
Krucjata “wyborcza” części opozycji trwa w najlepsze. Od lewicy po narodowych konserwatystów trwa przekonywanie wyborców do wzięcia udziału w politycznym samobójstwie (być może też nie tylko politycznym) w imię czegoś, co jednak mimo wszystko trudno jest zrozumieć. Poza jednym – to nawoływanie ma bardzo widoczny cel: nie robić broń Boże tego, co proponuje Platforma. Lewica i narodowi konserwatyści mają to w politycznych genach, ale dlaczego PSL, który rządził z PO przez 8 lat i Hołownia ślepo idą w ślady Lewicy – tego do końca pojąć się nie da, poza oczywiście chęcią przejęcia jak największej części platformianego elektoratu.
REKLAMA
Racjonalnych i merytorycznych powodów brak.
Każdy racjonalnie myślący człowiek ma naprawdę spory problem, aby zrozumieć, dlaczego programowa nienawiść do PO i chęć podebrania wyborców tej partii (zwana eufemistycznie “policzeniem się”) ma być warta odrzucenia wszystkiego, co od wieków racjonalizmem właśnie jest. Powtórzę: nie ma żadnych merytorycznych powodów, dla których należałoby wziąć udział w czymś, co stanowi zaprzeczenie wszystkiego, z czym wiąże się demokratyczny wybór - czyli absolutny fundament demokracji. Oczywiście można zrozumieć szlachetną chęć “walki do samego końca” (koronny argument zwolenników tej opcji), ale nawet to jest obciążone grzechem nieprawdy, o czym za chwilę.
Tydzień temu opisałem hipotetyczną rozmowę ojca (zwolennika bojkotu wyborów) z córką (zwolenniczką Hołowni), w której starałem się przedstawić możliwie jasno argumenty obu stron, zwłaszcza silne i szlachetne emocje młodych ludzi, którzy pogodzić się z obecną rzeczywistością nie chcą. Minął tydzień i doszły nowe argumenty. Za bojkotem. W odróżnieniu do prof. Łętowskiej uważam bowiem, że protest przeciwko farsie wyborczej należy tak właśnie nazywać, krótko i dosadnie. Senator Szejnfeld napisał w komentarzu do jednego z moich tweetów na ten temat: “Rzucasz grochem o ścianę!”. Tak, rzucam i nie zamierzam przestać, bo głęboko nie zgadzam się z tezą, że trzeba iść na szańce tej wyborczej hucpy.
Do Biedronia, Hołowni, Kosiniaka-Kamysza czy Bosaka zarzut mam podstawowy taki, że ignorują wszelkie racjonalne argumenty za tą insurekcją wyborczą, a w dodatku nie pokazują swych prawdziwych intencji, ograniczając się jedynie do wyciśniętego jak cytryna hasła o nieoddawaniu pola walkowerem. Tymczasem wojny wygrywa się także wycofując się z bitew, które z oczywistych względów nie są do wygrania. Poza tym nie bronimy ojczyzny przed najeźdźcą, śmiertelnie zagrażającym narodowi. Czas w końcu zrozumieć, że Polska nie kończy się na PiS-ie i Dudzie. Mało tego, PiS i Duda sami się politycznie skończą. Po co im w tym pomagać? Niech do końca odpowiedzą przed narodem za swoją pięcioletnią politykę.
Usługa pocztowa przygotowana przez partię rządzącą.
Skoro zwolennikom wzięcia udziału w tej farsie nie wystarcza artykuł 127 Konstytucji, a który w zasadzie powinien zamykać wszelką dyskusję, skoro nie przekonuje ich to, że ów plebiscyt ani nie będzie powszechny, ani równy, ani bezpośredni i tajny, a do tego kampania wyborcza jest farsą pojęcia “wolna”, to pokażmy inne argumenty.
Może ten? W bazie Krajowego Rejestru Sądowego znajdują się ogólnie dostępne dane wraz z numerem PESEL każdego, kto ma jakikolwiek związek z dowolną fundacją czy spółką prawa handlowego. Są tam więc dane każdego członka zarządu, Rady Nadzorczej, udziałowca, akcjonariusza, a także założyciela fundacji i wszystkich jej organów. To setki tysięcy wyborców, którzy w żadnym stopniu nie są zabezpieczeni. W połączeniu z ogólnie dostępnymi kartami "wyborczymi" oraz oświadczeniem wyborcy stanowić to może swoistą bombę atomową w rękach różnych ludzi i środowisk, którym zależałoby na sfałszowaniu wyniku. Czy takie osoby lub środowiska w Polsce (i nie tylko) istnieją?
A może ten? Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że jest kolejna, trzecia już śmiertelna ofiara koronawirusa wśród pracowników służby zdrowia. Absolutną nieprawdą jest też z uporem maniaka powtarzane twierdzenie o wypłaszczaniu się liczby zakażeń. Zatem wzięcie udziału w tej parodii demokracji może być narażeniem życia i zdrowia setek tysięcy ludzi.
A może ten? Skoro Biedroń, Hołownia, Kosiniak-Kamysz i Bosak tak bardzo chcą, aby wyborcy wzięli udział w tych “wyborach”, dlaczego nie organizują konwencji wyborczych, oczywiście wirtualnych, tak jak zrobił to Andrzej Duda?
A może ten? W firmie EDC Expert Direct Communication z Piotrkowa Trybunalskiego, która na zlecenie Jacka Sasina konfekcjonuje pakiety "wyborcze" (bezprawnie), 28 kwietnia wykryto pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem u jednego z pracowników. Jaka jest zatem gwarancja bezpieczeństwa epidemicznego związana z tymi przesyłkami?
A może wreszcie ten, że karty do "głosowania" wyciekły z drukarni 30 kwietnia, czyli na 10 dni przed domniemaną usługą pocztową i stały się powszechnie znaną “ściśle chronioną tajemnicą państwową”, z którą można zapoznać się także odnajdując ją na swojej skrzynce mailowej?
Kaczyński jest w kozim rogu, do którego zapędził się sam.
Wszystkie te powyższe dowody indolencji twórczej ministra Sasina i całej tej pożałowania godnej ekipy rządowej przekonują mnie do tego, że dla samego PiS-u jedyną opcją wyjścia z twarzą z tej żałosnej farsy jest uwalenie ustawy o wyborach pocztowych i to rękoma opozycji wzmocnionej głosami buntowników od Gowina. Kaczyński będzie miał kolejnego wroga ojczyzny. Rzecz w tym, że i to nie jest dla niego dobre rozwiązanie, bo przecież wiadomo po co Kaczyńskiemu pacynka w Pałacu Prezydenckim, a nie będzie jej miał, jeśli wybory nie odbędą się w maju. Dzisiaj zaś redaktor Stankiewicz donosi o kolejnym planie Kaczyńskiego, czyli złożeniu urzędu przez Dudę, aby uzyskać czas na przesunięcie terminu wyborów, nadal według scenariusza PiS. Ale cokolwiek zrobi prezes, będzie dla PiS dramatem. Innymi słowy - ten geniusz po prostu się kompletnie zakałapućkał i to na własne życzenie. Dlaczego opozycja tego nie wykorzystuje? Bo opozycja nie jest w stanie się porozumieć, z uwagi na swoje geny, o których wspomniałem na wstępie.
Tymczasem na wypadek, gdyby jednak do owej farsy doszło, według mnie jest tylko jeden możliwy do wykonania scenariusz. I tak się składa, że nawijam o nim od tygodni. Ten scenariusz, to masowy bojkot “wyborów” połączony z masową akcją zalania Sądu Najwyższego protestami wyborczymi przygotowanymi przez prawników związanych z opozycją. Takie protesty mają być dostępne m.in. w Gazecie Wyborczej.
Wszystkim tym zaś, którzy twierdzą, że Sąd Najwyższy został już opanowany przez Kaczyńskiego (według ustawy kagańcowej protesty wyborcze rozpatruje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) pragnę uzmysłowić, że Izba ta zatwierdzała także wybory do Senatu, które dla PiS nie były przecież po myśli. Przypomnę też casus sędziego Pszczółkowskiego, który powołany do Trybunału Konstytucyjnego natychmiast po zaprzysiężeniu uwolnił się z jakichkolwiek więzów z PiS. Być może jestem zbyt dużym optymistą, ale twierdzę, że sędziowie Sądu Najwyższego, nawet ci z nowych Izb, nie żyją w jakimś oderwanym od rzeczywistości świecie. Miliona, dwóch, może więcej protestów nie da się tak po prostu zignorować. No i powtórzę raz jeszcze: nawet jeśli to wszystko zawiedzie, Polska naprawdę nie skończy się na wyborze Dudy. PiS wchodzi bowiem w bardzo trudny okres rządów i nie wierzę, aby sobie z tym poradził. Ta władza sama się skończy.
Problem można rozwiązać jednym posunięciem.
Tymczasem istnieje naprawdę prosty sposób, aby wybory przesunąć, zachowując ciągłość władzy (do czasu nowych wyborów). I nie jest prawdą, że wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, w tym przypadku stanu klęski żywiołowej, musi się wiązać z jakimiś uciążliwościami większymi niż do tej pory. O tym wszystkim mówi nam Konstytucja i doprawdy nie trzeba jej zmieniać. W tym przypadku konkretnie rozdział XI o stanach nadzwyczajnych.
Przede wszystkim jest to art. 228, który określa zasady wprowadzenia takich stanów, ograniczenia odpowiedzialności państwa w kwestiach roszczeń finansowych oraz niewprowadzania ograniczeń wykraczających poza konieczne potrzeby. Art. 232 z kolei precyzuje działanie stanu klęski żywiołowej w kwestiach jego czasu trwania, co bezpośrednio odnosi się do przesunięcia terminu wyborów. Wreszcie art. 233 ustęp 3 określa ograniczenia, jakie może wprowadzić ten stan nadzwyczajny. I naprawdę warto go przytoczyć w całości:
Ustawa określająca zakres ograniczeń wolności i praw człowieka i obywatela w stanie klęski żywiołowej może ograniczać wolności i prawa określone w art. 22 (wolność działalności gospodarczej), art. 41 ust. 1, 3 i 5 (wolność osobista), art. 50 (nienaruszalność mieszkania), art. 52 ust. 1 (wolność poruszania się i pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej), art. 59 ust. 3 (prawo do strajku), art. 64 (prawo własności), art. 65 ust. 1 (wolność pracy), art. 66 ust. 1 (prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy) oraz art. 66 ust. 2 (prawo do wypoczynku).
Lektura tego artykułu Konstytucji w pełni potwierdza to, z czym mamy do czynienia od blisko dwóch miesięcy. Za kilka dni okaże się, kto ma rację w tym fundamentalnym dla polskiej demokracji sporze.
Problem można rozwiązać jednym, prostym posunięciem, aby teraz zająć się sprawami dla Polek i Polaków najważniejszymi - przeżyciem czasu zarazy.
