
Niedawno miałem przyjemność odbyć rozmowę z ministrą Małgorzatą Fuszarą i wyraziła ona poparcie dla nadania pełnoprawnego charakteru ślubom humanistycznym. Uważam, że może to być bardzo ważny krok w stronę świeckości państwa.
REKLAMA
Na początek kilka słów o samych ślubach humanistycznych dla tych, co niewiedzą. Nie są to śluby w urzędzie stanu cywilnego, lecz starannie zaplanowane wydarzenia odwołujące się nie do rytuałów religijnych, ale do szeroko pojętych wartości humanistycznych. Widujemy je często w filmach amerykańskich, z przemowami przyjaciół etc.
Wartości humanistycznie znajdujące swój wyraz w ślubie, to przynależność do świata natury, to indywidualizm przyszłych małżonków, to nadzieja na postęp ludzkości i przyjazne współegzystowanie wszystkich ludzi. Hymn Unii Europejskiej, będący finałem IX Symfonii Ludwiga van Beethovena znakomicie oddaje te wartości, zwłaszcza, jeśli potraktujemy zawarte w nim „Elizejskie Pola” jako metaforę, co najpewniej czynił też sam kompozytor.
Nasze stowarzyszenie (Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów) urządza już śluby humanistyczne od wielu lat. Kładziemy w nich silny nacisk na to, aby każdy z przyszłych małżonków mógł wyrazić podczas tej uroczystej chwili swój własny indywidualizm, swoje marzenia, zainteresowania, swoje plany i swoją wrażliwość. Do tego samego zachęcamy członków rodzin małżonków i ich przyjaciół. Zdarzają się śluby romantyczne, geograficzno – podróżnicze, poetyckie, wesołe, przepojone muzyką i każde, jakie tylko możemy sobie wyobrazić, bo ludzie są różni, a w ślubach humanistycznych chodzi o ograniczenie do minimum jakichkolwiek gotowych formuł. W tym sensie ślub humanistyczny jest całkowitym przeciwieństwem ślubu religijnego, który opiera się na gotowych formułach niosących z sobą jakiś aspekt rytualno - magiczny.
W innym sensie śluby humanistyczne nie wykluczają ludzi religijnych. Są one niemal tak samo popularne wśród ateistów i wśród teistów (panteistów, politeistów). Zdarza się nawet, że przystępują do nich pary, z których obydwoje państwo młodzi są katolikami. Jest to miłe, bo świadczy o tym, że ślub humanistyczny swoim pięknem i silnym wzruszeniem, jakie wywołuje dzięki indywidualizacji, stoi ponad podziałami ideowymi.
Moment, w którym w rozmowie z nami ministra Fuszara wyraziła wsparcie dla uprawomocnienia ślubów humanistycznych w Polsce, uważam za ogromnie ważny. Jest to krok w stronę świeckości przyjaznej, włączającej wszystkich. Nie jest to świeckość walki i protestu, ale świeckość pokazująca, że potrafimy realizować ludzkie potrzeby, nie tylko intelektualne, ale również emocjonalne. Nie tylko indywidualne, ale społeczne. To jest krok w stronę świeckości stanowiącej mocny aspekt akceptowalnej przez wszystkich kultury, a nawet tradycji.
Od lat śledzę różne debaty na temat konstytucji naszego kraju, rozważania o roli w niej neutralności światopoglądowej państwa. Mam wrażenie, że nasza konstytucja pozwala każdemu (nie tylko katolikom) na nieskrępowaną ekspresję religijną. Nie jest natomiast dobrą podstawą do usuwania nadmiaru tej ekspresji, takiej jak choćby krzyż w sejmie. Doskonale to ujął Czesław Janik, prezes Stowarzyszenia Neutrum, najstarszego chyba NGO – su zabiegającego o neutralność światopoglądową państwa. Żeby nie być gołosłownym - oto materiał z RacjonalistaTV, gdzie Janik to objaśnia:
Wnioskiem z tego wynikającym jest to, że w świetle konstytucji polskiej łatwiej walczyć o własną ekspresję, niż blokować ekspresję innych. Przykładowo – łatwiej dowiesić wiele rzeczy obok krzyża w sejmie (na przykład rybkę Darwina, symbol uznawany przez część ateistów), niż znaleźć wyraźne podstawy prawne do zdjęcia tegoż krzyża. Nie zrozumcie mnie źle – nie wyrażam tu własnego zdania, ale to, do czego uprawnia nas, zdaniem wielu specjalistów, polska konstytucja.
Z tym, aby swobodę ekspresji światopoglądowo – niereligijnej zrównywano w Europie (nie tylko w Polsce) ze swobodą ekspresji religijnej jest problem. Związki światopoglądowe (ateiści, racjonaliści, humaniści, feministki, zieloni etc.) nie mają w całej Europie równych praw ze związkami wyznaniowymi. Pisał o tym choćby Richard Dawkins, gdy chciał zyskać pozwolenie na „Obozy ateistyczne” w Wielkiej Brytanii. Potrzebował w tym celu załatwić znacznie więcej formalności niż ludzie organizujący obozy chrześcijańskie, czy pielgrzymki. W obecnej kulturze europejskiej (nie tylko w Polsce) nadal zakłada się, że dana wspólnota religijna ma niejako wrodzone umiejętności pedagogiczne, prawne, etc., podczas gdy osoba świecka, działająca w imieniu wyrażającego dany światopogląd stowarzyszenia musi przed urzędnikami dowieść tychże zdolności.
Dlatego społeczeństwu trzeba wyraźnie pokazywać, że ludzie świeccy tworzą kulturę, że są godni zaufania, że są przy innych ludziach w różnych momentach ich życia jako społeczność. Śluby humanistyczne są bardzo ważnym krokiem w tę stronę, z czego zdaje sobie sprawę wiele organizacji humanistycznych na całym świecie, z którymi, nota bene jesteśmy tu w Polsce w stałym kontakcie.
Ceremonie humanistyczne mają też przeciwników w naszym środowisku. Wielu z nas – ateistów, humanistów, racjonalistów – zauważa, że rewolucja przemyśłowo – naukowa, oraz nowoczesna demokracja są owocami kultury świeckiej mającymi ogromny wpływ na życie mieszkańców cywilizowanego świata. To prawda. Zgadzam się z tym. Ale rzeczywistość pokazuje, że mamy jeszcze do odrobienia sporą lekcję na płaszczyźnie społeczno – emocjonalnej. Portret zagubionego mieszkańca współczesnego świata, który szuka duchowości, idealizując niekiedy bardzo prymitywne wierzenia i zabobony, nie bierze się znikąd. Wielu mieszkańców Zachodu jest w takiej sytuacji, a to dlatego, że organizacje świeckie nie zapewniają wielu ważnych społecznie rzeczy. Tu polecam do obejrzenia moją i prezesa Towarzystwa Humanistycznego, Andrzeja Dominiczaka, rozmowę z ministrą Małgorzatą Fuszarą, gdzie pada ogromnie ważna deklaracja wsparcia dla działań w stronę uprawomocnienia ślubów humanistycznych:
Na koniec zaś dodam, że ów materiał wyląduje też w mediach społecznościowych i, jak przewiduję, u części ateistów oraz antyklerykałów wzbudzi protest. Ten protest będzie wynikał z tego, że w bardzo katolickim jednak kraju część osób niewierzących przechodzi okres buntu. Na tle religijnego (lub udającego religijność) otoczenia moim „braciom i siostrom w niewierze” wydaje się nieraz, że są wyrzutkami, albo geniuszami. Bo widzą więcej niż inni. Bo łamią społeczne tabu. Owocuje to niekiedy pewnym anarchizmem i nastrojami aspołecznymi. Wyrazem tych nastrojów aspołecznych jest choćby mizerna ilość podpisów na jaką może liczyć najbardziej nawet sensowna petycja w sprawie świeckości. Gdy klerykałowie zbierają dla swoich postulatów i ćwierć miliona podpisów, my cieszymy się z kilku – kilkunastu tysięcy . Najlepsze nawet materiały pisane przez ateistów, czy ludzi prolaickich bardzo rzadko mogą liczyć na tysiące udostępnień, podczas gdy różne ortodoksyjne akcje w stylu „Deklaracji wiary” znów mają oddolne wsparcie o rząd wielkości większe. Tymczasem jest nas co najmniej milion lub dwa miliony, a zachowujemy się tak, jakby nas było od trzech do dziewięciu tysięcy!
Z punktu widzenia światopoglądu naukowego ceremonie humanistyczne też oczywiście mają swoją podstawę. Człowiek ewoluował jako istota społeczna i przełomowe elementy jego życia (narodzenie, osiągnięcie dojrzałości, ślub, śmierć) wymagają dla większości ludzi jakiejś oprawy. To pragnienie nie jest oparte na chłodnej kalkulacji, ale na emocjach, które dziedziczymy po naszych przodkach, podobnie jak wiele podstawowych zachowań społecznych, które nie są oparte na kalkulacjach, ale na poczuciu szczęścia i nieszczęścia, akceptacji i odrzucenia. Kultura świecka powinna akceptować biologiczne podłoże istoty ludzkiej, powinna dotrzegać nie tylko jej przemyślenia, ale również jej emocje. Mam nadzieję, że te osoby, które przyznają mi rację po przeczytaniu artykułu, zechcą nam pomóc w ważnych dla nas wszystkich sprawach, nawet w tak prosty sposób, jak udostępnienie niniejszego tekstu w mediach społecznościowych.
