
Nie jest to oczywiście pierwsza próba przewidzenia wyników wyborów wyrażona w internecie, ale kusi mnie, żeby też spróbować, zwłaszcza, że prawdopodobieństwo bycia „politycznym wieszczem” jest większe niż choćby miesiąc temu.
REKLAMA
Wybory, niestety, wygra na pewno Prawo i Sprawiedliwość. Problem w tym, jak wielka będzie ich przewaga. Czy stworzą samodzielne rządy czy też będą musieli szukać koalicjanta? Jeszcze miesiąc, dwa miesiące temu było dość pewne, że przewaga PiS nad PO raczej będzie się zmniejszać. Jeśli szczyt popularności osiąga się zbyt szybko, szeroko pojęta opinia publiczna najzwyczajniej w świecie nudzi się takim stanem rzeczy i szuka nowych wrażeń.
Tym razem tak nie było. PiS nadal jest blisko szczytu swojej popularności, który w ostatnich dniach przed wyborami może nawet wzrosnąć. Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze PO nie było zbyt solidarne w trakcie ostatnich miesięcy. W normalnym świecie różnorodność PO to zaleta, a nie wada. Wadą powinna być wojskowa dyscyplina polityków i elektoratu prawicy. PO składa się z różnych indywidualności, ma wielu liderów, którzy mają różne opinie. To jest dobre dla demokracji, ale jak widać niezbyt korzystne przy pozyskiwaniu wyższego poparcia przed wyborami. Jesteśmy, niestety, społeczeństwem dość autorytarnym, które oczekuje jednego jedynego przywódcy i żadnych wewnętrznych sporów wokół jego haseł.
Okazuje się też, że mniejsze podmioty polityczne nie podgryzły za bardzo poparcia dla PiS. Najbardziej dziwi mnie KORWiN, teoretycznie walczący z każdym gospodarczo na lewo od siebie, a w praktyce stawiający bardzo populistycznie socjalny PiS ponad stosunkowo neoliberalną PO. Nowoczesna i Zjednoczona Lewica skupiły się natomiast na podbieraniu elektoratu PO, nie próbując w zasadzie podgryzać PiS, choć mogłyby. Oczywiście wygodniej jest atakować partię, która ostatnio rządziła niż tą, która jest również wobec niej opozycyjna. Jest to wygodne, ale niekoniecznie dobre dla Polski.
Jeśli PiS zdobędzie samodzielną większość, będzie rządził i nie sądzę, aby ludzie tak szybko zorientowali się, że ta partia nie do końca spełnia ich oczekiwania. Zbyt wielu Polaków myśli o polityce w kategoriach symboli i wzbudzanych przez nie emocji. Wbrew naiwnym, liczącym na to, że PiS sam do siebie zrazi wyborców, że w sumie dobrze, że chwilę sobie porządzi, uważam, że może on spokojnie stać u władzy nawet trzy kadencje. Wszystko zależy od tego, czy będzie mógł teraz samodzielnie rządzić, bez potrzeby szukania koalicjanta.
Najbardziej niepokojący jest wariant, w którym PiS, bez pomocy głosów innych parlamentarzystów, mógłby zmieniać konstytucję. Wtedy moglibyśmy zacząć schodzić ze szlaków demokracji, co w UE ma już miejsce na Węgrzech. Aż tak silnej reprezentacji w sejmie PiS raczej na pewno nie zdobędzie, tym niemniej wejście do sejmu Kukiz'15 mogłoby stworzyć zielone światło do wspólnego zmieniania konstytucji przez te dwie partie. Zwłaszcza, że PiS ma już prezydenta...
Nadal najbardziej prawdopodobnym wariantem jest, że PiS nie będzie rządził samodzielnie i będzie musiał szukać koalicjanta. Stąd walka Beaty Szydło o samodzielną władzę. Wydaje się bowiem, że Prawo i Sprawiedliwość ma znacznie słabszą zdolność koalicyjną niż konkurencyjna Platforma Obywatelska. Kukiz zastrzega się, że w żadne koalicje wchodzić nie będzie i ja mu w sumie wierzę. Korwin mógłby wejść w koalicję mimo bardzo populistycznie socjalnego programu PiS. W przypadku PO i Nowoczesnej o koalicji z PiS raczej mowy być nie może. W przypadku Zjednoczonej Lewicy wszystko zależy od tego, kto z jej list wejdzie do parlamentu. Tym niemniej ci na lewicy, którzy od biedy mogliby zacząć stale wspierać PiS z uwagi na postulaty socjalne, byliby dla PiS pocałunkiem śmierci i nawet wyborcy PiS mogliby mieć związane z tym buntownicze nastroje.
Kaczyńskiemu najbardziej opłaca się podgryzanie opozycji i przejmowanie części jej posłów. Sądzę, że jest to bardzo możliwe w odniesieniu do Kukiz'15, bo lider tej formacji najzwyczajniej nie miał czasu, aby sprawdzić lojalność osób startujących z jej list. Również ewentualnych parlamentarzystów od Korwina może PiS spokojnie próbować podgryzać. Nie wykluczone są też transfery z PO. ZL musiałaby raczej pójść na współpracę jako całość, porzucając kwestie światopoglądowe na rzecz socjalnych. Nowoczesna też może zostać podgryziona, bo część kandydatów z jej list ma zupełnie inne poglądy niż Petru.
Najbardziej opłacalna dla PiS jest koalicja z PSL, który dla każdego jest znacznie pewniejszym koalicjantem niż Kukiz'15 czy KORWiN. Do tego wchodząc w koalicję z PSL Kaczyński przejąłby władzę w wielu samorządach, bo przecież PSL odniosło spektakularny sukces w ostatnich wyborach samorządowych. Choć PiS minimalnie wygrało z PO jeśli chodzi o liczby, to dzięki sojuszowi z PSL Platforma Obywatelska ma przewagę w większości gmin i powiatów. Gdyby powstały nowe sojusze PSL – PiS, partia Kaczyńskiego przejęłaby sporą część samorządów w Polsce. Zatem PSL to niezwykle łakomy kąsek dla PiS.
Władza może też pozostać w rękach Platformy Obywatelskiej, jeśli PiS nie będzie miał nokautującej przewagi i do sejmu wejdą też inne partie. Wydaje mi się, że największą zdolność koalicyjną z PO mają obecnie nadal PSL oraz Nowoczesna. PSL powinno się bowiem bać metod Zjednoczonej Prawicy. Otwierając swoją polityczną kuchnię przed Kaczyńskim PSL narazi się na liczne lustracje i będzie miało swoją „teczkę”, która zostanie otwarta w razie nielojalności przez przyjaciół Ziobro i Macierewicza. Petru z kolei chce zrzucenia z piedestału Ewy Kopacz, zdając sobie sprawę, że Pani Premier reprezentuje lewicujące gospodarczo skrzydło PO. Jego postawa pokazuje, że byłby raczej skłonny tworzyć koalicję Nowoczesna – PO, gdyby do głosu doszli platformerscy neoliberałowie.
Zjednoczona Lewica otrzymała ostatnio cios z uwagi na medialny sukces Zandberga z Razem. Podczas wczorajszej debaty Zandberg atakował głównie ZL, natomiast Barbara Nowacka nie wypadła w pełni na miarę swoich możliwości. Wydaje mi się, że Razem może zatem odgryźć 1% - 2% poparcia dla Zjednoczonej Lewicy, nie zagrażając jednocześnie wynikom innych partii, może poza Nowoczesną, która paradoksalnie dla niektórych wyborców jest podobna do Razem (choć są na gospodarczych antypodach...). Zjednoczona Lewica oscyluje wedle sondaży między 6% poparcia a 13% poparcia. Najczęściej była koło 9% - 10% poparcia. Sukces medialny Razem w ostatnich dniach przed wyborami może umieścić ZL poniżej progu 8%. Czasu jest tak mało, że już w zasadzie nie można nic zrobić, natomiast na koniec uruchomił się trend odkrywania Razem.
Czy Razem wejdzie do sejmu? Po sukcesie Kukiza nie można być niczego pewnym, choć wydaje mi się, że jest na to za mało czasu. Jak też słusznie zauważył jeden z komentatorów, Razem to partia młodych, a większość młodych ma prawicowe sympatie. Zatem efekt Razem nie będzie aż tak dynamiczny jak Kukiza. Gdyby jednak Razem weszło do sejmu, raczej nie będzie budować z nikim koalicji. Jej działacze stanowią, w przeciwieństwie do Kukiz'15, zwarty zespół oparty na lewicowych postulatach. Nie będą chcieli współpracować ani z PO ani z PiS. Ciężko ich też będzie zapewne podgryzać.
Jeśli PiS będzie rządzić niesamodzielnie, to oczywiście zagrożona jest stabilność rządów tej formacji. Ani KORWiN ani Kukiz'15 nie zagwarantują spokoju ewentualnej koalicji. PSL jest tu dla Kaczyńskiego najbardziej opłacalne, ale zapewne Ludowcy będą blokować jego co bardziej radykalne pomysły. Nie będzie im zależało, aby wzmacniać rządy PiS i stracić swoją podmiotowość i niezależność.
Czy ewentualny rząd formowany przez koalicję z PO będzie stabilny? Czy też pogrąży się jeszcze bardziej, wzmacniając jeszcze szanse PiS w kolejnych (być może przyspieszonych) wyborach? Moim zdaniem jest większa szansa na stabilność niż na szybki rozpad. Zwłaszcza, jeśli PO dogada się z Nowoczesną i PSL. Albo ze Zjednoczoną Lewicą i PSL. Jednocześnie PiS, gdy nie przejmie władzy, może jednak zacząć się sypać. Obecne nadzieje są zbyt mocno rozbuchane.
Na PO, nawet jeśli znajdzie w opozycji, ciąży odpowiedzialne zadanie. Ta partia powinna wytrzymać, nie poddawać się depresji, w którą wrzuca ją wciąż i wciąż nawet najbardziej zaprzyjaźniona prasa. Dwie kadencje rządzenia Polską to ogromny sukces i powód do dumy. Pozostanie silną opozycją po dwóch kadencjach rządów to ogromny sukces a nie porażka. Jeśli PO utrzyma swoją trwałość, a Kaczyński nie zdoła zmienić konstytucji na PiSowską demokraturę, będzie miało ogromną szansę na przejęcie władzy w następnych wyborach.
Dla Nowoczesnej i Zjednoczonej Lewicy największą szansą jest stworzenie koalicji rządowej z Platformą Obywatelską. Inaczej będą tylko słabą i bezwolną opozycją, podobnie jak ostatnio SLD czy Ruch Palikota/Twój Ruch. Czy bycie mniejszym ogniwem opozycji, w cieniu PiS, przyniosło tym partiom wzrost poparcia? Oczywiście nie, niemal zniknęły. Podobnie będzie, jeśli zdecydują się na bycie słabszym ogniwem opozycji w cieniu PO.
Mniejsze partie, czyli Kukiz'15, KORWiN i Razem nie mają powodu, aby wchodzić w koalicje tym razem. PiS będzie dla nich zbyt zaborczy i niebezpieczny, dla Razem PO to zupełnie inna bajka. Jeśli wejdą do sejmu mają szansę utrwalić swoją obecność na scenie politycznej. Możliwe, że dojrzeją i staną się możliwymi koalicjantami dla rządów następnych kadencji.
