
Nielegalnie powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego pozostawiła bez rozpoznania ponad 4000 protestów wyborczych, w których znalazły się poważne zastrzeżenia co do uczciwości wyborów prezydenckich, pokazując ponad 10. milionom obywateli (także podatników) środkowy palec posłanki Lichockiej, a w uznaniu tej decyzji szef Platformy (zakładam, że jej władze także) podjął decyzję, aby Klub Parlamentarny KO wziął udział w zaprzysiężeniu kogoś, kto sprawuje urząd prezydenta, bo Prezydentem, dla mnie przynajmniej, nie jest i nigdy nie będzie. Nie rozumiem tej koncepcji, mimo podjęcia szczerej próby jej zrozumienia.
REKLAMA
Nie da się bowiem jednocześnie twierdzić, że wybór Andrzeja Dudy był nieuczciwy, nierówny i naruszający zasady demokracji, a z drugiej strony być obecnym na jego zaprzysiężeniu. Taki niespójny przekaz Platformy jest powodem jej kolejnych porażek wyborczych. I nie jest to jedyny niespójny przekaz od lat pięciu.
Program 500+ jest zły, ale dobry.
W 2015 roku i w kolejnych latach też słyszałem głośne twierdzenia wszystkich chyba polityków PO, że program 500+ jest szkodliwy, zbyt kosztowny i po prostu niesprawiedliwy społecznie. I słusznie, bo taki ten program właśnie jest. Kolejne lata funkcjonowania tego programu wykazały, że ani nie przyczynił się on do wzrostu dzietności, ani też nie zwalczył biedy w Polsce, za to walnie przyczynia się do stale rosnącej inflacji oraz zaniedbań w inwestycjach i dofinansowaniu wielu zadań publicznych państwa. Dla osób bogatych zaś stał się on świetną formą inwestycji finansowych w różne papiery wartościowe. Jego głównym błędem jest dzielenie społeczeństwa na jego beneficjentów i tych, którzy dokładają się do niego, nic nie dostając od państwa w zamian.
Te argumenty słychać było przez pierwszy rok trwania tego programu. Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się nowe argumenty z nim związane, czyli postulat, aby wypłatę środków połączyć z pracą przynajmniej jednego ze współmałżonków lub wprowadzić kryterium dochodowe. Ma to sens.
Ale od mniej więcej roku słyszę od wszystkich niemal polityków PO/KO, że program ten należy utrzymać w niezmienionej formie.
I jest to wolta pierwsza.
Wiek emerytalny trzeba podnosić, obniżając.
Gdy Donald Tusk, najodważniejszy dla mnie premier od lat 90 (obok najodważniejszego swego czasu ministra finansów – Leszka Balcerowicza), wprowadził najtrudniejszą od roku 1990 reformę ubezpieczeń społecznych, podnosząc wiek emerytalny, a zrobił to w sposób najbardziej delikatny, jak tylko można było sobie to wyobrazić, wszyscy politycy Platformy głośno mówili, że jest to konieczny dla dobra państwa ruch. Wtedy politycy ci mówili, jak jest, słusznie antycypując nadchodzącą przyszłość w sektorze ubezpieczeń społecznych. Już wtedy oczywistym było, że system ten nie ma prawa przetrwać w niezmienionej formie i to w naprawdę niedalekiej przyszłości.
Najnowsze prognozy ZUS, kierowanego przecież przez PiS, wskazują, że nawet przy najbardziej optymistycznym scenariuszu Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zawali się jak domek z kart już za lat kilkanaście. Kilkanaście lat, to nie jest nawet jedno pokolenie.
Czym nas raczą politycy PO (ci sami w zasadzie) w kwestii wieku emerytalnego dziś? Ano raczą nas tym, że owa reforma Tuska była chybiona i błędna, i że o żadnym podnoszeniu wieku emerytalnego nie może być mowy. Można oczywiście argumentować, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale akurat w tej sprawie krowa ma tu absolutną rację. Czy się to podoba, czy nie, wiek emerytalny musi być podniesiony, no chyba że chcemy mieć za kilka lat kilkunastomilionową armię emerytów żyjących w zaciszu polskich wersji fawel.
I jest to wolta druga.
Farsa wyborcza 2020, ale nie taka duża.
Każdy zdrowo myślący obywatel tego kraju (jakiś czas temu pozwoliłem sobie wyjaśnić na Twitterze dlaczego obecną Polskę nazywam tym krajem), widział, jak wyglądała prezydencka kampania „wyborcza”, od samego jej początku po marny koniec. Każdy, kto ma zdolność refleksyjnego myślenia, widział te wszystkie szwindle obozu władzy właściwie na każdym poziomie tej „elekcji”. W tym przekonaniu utwierdzali owych wyborców również politycy PO, także sztab wyborczy kandydata Trzaskowskiego. Mimo to, ponad dziesięć milionów obywateli tego kraju zagłosowało na kandydata Koalicji Obywatelskiej, mając nadzieję, że po wyborach sztab wyborczy i partia złożą oczywiste protesty wyborcze i to niezależnie od wyniku tych „wyborów”, bo z demokratyczną elekcją nie miały one związku żadnego.
Ci głosujący na Rafała Trzaskowskiego, nie wiem czy wszyscy, liczyli także na to, że jeśli powołana nielegalnie przez PiS Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych przemiele te protesty w niszczarce, władze rzeczonej partii w proteście zbojkotują zaprzysiężenie pana Dudy, gdyż pryncypia w polityce powinny być najważniejsze.
Albo się te pryncypia stawia na piedestał, albo się je traktuje jak papierowy ręcznik. Albo własnych wyborców ma się za poważnych ludzi, albo traktuje się ich jak głupców. W ciąży się jest, albo nie. Nie można być w jej połowie.
Co można było zrobić? Ano wystarczyło ogłosić, że władze Klubu pozostawiają posłankom i posłom w ich sumieniu decyzję o wzięciu udziału w tym przedstawieniu, w którym konstytucyjny przestępca i człowiek bez honoru powtórzy formułkę z Ustawy Zasadniczej, którą traktuje jak mu pan prezes powie.
Przy czym tłumaczenie, że Koalicja Obywatelska biorąc udział w tej farsie wyraża szacunek nie Andrzejowi Dudzie a jego wyborcom, jest zwykłym mydleniem oczu, dobrym dla tych, którym jakakolwiek refleksja jest daleka, że nie powiem – obca. Powtórzę: pryncypia w polityce są najważniejsze.
I to jest wolta trzecia.
Grande finale.
To właśnie przez ten brak jednoznaczności, jasności przekazu i trwania przy pryncypiach, a także brak odwagi w obronie własnych projektów politycznych i społecznych, Platforma nie potrafi się zebrać po porażce 2015 roku. Aby wygrywać trzeba wyborcom pokazać niewzruszone fundamenty. Wyborca, zwłaszcza tak kapryśny z jednej strony i tak wymagający z drugiej, musi widzieć, że partia zasadami stoi, nawet w imię chwilowego ponoszenia kosztów. Zaufanie buduje się jednoznacznością przekazu, a nie fluktuacją poglądów, która prowadzi do jedynej konstatacji: o co im właściwie chodzi?
W tym kontekście nie dziwi mnie rosnące poparcie dla Szymona Hołowni, który całą swoją narrację buduje na tych właśnie woltach Platformy.
Nie rozumiem tej taktyki, chyba że w zamyśle władz Platformy jest budowa całkiem nowego bytu politycznego.
I być może o to właśnie chodzi.
P.S.
Tym felietonem żegnam się z platformą mediową NaTemat, dziękując za półtora roku współpracy. Był to ciekawy i pełen doświadczeń okres w moim życiu.
Wszystkich chętnych czytania moich tekstów zapraszam na niezależną platformę blogową.
Tym felietonem żegnam się z platformą mediową NaTemat, dziękując za półtora roku współpracy. Był to ciekawy i pełen doświadczeń okres w moim życiu.
Wszystkich chętnych czytania moich tekstów zapraszam na niezależną platformę blogową.
Do zobaczenia wkrótce. Good night and good luck Państwu.
