
Jarosław Kaczyński dąży do wyborów za wszelką cenę. I ja bym mu w tym nie przeszkadzał.
REKLAMA
Dajcie mu się skompromitować do reszty.
Wręcz przeciwnie w miarę szybko przepuścił ustawę o obowiązkowym głosowaniu korespondencyjnym przez Senat i oddał ją Sejmowi możliwie w jak najkrótszym terminie, powiedzmy do końca przyszłego tygodnia. Na początku 18 tygodnia Sejm musiałby to przepchnąć przez swoją maszynkę. To, że dzisiejszy Sejm jest kompletną atrapą parlamentaryzmu, wiemy od kilku tygodni, czyli od momentu, kiedy głosami młodzieży z Lewicy i starych wyjadaczy z PSL oba te ugrupowania oddały w ręce obozu władzy głosowanie zdalne. Zatem i tak jakiekolwiek poprawki w ustawach są po prostu bezprzedmiotowe, co pokazały głosowania w minionym tygodniu dotyczące propozycji zmian do Tarczy 2.0.
Puściłbym Kaczyńskiego na szeroką wodę, żeby się chłop mógł do końca wykazać. Wykazać się głównie kompletną indolencją. Obóz władzy nie jest w stanie zrobić tych wyborów 10 maja i powiedziałbym po prostu “sprawdzam”. Nie ma żadnych fizycznych możliwości przygotować i przeprowadzić w sposób określony w Konstytucji tej farsy wyborczej. Osobiście nie opóźniałbym tutaj niczego, żeby później PiS nie zrzucał odpowiedzialności na opozycję.
I jeszcze jedno: w farsie tej oczywiście nie wolno wziąć udziału (ani 10 maja, ani 17 maja, ani 24 maja), natomiast prawnicy pracujący dla opozycji powinni przygotować gotowe protesty wyborcze, aby zarzucić nimi Sąd Najwyższy, na wypadek, gdyby do tej farsy jednak doszło.
Jak donosi Newsweek, minister Sasin i jego ekipa usilnie poszukuje głupiego, który wydrukuje mu 30 milionów pakietów wyborczych w czasie krótszym niż jeden miesiąc (jeśli mówić o 10 maja, to w czasie krótszym niż 14 dni). W tym celu ludzie Sasina sondowali niedawno temat drukowania tych pakietów przez PWPW. Jak się okazało - bez przetargu, bez zamówienia, bez umowy i co najbardziej śmieszne - bezpłatnie. Według Newsweeka w PWPW podziękowano uprzejmie panu ministrowi. Ponoć kolejną wersją ma być drukowanie tych pakietów przez jakąś prywatną firmę. Również bez przetargu, umowy i zamówienia, ale pewnie w tym przypadku już za grube miliony.
Pozwoliłbym panu ministrowi wydać tę kasę - czym większe koszty, tym lepiej w kontekście przyszłej odpowiedzialności karnej za marnotrawstwo środków publicznych. Innymi słowy nie przeszkadzałbym w tej jeździe po bandzie panu Kaczyńskiemu.
Kolejna sprawa to liczba naruszeń Konstytucji i ustaw związana z tą jazdą po bandzie. No i oczywiście kwestia odpowiedzialności za wzrost zachorowań po wyborach. To też ważny element odpowiedzialności i pozostawiłbym ją całkowicie Szumowskiemu.
Mówiąc krótko - niech wszystko bierze na siebie Kaczyński i jego załoga G.
O faktycznych możliwościach załogi G. niech świadczy niedawny wywiad Jacka Sasina dla Roberta Mazurka w RMF-FM. Pan minister powiedział w nim (chronologicznie, według wskazań zegara):
- “wszystko jest gotowe”,
- “właśnie opracowujemy system” (po kilku kolejnych zdaniach),
- “nie mogę działać, bo nie ma jeszcze ustawy” (po kilku jeszcze bardziej kolejnych zdaniach).
Skomplikowane? Tylko z pozoru. Dla Jacka Sasina, załogi G. i wyznawców prezesa wszystko tu jest oczywiste i konweniuje ze sobą jak bułka z masłem i pasztetową.
Więc ja bym Sasinowi co do zasady nie przeszkadzał.
Wybory będą niezgodne z jakimkolwiek prawem.
Tym bardziej, że pod każdym względem wybory te będą niezgodne z Konstytucją. Artykuł 127 ust. 1 Ustawy Zasadniczej mówi, że Prezydent RP wybierany jest w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym. Ponadto wybory muszą być wolne.
Wybory powszechne oznaczają, że każdy uprawniony do głosowania (czyli posiadający czynne prawo wyborcze) powinien mieć możliwość oddania głosu; władze nie mogą pozbawiać nikogo, komu Konstytucja przyznaje prawa wyborcze, prawa do głosowania, ani też utrudniać oddania głosu – ani poprzez uchwalanie ustaw, ani też poprzez działania faktyczne, zaś szczegółowe rozwiązania związane z organizacją wyborów muszą ułatwiać obywatelom uczestnictwo w głosowaniu.
Zapisy ustawy z 6 kwietnia 2020 roku oraz projekt rozporządzenia MSZ o obwodowych komisjach wyborczych pozbawi udziału w tych wyborach Polaków mieszkających m.in. w Hiszpanii, Kanadzie, USA, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Setki tysięcy wyborców zostanie pozbawionych praw wyborczych.
Wybory równe, to takie, w których każdy obywatel ma tylko jeden głos, a głos każdego ma taką samą siłę; nie można też tworzyć np. uprzywilejowanych grup wyborców, których głos byłby ważniejszy od innych.
Ustawa z 6 kwietnia 2020 roku nie daje żadnych gwarancji, że głosy nie będą skupywane przez na przykład ugrupowania polityczne, w tym przede wszystkim ugrupowanie, któremu najbardziej zależeć będzie na “ciągłości władzy”.
Wybory bezpośrednie, to takie, w których wyborcy głosują bezpośrednio na kandydata na określone stanowisko (np. prezydenta). Zasada bezpośredniości pozwala też głosować poprzez pełnomocnika w przypadku wyborców z niepełnosprawnością.
Także i w tym przypadku ustawa nie daje pełnych możliwości takiego głosowania.
Tajność wyborów oznacza, że należy zorganizować je w taki sposób, aby nikt nie mógł dowiedzieć się, na kogo zagłosował konkretny wyborca; zasada ta realizowana jest poprzez różne rozwiązania np. wyborcy nie podpisują kart do głosowania, w lokalach wyborczych zapewnia się miejsca, w których można oddać głos w warunkach tajności, a naruszenie zasady tajności poprzez zapoznanie się z treścią głosu wbrew woli wyborcy stanowi przestępstwo.
W tym przypadku jest najwięcej uwag do ustawy, gdyż żaden z głosujących wyborców nie będzie miał pewności, czy jego głos będzie tajny do samego końca aktu głosowania. Nikt bowiem nie jest w stanie zapewnić nas, że koperta z kartą wyborczą nie zostanie otwarta wcześniej, a tam przecież ma być także oświadczenie wyborcy z jego danymi osobowymi.
No i wreszcie ostatni element wyborów w pełni demokratycznych, czyli zasada wyborów wolnych. Wolne wybory to takie, w których każdy kandydat ma takie same możliwości prowadzenia kampanii, a rywalizacja między nimi opiera się na pełnej swobodzie rywalizacji. Kandydaci powinni więc móc prowadzić aktywnie kampanię wyborczą, a wyborcy głosować zgodnie ze swoją wolą polityczną, bez obawy przed jakimikolwiek represjami.
W obecnej sytuacji obostrzeń związanych z pandemią prowadzenie równorzędnej kampanii wyborczej nie jest możliwe, a tłumaczenie rządzących, że można ją przecież prowadzić w Internecie lub emitować spoty wyborcze w TV, jest w sposób oczywisty pokrętne, gdyż solą każdej kampanii są bezpośrednie spotkania z wyborcami, nie mówiąc o różnego rodzaju konwencjach wyborczych.
Gra w statki.
W co zatem gra Kaczyński? To jest dobre pytanie i moim zdaniem odpowiedź jest tylko jedna - Kaczyński kolejny raz zakałapućkał się i to dość solidnie. Z jednej strony wie, że Duda może wygrać tylko w maju, każde opóźnienie wyborów będzie działać na jego niekorzyść, bo tarcze antyrakietowe, to nic innego jak tylko zwykła ściema. Oczywiście, to nie będzie tak, że żadnej pomocy nie będzie - ona po prostu będzie stanowczo niewystarczająca. Do tego nakładać się będą problemy z odmrożeniem gospodarki, bo przecież już dzisiaj wiadomo, że PiS żadnego pomysłu na to nie ma.
Z drugiej strony musi wiedzieć, że wyborów z przyczyn technicznych przeprowadzić się nie da. A z trzeciej – ma pełną świadomość tysięcy złożonych w Sądzie Najwyższym protestów i żadnego wpływu tu nie będzie miało wybranie “swojego” I prezesa SN. Protestów wyborczych nie rozpatruje I prezes, tylko cała Izba, czyli grupa sędziów. Wiemy już z Trybunału Konstytucyjnego, że nawet sędziowie wskazani przez Kaczyńskiego wyżej cenią sobie własną twarz, niż lojalność wobec niego. Poza tym Europejska Konwencja Praw Człowieka umożliwia złożenie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (z siedzibą w Strasburgu), a Międzynarodowy Pakt Praw Politycznych i Obywatelskich – zawiadomienia do Komitetu Praw Człowieka (z siedzibą w Genewie). Protesty te można składać po wyczerpaniu drogi prawnej w kraju.
Oprócz tego Kaczyński musi mieć świadomość nastrojów społecznych, a te nie są dla niego dobre. Aż 81 proc. Polaków zapowiada bojkot wyborów, 78 proc. chce ich przełożenia, a 62 proc. negatywnie wypowiada się o przebiegu obchodów 10 rocznicy katastrofy smoleńskiej z udziałem przedstawicieli władz.
Twierdzę, że niektórzy za bardzo przeceniają Kaczyńskiego. Pięć lat chłop walczy i nadal nie jest spełniony, mimo że wiele już osiągnął - to trzeba przyznać. Ale nie zdobył w całości sądów i prokuratury, nie przejął w całości edukacji. Nie ma wpływu na prywatny biznes i nie zdobył umysłów większości Polaków, mimo wpompowania w suwerena ponad 100 mld złotych.
W co więc gra Kaczyński? Nie wiem, ale ja bym mu w tym nie przeszkadzał.
