
Tak naprawdę nie stało się nic wielkiego. Nie było żadnej spektakularnej klęski PO. Jednakże część mediów nakręca show wokół tego tematu, wmawiając ludziom, że stało się więcej niż w rzeczywistości się stało. Zwiększa to niestety szanse PiS na zwycięstwo w jesiennych wyborach...
REKLAMA
Na początek przypomnę Czytelnikom, dlaczego nie chcę zwycięstwa PiS. Nie trzeba wiele. Podam tylko jeden przykład. Tak się składa, że choć nie mieszkam w Warszawie, miałem okazję widzieć kilka smoleńskich miesięcznic odbywających się przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. W trakcie tych miesięcznic aktywiści PiS wrzeszczeli na mównicach, że Tusk wraz z Putinem zamordowali pasażerów sławnego samolotu. Styl tych mówców przypominał mi przemówienia nazistów z okresu drugiej wojny światowej, lub też stalinowskich wodzirejów wzywających do walki z kułakami.
Nawet gdyby Tusk i PO byli sto razy gorsi niż są, za żadne skarby nie chciałbym u władzy partii, która w ten sposób zyskuje poparcie wyborców. Z rzeczywistej tragedii zrobili oni psychodeliczne widowisko pełne fałszu, teorii spiskowych i brutalnych pomówień. Teraz zaś mamy okazję obserwować uśmiechnięty cynizm pisowskiego prezydenta Andrzeja Dudy, który ma zamiar lobbować za wzniesieniem pomnika w miejscu miesięcznic, gdyż – jak zauważa - „Polacy stworzyli już taką tradycję”. Co będzie zatem wyryte na tym pomniku? Może: „Tusk jest mordercą, a każdy, kto się nie zgadza z PiS stał po stronie ZOMO”? Zdecydowanie nie chcę takiej Polski, zwłaszcza, że Kaczyński rzeczywiście może doprowadzić do podważenia mechanizmów państwa, aby nie dopuścić do utraty władzy w kolejnych wyborach, na co zwracam uwagę od jakiegoś czasu i o czym ostatnio pisał na NaTemat Roman Giertych.
Przejdźmy zatem do histerii mediów. Jest takie powiedzenie, które sparafrazuję: „z wrogami daję sobie radę, ale brońcie mnie od przyjaciół!”. Obecnie mamy do czynienia z taką sytuacją. Nie dziwię się, że propisowskie media robią wszystko, aby zwiększyć szanse PiS-u na rządy w Polsce. Nie popieram tego, jest mi to obce, ale ich prawo. Taki mają światopogląd. Taki mają interes. Dużo poważniejszy problem mam z częścią bardziej racjonalnych mediów, które siłą rzeczy mając do wyboru PO lub PiS opowiedziały się za Platformą. Po niewielkiej przegranej Komorowskiego (raptem 1,5%), trąbią one o rozpadzie PO, o klęsce etc.
Tymczasem tak naprawdę nie stało się nic. Już od wielu lat istnieje niemal równowaga w poparciu dla PO i dla PiS. Raz jedni są trochę górą, raz drudzy. Prezydent Komorowski był traktowany jako pewny zwycięzca, ale okazało się, że wyborcy nie głosowali na ludzi, ale na partie, które za nimi stoją. Dlatego poparcie dla Komorowskiego wyraziło się w poparciu dla PO. Okazało się, że tym razem było ono odrobinę mniejsze, niż poparcie dla PiS. To nie jest żadna klęska, to nie jest żadna rewolucja. Prezydent ma w naszym kraju znacznie słabszą władzę niż premier, zatem nie było to nawet głupie ze strony wyborców, po prostu skupili się na tym co ważne, głosowali z myślą o jesiennych wyborach do parlamentu.
Tymczasem spora część mediów, które popierają bardziej racjonalną i liberalną wizję naszego kraju, zaczęła się upajać jakimś zmierzchem, schyłkiem, porażką, klęską i rozpadem. Skąd jednak tezy? Przecież w wyborach samorządowych PiS też miał drobną przewagę, jednak mniejszą niż w sondażach o kilka miesięcy poprzedzających te wybory. Później były momenty, kiedy PO prowadziła i były takie, kiedy PiS prowadził. Tak czy siak posiadanie tak dużego poparcia przez partię, która od 8 lat jest u władzy, to ogromny sukces, a nie żadna klęska.
PO wciąż ma szanse na wygraną jesienią, bo prezydent Duda coraz mniej kryje się ze swoimi pisowskimi poglądami. Paradoksalnie, może to zaowocować jeszcze większym poparciem dla PO jesienią, niż gdyby prezydentem był Komorowski, choć i tak oczywiście źle się stało, bo Andrzej Duda będzie mógł wetować wiele ustaw przyszłego rządu PO, jeśli taki będziemy mieli po wyborach.
Szanse PO na zwycięstwo w najbliższych wyborach zmniejsza histeria części niepisowskich mediów. Te media wmawiają odbiorcom spektakularną klęskę PO i odbiorcy powoli zaczynają w to, niestety, wierzyć. Sądzę, że to zjawisko jest znacznie groźniejsze dla bardziej racjonalnych polityków, niż najbardziej nawet zażarta walka uzależnionych od PiS-u „niezależnych” i „niepokornych” mediów.
Ta histeria wynika z trzech przyczyn. Po pierwsze nie każdy ma pożytek ze swojego centralnego ośrodka nerwowego, po drugie, jest moda na trendy i kolorowe sznurowadło jakiejś modelki staje się sensacją tygodnia. Część dziennikarzy tworzy więc trend „klęski tego co było”. Nie jest to oczywiście zbyt rozsądne. Ot, takie pudelki w dziennikarstwie politycznym... Po trzecie, oczywiście, przerysowane informacje przyciągają odbiorców, a liczy się oglądalność... Brakuje tu oczywiście myślenia bardziej przyszłościowego, bo jeśli PiS wygra, niemal wszystkie media stracą z uwagi na pogorszenie się sytuacji ekonomicznej kraju. Jakby PiS-owi udało się zmienić konstytucję i zapewnić sobie kolejną kadencję, część mediów może nawet zacząć być prześladowana za „niewłaściwe poglądy”. Tak dzieje się już do pewnego stopnia na Węgrzech. Szaleństwem jest więc zwiększanie szans na taką mroczą przyszłość z uwagi na mocne tytuły, czy graniczące z fanatyzmem zamiłowanie do prób tworzenia nowych trendów. Mam nadzieję, że dziennikarze chcący racjonalnej i nowoczesnej Polski jednak ochłoną i ta cała histeria trochę im przejdzie, bo, niestety, media po trochu kreują rzeczywistość. Niedobrze by było, gdyby część mediów, wbrew sobie, przygotowała grunt pod IV RP.
Uważny czytelnik stwierdzi zapewne, że jest jeszcze Kukiz. Ale on jest aż tak popierany dlatego, że nie jest żadnym konkretem. Nie ma partii, nie wiadomo czego właściwie, poza JOW-ami chce, same JOW-y traktuje zupełnie opacznie, przypisując im coś odwrotnego od tego, do czego mogą doprowadzić. Dlatego wielkie poparcie dla Kukiza jest poparciem wirtualnym. Każda konkretyzacja jego zamierzeń, z zapełnieniem list do wyborów parlamentarnych na czele, będzie ujmować głosów Kukizowi. Poza tym Kukiz może zacząć też przyciągać dawnych wyborców PiS.
Uważam, że sytuacja z Kukizem powinna być potraktowana jako wyzwanie przede wszystkim dla satyryków i aktorów kabaretowych. Zwykłym celem żartów są celebryci. My tymczasem mamy w Polsce osobnika znacznie bardziej tragikomicznego niż celebryta. Jest nim tzw. „wyborca antysystemowy”. To właśnie taki bohater powinien być wielką inspiracją dla ambitnych kabaretów. Pytanie jednak, czy się odważą. Nikła jest szansa na dostanie w zęby od celebryty, z którego się kpi w trakcie skeczu. To, że na widowni będzie jakaś grupka „wyborców antysystemowych” jest pewne. Tym niemniej proszę ambitnych satyryków o odwagę, bowiem humor jest w stanie zmienić świat na lepsze, nawet jeśli grozi to pobiciem etc. Swoją drogą oglądałem sobie wczoraj niezwykle „ciekawe” wystąpienie Kukiza w sprawie referendum nad JOW-ami. Kukiz zapowiedział, że jeśli przegra referendum, to ruszy na sejm z chłopami i górnikami (czy nie wiem już z kim). A co Kukizowi sejm w tym zamieszał? Chyba raczej powinien powołać parafaszystowskie bojówki katujące na ulicach wszystkich Polaków, którzy nie zagłosowali na JOW-y (w tym na przykład mnie). „Wyborca antysystemowy” jest naprawdę tragikomiczną personą i do tego, jak widać po jego obecnym idolu, osobą groźną. A nie ma lepszego lekarstwa na kult bezmyślnej siły niż obśmianie prymitywnego osiłka.
Do wielu trendów nieco sztucznie tworzonych przez część mediów dodam jeszcze na koniec przeciwstawienie „młodej internetowej Polski” „starej Polsce poza siecią”. To mit. Badania w Stanach Zjednoczonych pokazują, że młodzi ludzie, wbrew oczekiwaniom średniego i starszego pokolenia radzą sobie w sieci tak sobie. Nic nie wskazuje na to, że osoba między 10 a 25 rokiem życia radzi sobie w Polsce z internetem lepiej, niż osoba między 30 a 45 rokiem życia. Część ludzi lubi proste memy, bo nie chce im się myśleć, ale nie ma to związku z jakąś super swobodą w wirtualnym świecie.
Na koniec chciałbym jeszcze raz gorąco poprosić dziennikarzy chcących racjonalnej Polski i nie chcących IV RP, aby dali sobie spokój z histerią. Już dosyć. Teraz mocnym nagłówkiem jest głos rozsądku.
