Szczerze? Szczerze, to mam w nosie to, czy wybory się odbędą 10 maja, kto w nich wygra, czy Kosiniak-Kamysz już przegonił Kidawę-Błońską i czy Hołownia depcze im po piętach. Obchodzi mnie to tyle dzisiaj co zeszłoroczny śnieg. Będąc precyzyjnym - śnieg sprzed dwóch lat. Dzisiaj interesuje mnie wyłącznie to, czy Polska, jako w miarę chociaż zorganizowane państwo, przetrwa. Żadnego znaczenia nie ma dla mnie cała ta szopka PiS-u z wyborami zdalnymi, czy bliskimi, robionymi przy pomocy Bogu ducha winnych pracowników Poczty Polskiej w imię opętanego umysłu Kaczyńskiego, jak twierdzi red. Wróbel - obrońcy polskiej demokracji.

REKLAMA
Zielona wyspa wolności według prezesa
A propos Poczty Polskiej. W głowach rządzących pojawił się, jak donosi Rzeczpospolita, innowacyjny pomysł przesyłek hybrydowych (taki “stop smog, go hybrid”), za którego ktoś z członków rządu otrzymał pewnie premię racjonalizatorską (znając zdolności tej władzy do samowynagradzania się, to zapewne kilkadziesiąt tysięcy). Pomysł w sumie nie jest nowy, jeno nazwa na czasie. Z rozwiązania tego bardzo ochoczo korzystał reżim komunistyczny w czasie Stanu Wojennego. Cóż to takiego? Ano to nic innego, jak specjalne uprawnienie udzielone Poczcie Polskiej do otwierania przesyłek w celu ich skanowania i wysyłania w formie elektronicznej do adresata – oficjalnie, aby uchronić listonoszy przed pandemią.
Proste, prawda? Jakby forma elektroniczna pisma nie dawała szczególnych możliwości gromadzenia informacji na temat obywateli. Ale spokojnie, napisano w projekcie, że otwierane będą tylko pisma z sądu, urzędów, od komornika i ze szpitali. Żadnej prywatnej korespondencji otwierać nie będą. Pewnie, bo po co? Kto dzisiaj wysyła tradycyjne listy pachnące lawendą. Dla każdej władzy taka możliwość to zagrożenie swobód i praw obywatelskich wszelakich, ale dla tej władzy, to zagrożenie z gatunku atomowych, zwłaszcza, że szefem Poczty Polskiej został właśnie były wiceminister obrony narodowej, prawa ręka Błaszczaka, czyli prawa ręka prezesa.
Tylko chora, nieradząca sobie z obecną sytuacją, w dodatku zapatrzona w komunę, władza może wymyślić coś takiego. Tak, to się dzieje naprawdę i nawet jeśli to tylko chory pomysł, to sam fakt, że rząd nad tym debatuje w trybie uzgodnień międzyresortowych, świadczy o tym, że mamy do czynienia z kompletnymi wariatami. Listy chcą ludziom otwierać, ale nie, nie ma stanu nadzwyczajnego. Wszystko jest normalnie, jak co dzień i wybory można robić. Albo nie robić, tylko Konstytucję zmieniać, dając władzę Dudzie na dwa lata. O Boże! Dziękujemy ci, władzo, że nie na siedem!
Autorytet moralny narodu
To kolejny racjonalizatorski pomysł rodem z rządowych gabinetów. Tym razem autor jest znany. To Jarosław Gowin, wzór cnót wszelakich, autorytet moralny i w ogóle postać posągowa w polskiej polityce. Otóż pan Gowin uraczył Polskę swoim genialnym pomysłem, aby usiąść i na kolanie zmienić Konstytucję, tak sobie, pod doraźne potrzeby tej władzy, bo wiadomo, że tę władzę utrzymać trzeba za wszelką cenę. Co tam zasady demokracji, Konstytucja to przecież świstek papieru, który można edytować, gdy tylko przyjdzie na to ochota, a raczej precyzyjniej – potrzeba.
Pomysł Gowina jest rzecz jasna sprytny, jak to mówią na świecie - smart. W skrócie chodzi o to, żeby dać sobie jeszcze dwa lata, aby zasilić się finansowo ze wszystkich spółek skarbu państwa, które jeszcze dyszą, aby starczyło na długie lata w pierwszym roku, a w drugim rozpocząć ogólnopolskie sprzątanie dowodów. Po dwóch latach oddać zrujnowane państwo, właściwie wydmuszkę, w ręce liberałów, a za dwa kolejne lata zacząć znów mieszać ludziom w głowach populizmem, jakie to złe są te “liberały-aferały”.
Przed posiedzeniem Sejmu w piątek odezwały się liczne głosy demokratów, jaki to Gowin jest porządny i że trzeba mu pomóc, bo tylko on może Polskę wyciągnąć z rąk szaleńca. Ku mojemu przerażeniu pisały to osoby, o których miałem naprawdę ugruntowaną opinię. Co ma w sobie ten Gowin, myślałem z potem na czole, że tak ludziom w głowach miesza? Czar, ku mojej satysfakcji, prysł szybko. Już po kilku godzinach wyszło szydło z wora.
Mam nadzieję, że demokraci wyleczyli się już skutecznie z koncepcji "przeciągamy Gowina na naszą stronę", bo jest to człowiek głęboko cyniczny, egoista, kłamca i konformista, a jego "autorytet moralny" to kategoria zmyślona przez zauroczone nim media. Wszystkim demokratom zapatrzonym lub popierającym opcję “gowinową” nieśmiało przypomnę, że Jarosław Gowin przez blisko 5 lat świadomie uczestniczył w łamaniu Konstytucji RP. A porównywanie roku 89 do dzisiejszych czasów jest naprawdę sporym nadużyciem. Myślenie typu "Gowin jest kluczem do pokonania PiS" jest błędne. To droga donikąd, w dodatku kręta i krótka. Kluczem do pokonania PiS jest sam PiS. Po prostu.
Tarcza II będzie tym samym, co tarcza I
Po co była cała ta wrzutka z propozycją zmian w Konstytucji wszyscy już wiedzą. Całe to kręcenie się PiS-u wokół tematu wyborów jest po to, aby media o tym bez przerwy trąbiły, realizując bardziej lub mniej świadomie plan obozu Zjednoczonej Prawicy – gadajmy o wyborach, nie będą nas męczyć o naszą nieudolność w kwestii walki z pandemią i ratowania gospodarki. Czy ktokolwiek widział lub słyszał jakąkolwiek rzetelną rozmowę z przedstawicielem obozu władzy na temat “tarczy antykryzysowej”? Mówię o konkretnych problemach przedsiębiorców związanych z konfrontacją z tą ustawą. Mówię o twardej rozmowie jakiegokolwiek dziennikarza z którymkolwiek z polityków obozu władzy o tym, czym owa “tarcza” jest?
Nie ma. Nie ma, bo lepiej gadać o niczym, czyli o wyimaginowanych wyborach, które są tematem zastępczym, wobec tematów najważniejszych - co władza robi, aby zwalczyć pandemię w Polsce i uratować gospodarkę. Nie ma, bo taka rozmowa wymagałaby wiedzy konkretnej, a z tym w polskim dziennikarstwie jest mocno na bakier. Jak z wieloma sprawami zresztą.
Może trzeba by zapytać jednego z drugim polityka, dlaczego w “tarczy” nie ma żadnej ochrony dla zwalnianych z firm ludzi, pracujących na śmieciówkach? Sądzicie, że jest? Owszem, ale tylko dla tych firm, które przejdą w stan przestoju ekonomicznego. Ale wiele firm nie przechodzi w ten stan – za to w pierwszej kolejności redukują wszystkie umowy cywilnoprawne, bo te zlikwidować można najszybciej i nie przynoszą żadnych kosztów przedsiębiorstwu. Te setki tysięcy ludzi państwo PiS zostawiło na lodzie.
A może trzeba by zapytać jednego z drugim polityka, dlaczego w “tarczy” nie ma najprostszego rozwiązania pod słońcem, czyli czasowego zawieszenia płatności split-payment, po to, aby firma mogła skorzystać ze środków zgromadzonych na kontach VAT, których ruszyć nie można bez zgody US. Rzecz w tym, że skarbówka ma 60 dni na wydanie decyzji. Tymczasem jednym zapisem można było te środki dla firm uwolnić. Co gorsza, tego pomysłu nie ma także wśród listy pomysłów opozycji. Dlaczego? Nie wiadomo,
A może warto zapytać jednego z drugim, dlaczego “tarcza” nie zmusza Urzędów Skarbowych do obligatoryjnego zwrotu nadwyżki VAT, którą ma każda firma w Polsce, która tuż przed wybuchem pandemii zdecydowała się na mniejsze lub większe inwestycje. Dzisiaj nie dość, że poniosła koszty i ma niedobór gotówki, to jeszcze dodatkowo ma ją zamrożoną w nadwyżce VAT. Co gorsza i tego nie ma na liście pomysłów opozycji.
A przecież są to najprostsze rozwiązania do wprowadzenia od zaraz. Nie wspomnę już o tym, że warto pytać jednego z drugim, dlaczego nie ma realnej pomocy państwa w takich sprawach jak zwolnienie ZUS dla wszystkich firm (to nieprawda, że duże firmy mają świetną sytuację, bo są duże), jak zwolnienie z rat kredytowych i rat leasingowych, jak zwolnienia z kosztów energii, wynajmu biur i hal produkcyjnych, podatków od nieruchomości, czy podatków w ogóle.
Kanclerz Merkel zdecydowała się na to, żeby państwo poniosło koszty wszystkich opłat, które wiążą się z prowadzeniem firm, biorąc na siebie 80% kosztów wynagrodzeń, a nie jak u nas 40. Oczywiście, można twierdzić, że Niemcy to nie Polska, ale właściwie dlaczego? Przecież 5-6 ostatnich lat koniunktury gospodarczej na świecie Niemcy wykorzystały do tego, aby zbudować odpowiednią poduszkę finansową na złe czasy, bo każde dziecko wie, że po latach boomu, przyjść musi kryzys. To jest jak noc przychodząca po dniu. Ale nie u nas. U nas władza postanowiła ten wyjątkowy czas przeznaczyć na nieodpowiedzialną politykę rozdawania pieniędzy, bo wymyślono, że antycykliczność to model gospodarki, w którym można wiecznie żyć ponad stan, kupując przy okazji wyborców, aby trzymać władzę. Za obniżenie wieku emerytalnego mam nadzieję, że kilku odpowiedzialnych za tę decyzję polityków stanie kiedyś przed Trybunałem Stanu, a główny sprawca odpowie przed sądem karnym za sprawstwo kierownicze.
Izolatorium.pl
Po co wszystkie niemal kraje europejskie zdecydowały się na tak dużą pomoc dla firm? Bo wiedzą, że gdy pandemia się skończy, każdy dzień opóźnienia w rozruchu gospodarki będzie kosztował majątek. Dlatego gospodarki Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Włoch i innych państw ruszą praktycznie od razu i co gorsza błyskawicznie wejdą tam, gdzie inni będą dopiero odpalać silniki. Polska będzie właśnie takim państwem. Staniemy się faktycznym pariasem Europy, najtańszą siłą roboczą kontynentu. Ale spokojnie - najważniejsze, aby wybory odbyły się 10 maja.
Polska gospodarka umiera. I to nie jest żadne czarnowidztwo, tylko oczywista prawda, parafrazując jeszcze nieemerytowanego zbawcę narodu. Bliski polskiemu rządowi mBank Research, który przez 5 lat zachwycał się polityką rządu, podał skorygowane przez siebie dane dotyczące tempa przyrostu PKB. I kwartał: +1,5%, II kwartał: -8,4%, III kwartał: -5,7%, IV kwartał: -4%, a cały rok: -4,2% (co i tak nadal uważam za dane bardzo ostrożne). Bezrobocie do końca roku ma osiągnąć ponad 1,5 miliona.
Zarządzanie kryzysowe według PiS, to czas przyszły (najczęściej niedokonany wcale) lub w najlepszym razie teraźniejszy. Czym nas raczy władza? Zrobimy. Robimy. Kupimy. Kupujemy. Zorganizujemy. Organizujemy. To są najczęściej używane przez nią słowa. Tymczasem sednem zarządzania kryzysowego jest działanie uprzedzające, wyprzedzające nieuchronne, czego w Polsce ani nie było, ani nadal nie ma. Przecież kryzys pandemii covid-19 nie spadł na nas znienacka jak kryzysy lat 2008 i 2013. Wtedy naprawdę stało się to nagle. Obecny kryzys przychodził do nas tygodniami. Było mnóstwo czasu, aby się do niego przygotować.
Nie zrobiono tego tylko z dwóch powodów: faktycznego braku środków finansowych oraz całkowitej nieudolności rządzących.
Bo prawda jest jedna – polski budżet nie jest w stanie pomóc polskiej gospodarce, bo rządzą nami od 5 lat oderwani od rzeczywistości politycy, zajęci wyłącznie władzą.
Good night and good luck.