Po raz pierwszy w historii naszego kraju do parlamentu europejskiego kandydują osoby jawnie powołujące się na swój ateizm w ramach kampanii wyborczej. Czy jednak większość polskich ateistów odda na nich swoje głosy?

REKLAMA
Choć wielu wierzących w Polsce to bardziej kulturowi katolicy, niż żarliwie wierzący fundamentaliści, to jednak nie ulega kwestii, że osoby utożsamiające się z religią (letnio, lub gorąco) nadal stanowią większość w naszym kraju. My, ateiści, jesteśmy zatem mniejszością. Często też powołujemy się na dyskryminację, która spotyka nas w Polsce na gruncie światopoglądowym, która przekłada się również na inne aspekty życia.
Ta dyskryminacja nie jest przypuszczeniem, lecz stanem faktycznym. Mamy choćby kary za obrazę uczuć religijnych, a nie mamy kar za obrazę uczuć ateistycznych. Wręcz przeciwnie, różni przywódcy duchowi obrażają nas co rusz i karą jest ewentualnie zagrożona nasza obronna reakcja. Starczy wspomnieć słowa Jana Pawła II, o tym, że kto „zabił w swoim sercu boga, ten zabił człowieka”. Z tych słów wynika, że zdaniem Jana Pawła II ateista nie był istotą ludzką, albo też był nią w mniejszym zakresie niż katolik. Takie publiczne oświadczenie nie są objęte prawem karnym, natomiast można mieć problemy w sądzie, jeśli zgodnie z bardzo wieloma przesłankami zakwestionuje się „doskonałość Jana Pawła II”.
Innym przejawem dyskryminacji jest edukacja. Religia jest w szkołach, wiele osób faktycznie jest zmuszanych do posyłania swoich dzieci na katechizację (dziecko nie może siedzieć na korytarzu, może je spotkać ostracyzm ze strony kolegów etc.). Ale to nie wszystko. W podręcznikach historii zbrodnie i wojny na tle religijnym są przeważnie pomijane, lub przedstawiane w fałszywym świetle usprawiedliwiającym religię. Wśród lektur używanych w trakcie lekcji języka polskiego mało jest pozycji pokazujących zło religii, jej wpływ na zachowania nietolerancyjne wczoraj i dziś.
Ateiści nadal spotykają się też z problemami w relacjach międzyludzkich i w pracy. Religia nadal jest promowana przez państwo jako „coś dobrego”, zaś ateizm przedstawiany jest w złym świetle nie tylko przez przywódców duchowych, ale również przez polityków. Ta promocja przekłada się na codzienne ludzkie relacje i za sprawą super promocji wierzeń religijnych ateista może mieć problemy w pracy i w domu. Jednocześnie nachalne nawracanie na wiarę religijną, używanie kanałów danej firmy, urzędu, lub danej uczelni do promowania imprez religijnych, jest traktowane najczęściej jako coś normalnego.
Dopóki zatem ateiści nie zaczną mówić publicznie o równych prawach w stosunku do osób wierzących, niewiele się zmieni. Wielokrotnie podczas swojej działalności w NGO słyszałem od moich kolegów i koleżanek, od moich czytelników, że tylko na drodze politycznej można coś zmienić na lepsze. Zgodnie więc z licznymi uwagami postanowiłem kandydować do parlamentu europejskiego z listy Europa Plus Twój Ruch. Poza Dolnym Śląskiem i Opolskim, na listach E+ TR znaleźli się też inni kandydaci i inne kandydatki, które stawiają na pierwszym miejscu postulaty świeckości i równych praw.
Czy jednak polscy ateiści będą głosować na swoich przedstawicieli? To się okaże dopiero 25 maja. Na pewno części z nas będzie przeszkadzał skrajny niekiedy indywidualizm, który może prowadzić niekiedy do niezbyt rozsądnych wyborów. Jako, że uważam to za dość zabawne, przedstawię kilka takich modelowych zdań.
1. Kandydat P ma krzywy nos, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
2. Kandydat P powiedział kiedyś o gospodarce coś, co mi się nie spodobało, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
3. Zgadzam się w 65% z programem wyborczym kandydata P, ale ja potrzebuję zgodności 100%, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
4. Kandydat P napisał artykuł zachęcający do głosowania, a ja nie lubię ulegać żadnej presji, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
5. Lubię kandydata P, ale w jego koalicji jest kandydat Z, o którym gazety pisały, że jest głupi, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
6. Jestem indywidualistą, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
7. Polityka to bagno, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
8. Europosłowie mają za duże zarobki, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
9. Kandydat P powinien być bardziej krytyczny w sprawie biskupa M, więc nie będę głosował i dopuszczę do tego, aby głosy na PIS i inne klerykalne partie miały większe procentowo znaczenie.
I tak można mnożyć w nieskończoność. Na pewno wśród nas, ateistów, jest trochę osób, które myślą w ten sposób o wyborach do parlamentu europejskiego i nie pójdą głosować, zwiększając na przykład w ten sposób szansę na dużą ilość miejsc poselskich dla osób z list PIS, które mają zdyscyplinowany elektorat.
Sam jestem bardzo ciekaw, jakie ostatecznie będą wyniki wyborów 25 maja.? Czy moje środowisko, ateiści, stanie na wysokości zadania i nie doszukując się doskonałości, lub całkowitej charakterologicznej zgodności z promującymi ateizm kandydatami i kandydatkami odda na nich (na nas) swoje głosy?
A może część z nas chce być na „wieki wieków amen” prześladowaną mniejszością, która z poczuciem moralnej i intelektualnej wyższości wiecznie liże rany, narzeka, kpi sobie po cichu...? A może jest nas tylko niewiele znacząca garstka, znacznie mniej niż 1%, a reszta niewierzących to po prostu ludzie nie zadający sobie fundamentalnych pytań na temat istnienia? Może wreszcie większość ateistów akceptuje opinię, że religia pomaga w życiu społecznym i chce, aby rządzili nami klerykałowie wspierający się od czasu do czasu na autorytecie Kościoła?
Jestem po prostu ciekaw, jak jest. 25 maja będzie czas na coś więcej, niż czysto werbalne deklaracje, satyryczne obrazki na Facebooku, ostre komentarze na Onecie. Jeśli okaże się, że jest dobrze, że ateiści i ateistki wesprą promujących nasze wspólne wartości kandydatów i kandydatki, ucieszę się oczywiście. A jeśli okaże się odwrotnie, to też będzie pewna wiedza o tym, jak to naprawdę u nas jest i jak wiele jeszcze jest rzeczy do zrobienia i do przemyślenia.
Szerzej na ten temat mówię na nagraniu filmowym, jak macie ochotę, pooglądajcie: