Nasza wszechpotężna warszawska PO-hydra nie lubi dialogu, różnorodności, spontanu, wolności, zabawy. Dlatego gnębi skłotersów, uprzykrza życie klubowiczom i wlepia mandaty właścicielom popularnych knajp, pozbywa się z lokalu w centrum miasta "wrażej" Krytyki Politycznej - tej wylęgarni anarchii i wrogów neoliberalizmu, jak diabeł przed święconą wodą ucieka przed patronowaniem Marszowi Równości, zezwala na brutalne wyrzucenie na bruk kupców ze sklepików w przejściu podziemnym, którzy dzierżawiącej teren od miasta spółce płacą kilkaset złotych za metr kwadratowy, a ta płaci miastu za ten sam metr maksymalnie 10 zł!!!
Swój krok dyrekcja molocha motywuje nadmiernym zadłużeniem odziedziczonym przez poprzedników, którzy pewnie złośliwie w ostatniej chwili zrobili skok na kasę.
A przecież w swoim programie, któremu tak ochoczo przyklasnęła Pani Prezydent i Pan Minister, Tadeusz Słobodzianek obiecywał teatr dobrej, współczesnej dramaturgii i dobrego aktorstwa, teatr często grający dla pełnej, licznej widowni, teatr wsłuchany w tej widowni potrzeby. W rozdziale pt. "IDEA" używa słów "dialog" i "rozmowa". Ciekaw jestem jaki dialog z widownią może prowadzić sflekowany, głodny, sfrustrowany aktor, który gra w sytuacji szantażu ekonomicznego i ludzkiego upokorzenia.
