Miała być to moja polemika z tekstem Aleksandra Twardowskiego, zamieszczonym w zeszłym tygodniu na stronach Liberte!, ale po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że polemikę rozszerzę, konwersując nie tylko z nim.

REKLAMA
Drodzy krytycy Platformy, wieczni malkontenci, tak zwani obiektywni symetryści!

Drogi Aleksandrze – tak zaczynać się miał mój felieton, lecz będzie inaczej.
Drodzy krytycy Platformy, wieczni malkontenci, tak zwani obiektywni symetryści!
Trzaskowski przegrał wybory, bo Platforma jest leniwa, wyborcy Trzaskowskiego obrażali cały czas wyborców PiS, a Trzaskowski sklejony był z partią jak płód w łonie matki z organizmem matki – oto lejtmotyw “obiektywnych krytyków” PO. Nie od dziś wiadomo, że od ponad pięciu lat w dobrym tonie jest kopać za wszystko Platformę, bo wiadomo: należy jej się za całokształt. Za Tuska, który porzucił Polskę, za ośmiorniczki Sikorskiego i za zegarek Nowaka. Za Schetynę, który bez przerwy knuje i za Budkę, który w krótkich spodenkach udziela wywiadów. Platformę należy kopać bez przerwy, bo to jest trendy. Passe jest bronić PO, a nawet obiektywnie jej działania oceniać. Jednym słowem - kto Platformy nie kopie jest odmóżdżonym platformerskim betonem, ślepym na wyzwania współczesności.
Ale uwaga - również uważam, że Platforma potrzebuje zmian. I również uważam, że należy ją krytykować, jeśli postępuje źle lub niezrozumiale. Ale jestem też wyznawcą tezy, iż krytyka powinna być uzasadniona i, co najważniejsze, nie może być powierzchowna. Powierzchowna krytyka źle świadczy wyłącznie o krytykujących.
Tekst Aleksandra taki właśnie jest. Powierzchowny i pełen uproszczeń, skupiający się właściwie wyłącznie na dwóch powodach porażki Trzaskowskiego - gnuśności polityków PO i ukrytym pod ośmioma gwiazdkami haśle: “jebać PiS”. Ale największym kuriozum w tekście Aleksandra jest porównanie owego hasła z pisowskim fundamentem polityki, czyli “precz z LGBT”. Owo “jebać PiS” było wielce niefortunną obroną przed wiecznym gnojeniem kandydata i jego wyborców, a nie fundamentem programowym Trzaskowskiego i Koalicji Obywatelskiej. Nie byłem szczególnie zachwycony tym hasłem, ale też rozumiem, dlaczego zdobyło ono taką popularność. Rozumiem, bo ile razy można być bezkarnie gnojonym?
Trzaskowski nie przegrał (pytanie czy w ogóle przegrał?) dlatego, że nie jeździł na Podkarpacie, nie odwiedzał wsi i małych miasteczek, ani też dlatego, że na kilka dni przed II turą jakiś frustrat wymyślił hasło ukryte pod ośmioma gwiazdkami. Duda “wygrał” dzięki: nieuczciwym działaniom obozu Zjednoczonej Prawicy od samego początku kampanii, także tuż przed i w dniu wyborów, propagandzie, która wylewała się w TVP bez przerwy i każdego dnia, polityce strachu i marchewki, która od 5 lat przynosi efekty oraz podzielonej opozycji, która nie potrafi zrozumieć powodów kolejnych przegranych. Ponad 6000 protestów wyborczych, konkretnych, nie wydumanych, do których będzie musiał się odnieść Sąd Najwyższy (tak, Izba Spraw Publicznych i Kontroli Nadzwyczajnej powołana przez PiS) - to najlepszy dowód z czym przyszło mierzyć się Trzaskowskiemu i to nie przez ponad pół roku, ale przez niecałe dwa miesiące.
Usiadłem niedawno do oficjalnego profilu Rafała Trzaskowskiego i zadałem sobie trud, aby sprawdzić, gdzie konkretnie był kandydat KO podczas swojej krótkiej kampanii (czego nie zrobił Aleksander Twardowski przed napisaniem swego tekstu). Jeśli czegoś nie przegapiłem, Rafał Trzaskowski odwiedził od 15 maja do 10 lipca: Rybnik, Łódź, Solec Kujawski, Darłowo, Malechowo, Koszalin, Kołobrzeg, Lubieszyn, Szczecin, Zieloną Górę, miasteczka i wsie w Lubuskiem, Poznań, Nowy Tomyśl, Wrześnię, Konin, Nadarzyn, Piaseczno, Gdańsk, Oświęcim, Chrzanów, Kraków, Wieliczkę, Myślenice, Zakopane, Podhale, Tarnów, Busko Zdrój, Kielce, Starachowice, Pabianice, znowu Łódź, Wodzisław Śląski, Wisłę, Bielsko-Białą, Opole, Wrocław, Rybnik, Prusinowice, Wałbrzych, Kadłub (wieś na Opolszczyźnie), Jelenią Górę, Legnicę, Radom, Bydgoszcz, Włocławek, Ciechocinek, Toruń, Poddębice, Olsztyn, Biskupiec, Mikołajki, Ełk, Sorkwity, Augustów, Białystok, Suwałki, Sobolewo, Supraśl, Urszulin, Lublin, Rzeszów, Jawornik Polski, Dębicę, Ostrołękę, Raciąż, Płock, Modlin, Międzyborów, Płońsk, gminę Jaktorów, Brodnicę, Grudziądz, Gąbin, Tczew, Kartuzy, Kościerzynę, Chojnice, Szczecinek, Wałcz, Piłę, Skierniewice, Zgierz, Zduńską Wolę, Kalisz, Ostrzeszów, Częstochowę, Dąbrowę Górniczą, Bytom, Katowice, Kędzierzyn Koźle, Strzelin, Leszno, Łagiewniki Kościelne, Gniezno, Trzciankę, Gorzów Wielkopolski, Szczecin, Raciąż, Ciechanów, Sanie, Aleksandrów Łódzki, Syców, Oborniki Śląskie, Świdnicę, Kłodzko, Nysę, Racibórz, Rybnik, kilka razy Warszawę. Do tego przez dwa miesiące obecny był ciągle w Internecie.
Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że to mało. Zawsze też można dodać, że trzeba było więcej. Ale nie pamiętam tak dobrze zrobionej kampanii wyborczej od kilku lat. Tym razem widać było jakiś konkretny plan i przede wszystkim kolosalny postęp w wykorzystaniu sieci do prowadzenia kampanii, z czym wcześniej Platforma miała wyraźny problem. To była po prostu porządnie zrobiona, jedna z lepszych kampanii od lat w ogóle. Zdobycie ponad 10 milinów głosów (wcześniej tylko Wałęsa zdobył więcej), to najlepsza ocena wystawiona przez wyborców. I wcale nie jestem przekonany, że była to kampania przegrana.
Kolejna kwestia: pretensje wyborców Hołowni (i jego sztabu), że Platforma (Koalicja Obywatelska) nie poparła tego kandydata w I turze. Ich koronnym argumentem jest powtarzana jak mantra teza, że sondaże tylko Hołowni dawały zwycięstwo w II turze w starciu z Dudą. To oczywista nieprawda.
Analiza kilku sondaży z różnych dat definitywnie tę tezę obala. Rzućmy okiem.
IBRiS z 23.06: Trzaskowski 46 proc., Duda 45,2 proc. IBRiS z 26.06: Trzaskowski 48,1 proc., Duda 45,6 proc. Kantar z 2.07: Trzaskowski 47 proc., Duda 46 proc. Kantar z 3.07: Trzaskowski 47 proc., Duda 46 proc. IBRiS z 6.07: Trzaskowski 47,2 proc., Duda 45,9 proc. CBOS z 10.07: Trzaskowski 44,6 proc., Duda 44,4 proc. IBRiS z 10.07: Trzaskowski 45,3 proc., Duda 44,4 proc.
Wszystkie te sondaże wyraźnie wskazywały, że Rafał Trzaskowski miał wielkie szanse pokonać całą pisowską machinę wyborczo-propagandową, ale zabrakło mu jednego - wyraźnego i jednoznacznego poparcia pozostałych kandydatów opozycji demokratycznej, którzy odpadli (wolą wyborców przecież) w I turze. Bo albo demokracja jest celem nadrzędnym, albo partykularne interesy, które kolejny raz wzięły górę i dotyczy to wszystkich od Hołowni począwszy na Kosiniaku-Kamyszu skończywszy. Jedynie Biedroniowi należy oddać sprawiedliwość, bo jako jedyny jednoznacznie Trzaskowskiego poparł. Inni walnie do wygranej Dudy się przyczynili.

Wojny plemienne, trwa mać!

Tymczasem mamy to, co mamy od lat. Polska to kraj plemiennych wojen wiecznych. Każdy tu wojuje z każdym. Prawo z lewem. Lewo z prawem. Prawo z centrum. Centrum z prawem. Centrum z centrum i centrum z centrum. Lewo z lewem i lewo z lewem. Tak sobie tu żyjemy, w tym grajdołku, ku uciesze Jarosława K., a szerzej – wielkiego brata zza wschodniej granicy. A może po prostu sobie na to, jako naród, zasłużyliśmy? Swoim z jednej strony ślepym fanatyzmem, z drugiej wiecznym malkontenctwem. Przy czym jedna myśl nie daje mi spokoju: PiS ma tyle grzechów na swoim koncie, a Opozycja tyle na to dowodów, że gdyby tylko chciało jej się chcieć grać do jednej bramki, PiS-u u władzy dawno by już nie było. Niby tylu ludzi to wie, a jednak nic się nie zmienia od lat.
Co nas czeka? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Jeśli prawdą są przemycane różnymi kanałami informacje o prawdziwym stanie polskiego budżetu i jeśli odmrażanie gospodarki nie będzie szło w miarę stabilnie i jednoznacznie, to czekają nas w najbliższych trzech latach igrzyska, czyli pokazowe aresztowania polityków opozycji (głównie Platformy), czego przedsmak mamy już dzisiaj. Do tego dorzucić można „repolonizację” mediów i prywatnych firm. PiS, ustami Andrzeja Dudy, złożył dziesiątki obietnic wyborczych – ich realizacja będzie bardzo ciężka. Jedno jednak trwać będzie do samego końca PiS, czyli program 500+. Aby go utrzymać, prezes Glapiński potajemnie sprzeda nawet sprowadzone do Polski zapasy złota, bo “albo 500+, albo śmierć”. Dla Polski to oczywiście dramat, z którego wychodzić będziemy latami.
Co nas czeka po stronie opozycji? To co widzimy od ponad pięciu lat, czyli “każdy sobie rzepkę skrobać będzie”. Jestem przekonany, że nasza szeroko pojęta opozycyjna klasa polityczna, z Panem Hołownią włącznie, żadnych wniosków nie wyciągnie.
Tymczasem jest tylko jeden sposób, aby odsunąć tę szkodliwą dla kraju władzę - integracja. Niech to będzie choćby tylko integracja na krótki czas, aby powołać do życia nowy Sejm - Konstytuantę. Zrobić krótkie, głębokie cięcia sanujące państwo, a potem ogłosić nowe wybory, w których Pan Budka, Szłapka, Hołownia, Biedroń, Czarzasty, Zandberg i Kosiniak-Kamysz pójdą osobno.
Ale najpierw: INTEGRACJA, GŁUPCZE!