumaczenie
To korporacja, praca, firma średniej wielkości, duża aktywność zawodowa jest zła. To ktoś nas ubezwłasnawalnia i robi z nas niewolników. Nie mamy własnego życia, tracimy przyjaciół i rodzinę. Jak dobrze, że można na kogoś zwalić. Najlepiej… bo nie widzi się wtedy własnego zaprzeczenia i działania które wypiera z umysłów winę za stan, w który „ludzie zniewoleni korporacją” sami się wpędzają. Tak łatwiej, tak czujemy się rozgrzeszeni, zwłaszcza jak w mediach zobaczymy mądry artykuł który zrzuci winę na niedobrą korporację, szefa czy procedury. Najlepiej jak kolejny autorytet pogłaszcze nas po główce i powie „tak Kowalski jest niewinny, to winne są złe korporacje!”
To korporacja, praca, firma średniej wielkości, duża aktywność zawodowa jest zła. To ktoś nas ubezwłasnawalnia i robi z nas niewolników. Nie mamy własnego życia, tracimy przyjaciół i rodzinę. Jak dobrze, że można na kogoś zwalić. Najlepiej… bo nie widzi się wtedy własnego zaprzeczenia i działania które wypiera z umysłów winę za stan, w który „ludzie zniewoleni korporacją” sami się wpędzają. Tak łatwiej, tak czujemy się rozgrzeszeni, zwłaszcza jak w mediach zobaczymy mądry artykuł który zrzuci winę na niedobrą korporację, szefa czy procedury. Najlepiej jak kolejny autorytet pogłaszcze nas po główce i powie „tak Kowalski jest niewinny, to winne są złe korporacje!”
Praca w korporacji jest dla ludzi rozsądnych
Nie chciałbym używać mocniejszych słów, ale spotkałem się i z takimi opiniami że korporacja, praca w dużej firmie to nie jest praca dla „ludzi słabych psychicznie”. Nie jest żadną przystanią i sposobem na „socjalistyczne” prześliźnięcie się przez życie. Gdzie za nas pomyślą, dadzą nam gadgety, dobrą pensję pod nos i nic nie będą wymagać. Najlepiej jeszcze jakbyśmy nic nie robili a pensja na konto będzie wpływać każdego 1 dnia miesiąca. No niestety, czas się obudzić z błogiego snu.
Nie chciałbym używać mocniejszych słów, ale spotkałem się i z takimi opiniami że korporacja, praca w dużej firmie to nie jest praca dla „ludzi słabych psychicznie”. Nie jest żadną przystanią i sposobem na „socjalistyczne” prześliźnięcie się przez życie. Gdzie za nas pomyślą, dadzą nam gadgety, dobrą pensję pod nos i nic nie będą wymagać. Najlepiej jeszcze jakbyśmy nic nie robili a pensja na konto będzie wpływać każdego 1 dnia miesiąca. No niestety, czas się obudzić z błogiego snu.
Wchodząc w struktury korporacji trzeba być świadomym jej ograniczeń, plusów i minusów. Na pewno nie jest to miejsce do „występów artystycznych” – działa się tam według określonych zasad, procedur, w mocno hierarchicznej strukturze. To może być raj dla osób które lubią się „lansować”, tworzyć przymierza, kliki i stowarzyszenia wzajemnej adoracji. Takie rzeczy też mają miejsca w korporacjach, ale to już rola szefostwa, działów kadr by takie patologie likwidować lub minimalizować. Korporacja to „wyścig szczurów”, bo trzeba podkręcać jakoś normy, sprzedaż, generować aktywność tych którzy są leniwi i ospali.
Korporacja spłaszcza możliwości rozwoju,
To niezaprzeczalny fakt. Nie jest to własna firma, gdzie jesteśmy sterem i żeglarzem. Tutaj podlegamy pewnym rygorom i współdziałamy z innymi. Nie ma tu miejsca dla „graczy indywidualnych”, dlatego tak mocno nie radzi sobie tu pokolenie Y, które potrzebuje większej przestrzeni, czasu prywatnego i podkreślenia własnego „ja”. A korporacja wymaga… poświecenia, dodatkowego czasu i elastyczności. Często także w „kręgosłupie moralnym”, czyli pewnej dozy relatywizmu w myślenia, „dupochronów”, „wojen mailowych” i nieustannego rytuału spotkań.
To niezaprzeczalny fakt. Nie jest to własna firma, gdzie jesteśmy sterem i żeglarzem. Tutaj podlegamy pewnym rygorom i współdziałamy z innymi. Nie ma tu miejsca dla „graczy indywidualnych”, dlatego tak mocno nie radzi sobie tu pokolenie Y, które potrzebuje większej przestrzeni, czasu prywatnego i podkreślenia własnego „ja”. A korporacja wymaga… poświecenia, dodatkowego czasu i elastyczności. Często także w „kręgosłupie moralnym”, czyli pewnej dozy relatywizmu w myślenia, „dupochronów”, „wojen mailowych” i nieustannego rytuału spotkań.
Depresje, samobójstwa, rozbicie mentalne?
Jeśli pracownicy szeregowi korporacji nie potrafią wykorzystać dobrodziejstw dużych firm (większe bezpieczeństwo socjalne, gadgety, stała pensja, praca w komfortowych warunkach) a skupiają się na bezsensownej rywalizacji w „klatce” którą sami sobie narzucają, jest to najszybszy kierunek do „wykolejenia moralnego”. Można być wrakiem fizycznie, ale coraz częściej wrakiem umysłowym. Przypadki znerwicowanych „młodych, dynamicznych” 20-30 latków będą się zdarzać coraz częściej. Narasta frustracja zamkniętej drogi awansu, bo w korporacjach dobrze usadowili się 40 latkowie.
Jeśli pracownicy szeregowi korporacji nie potrafią wykorzystać dobrodziejstw dużych firm (większe bezpieczeństwo socjalne, gadgety, stała pensja, praca w komfortowych warunkach) a skupiają się na bezsensownej rywalizacji w „klatce” którą sami sobie narzucają, jest to najszybszy kierunek do „wykolejenia moralnego”. Można być wrakiem fizycznie, ale coraz częściej wrakiem umysłowym. Przypadki znerwicowanych „młodych, dynamicznych” 20-30 latków będą się zdarzać coraz częściej. Narasta frustracja zamkniętej drogi awansu, bo w korporacjach dobrze usadowili się 40 latkowie.
Korporacja, firma, praca – czy da się tak żyć?
„Jak żyć” można zadać pytanie. Odpowiem, o swojemu, własnym tempem i własnym pomysłem na życie. Nigdy nie jest tak, że pewne decyzje życiowe będziemy odkładać wiecznie. Możemy być „wiecznym studentem”, możemy pracować w firmie gdzie „myślą za nas”, ale wtedy nie jesteśmy w ogóle przygotowani na starcie z realnym życiem i realnymi problemami świata. Który jest bardziej skomplikowany niż kolejny wysłany mail, odbyte spotkanie czy „podłożona noga koledze w pracy, by go wygryźć”. Korporacja czy każda firma, jeśli nie będzie miała wyników albo komuś zajdziemy za „skórę” szybko takiego pracownika się pozbędzie. I jak wtedy taki pracownik będzie funkcjonował? Słabo.
„Jak żyć” można zadać pytanie. Odpowiem, o swojemu, własnym tempem i własnym pomysłem na życie. Nigdy nie jest tak, że pewne decyzje życiowe będziemy odkładać wiecznie. Możemy być „wiecznym studentem”, możemy pracować w firmie gdzie „myślą za nas”, ale wtedy nie jesteśmy w ogóle przygotowani na starcie z realnym życiem i realnymi problemami świata. Który jest bardziej skomplikowany niż kolejny wysłany mail, odbyte spotkanie czy „podłożona noga koledze w pracy, by go wygryźć”. Korporacja czy każda firma, jeśli nie będzie miała wyników albo komuś zajdziemy za „skórę” szybko takiego pracownika się pozbędzie. I jak wtedy taki pracownik będzie funkcjonował? Słabo.
Wyprzedzanie rzeczywistości.
Korporacja, praca najemna jest przyjemna na swój sposób. Zwalnia częściowo konieczność aktywności lub myślenia, jest jak konsumpcja hamburgerów. Niemniej jednak, jeśli nie korzystamy z niej rozsądnie więcej nam szkodzi. Więc może jest inna recepta na życie? Warto to przemyśleć i zastanowić się co chcemy w życiu robić, kim jesteśmy. Bo “Jeśli nie mamy pasji do pracy i pasji w życiu, nasze życie jest drętwe” . Nic nie stoi na przeszkodzie by wyjść ze swojej „strefy komfortu” i zacząć prawdziwe życie. Może to być zbieranie znaczków, opieka nad dzieckiem, odbudowa więzi rodzinnych czy sporty deskowe. Ja wybrałem to ostatnie trzy lata temu. Wcześniej wiodłem sobie spokojne życie korporucha, człowieka agencji lub „napierdalacza exceli”. Powiedziałem “dość tego” i zmieniłem co chciałem. Moje życie obecnie jest inne. Polecam przeczytać i zobaczyć moją własną drogę. Postawiłem na pasję, życie w zgodzie ze sobą. Z wszelkim dobrymi i złymi tej decyzji konsekwencjami. Powiedziałem stop temu, że sam się rozgrzeszałem z codziennego "dnia świstaka", powtarzania monotonnie każdego dnia tych samych czynności, uśmiechania się do tych samych ludzi i wysyłania tych samych maili.
Korporacja, praca najemna jest przyjemna na swój sposób. Zwalnia częściowo konieczność aktywności lub myślenia, jest jak konsumpcja hamburgerów. Niemniej jednak, jeśli nie korzystamy z niej rozsądnie więcej nam szkodzi. Więc może jest inna recepta na życie? Warto to przemyśleć i zastanowić się co chcemy w życiu robić, kim jesteśmy. Bo “Jeśli nie mamy pasji do pracy i pasji w życiu, nasze życie jest drętwe” . Nic nie stoi na przeszkodzie by wyjść ze swojej „strefy komfortu” i zacząć prawdziwe życie. Może to być zbieranie znaczków, opieka nad dzieckiem, odbudowa więzi rodzinnych czy sporty deskowe. Ja wybrałem to ostatnie trzy lata temu. Wcześniej wiodłem sobie spokojne życie korporucha, człowieka agencji lub „napierdalacza exceli”. Powiedziałem “dość tego” i zmieniłem co chciałem. Moje życie obecnie jest inne. Polecam przeczytać i zobaczyć moją własną drogę. Postawiłem na pasję, życie w zgodzie ze sobą. Z wszelkim dobrymi i złymi tej decyzji konsekwencjami. Powiedziałem stop temu, że sam się rozgrzeszałem z codziennego "dnia świstaka", powtarzania monotonnie każdego dnia tych samych czynności, uśmiechania się do tych samych ludzi i wysyłania tych samych maili.
Teraz mam czas na siebie, na swoje pasje, na znajomych, na takie rzeczy które sprawiają mi zadowolenie. Uczucie, że "żyje a nie gnije". Jak to możliwe, wystarczy chcieć.
Life balance
Nie na mawiam do totalnej rewolucji w życiu, ale być może lepszego „projektowania życia”, wtedy żadna korporacja ani praca nie będzie wartością nadrzędną. Najlepszym sposobem nie tyle walki (z pracą czy korporacją) ale stworzenia przestrzeni, jest praca na własny rachunek lub w firmach które elastycznie podchodzą do pokolenia nazywanego roboczo „pokolenia Y”. Ja sam jestem „X” ale z zachowania i stylu pracy bliżej mi do pokolenia „Y”, także ze względów mentalnych. 30-40 latkowie bardzo często przekładają swoje perypetie z lat 90’tych na dzisiejsze czasy. Ale to „se ne vrati”, nawet jeśli powstanie 100 kolejnych mądrych artykułów na temat „złych korporacji”. Stare przysłowie „jesteś kowalem swojego losu”, jest wciąż aktualne. To lepsze niż depresje, alkoholizm czy degeneracja mentalna.
Nie na mawiam do totalnej rewolucji w życiu, ale być może lepszego „projektowania życia”, wtedy żadna korporacja ani praca nie będzie wartością nadrzędną. Najlepszym sposobem nie tyle walki (z pracą czy korporacją) ale stworzenia przestrzeni, jest praca na własny rachunek lub w firmach które elastycznie podchodzą do pokolenia nazywanego roboczo „pokolenia Y”. Ja sam jestem „X” ale z zachowania i stylu pracy bliżej mi do pokolenia „Y”, także ze względów mentalnych. 30-40 latkowie bardzo często przekładają swoje perypetie z lat 90’tych na dzisiejsze czasy. Ale to „se ne vrati”, nawet jeśli powstanie 100 kolejnych mądrych artykułów na temat „złych korporacji”. Stare przysłowie „jesteś kowalem swojego losu”, jest wciąż aktualne. To lepsze niż depresje, alkoholizm czy degeneracja mentalna.
PS. Jestem praktykiem pracy najemnej czy w tzw. "szczurolandii". Jakby policzyć - spędziłem tam 80% mojej dotychczasowej kariery zawodowej.
