
Coraz bardziej mnie to zadziwia – spora część europejskiej prawicy nie chce silnej Europy, nie chce zapobiec rozpłynięciu się naszej cywilizacji w niebycie. Wielu prawicowców interesują głównie resentymenty historyczne, oraz dyktowany nimi narodowy egoizm. Nie widzą natomiast, jak ważna jest podstawa cywilizacyjna i jak zgubne może być jej osłabienie.
REKLAMA
Ataki na sens Unii Europejskiej nasiliły się ostatnio podczas debaty na temat Polski w Parlamencie Europejskim. To prawda, że Unia może zbyt gorliwie i zbyt szybko usiłuje wdrożyć procedurę kontrolną wobec rządu naszego kraju. Wyjaśnieniem tej sytuacji jest zapewne znacznie większe znaczenie Polski w Europie od znaczenia, jakie mają w niej Węgry. Oraz przynależność partii Orbana do silnego w Parlamencie Europejskim stronnictwa chadeckiego, zaś PiSu do stosunkowo słabych konserwatystów. Ja oczywiście, mimo że zauważam pewną nadgorliwość unijnych urzędników, pozostaję bardzo krytyczny wobec działań PiS wokół TK, oraz mediów, służby cywilnej i inwigilacji internetu.
Z uwagi na ten pośpiech kwestia stosunku do prawa i konstytucji rządu PiS stała się okazją do show, w którym jedną z głównych ról odegrali przedstawiciele skrajnej i antyunijnej prawicy – z Niemiec, z Francji, z Polski. Najistotniejszy był tu oczywiście głos francuskiego Front National. Z pewnością również polscy wrogowie wspólnej Europy cieszą się z kariery dotowanej przez Putina Marine le Pen. Tylko z czego tu się cieszyć? Putin chce słabej Europy, Chiny i świat islamu też nie mają nic przeciwko temu. Radosne dążenie do rozpadu i słabości jest de facto zdradą naszych europejskich interesów. Nie łudźcie się też, że Marine le Pen, jako ewentualna prezydentka Francji, zapobiegnie islamizacji Francji. Ona już jakiś czas temu szukając głosów u muzułmańskich wyborców we Francji zaznaczała, że niepokoją ją głównie imigranci ze Wschodniej Europy, czyli Serbowie, Polacy i Chorwaci.
Wydaje się, że antyunijna część prawicy składa się w większości z ludzi sentymentalnych i nieracjonalnych. Chcąc rozwalić UE nie proponują nic w zamian. Ich ofertą jest tylko i wyłącznie słabość i utrata znaczenia. A gdy cywilizacja europejska zostanie zmarginalizowana, zmarginalizowane zostaną kultury narodowe, która ona niesie – kultura polska, holenderska, czeska, węgierska etc. Znacznie słabsza niż w UE będzie też niezależność polityczna Węgier, Czech czy Polski. To Putin, największe państwa islamskie oraz Chińczycy, będą nam dyktować, co mamy myśleć i jak mamy działać. Jeśli chodzi o biznes, to silny kraj może zmusić słabszego partnera do ustępstw, może mu nawet narzucić swoje towary, jak to było w ZSRR czy w czasach Wojen Opiumowych. Słaba Polska musiała nabywać towary z ZSRR i musiała wytwarzać określone produkty. Rubel transferowy był tylko propagandową fikcją naginaną dla potrzeb komunistycznej partii ZSRR. Chińczycy nie chcieli przyjmować opium od Brytyjczyków, to Imperium Brytyjskie zmusiło ich do tego zbrojnie.
Jeśli zatem osoby takie, jak Janusz Korwin Mikke sądzą, iż niezależna od UE Polska to będzie jakieś biznesowe eldorado, mylą się i wręcz wzbudzają współczucie swoją naiwnością. Być może, gdyby z Polski wykroić Lublin i uczynić z niego jakieś nowe Monako, a resztę od razu oddać Rosji lub Chinom, to wtedy mielibyśmy kolejny mały raj podatkowy, żyjący z rejestracji firm i zerowych podatków. Ale na skalę dużego, prawie 40 milionowego kraju nie jest to możliwe. W słabej i rozbitej Europie Polska nie będzie miała żadnych podstaw, aby walczyć o swoje prawa wobec obcych imperiów.
Nie rozumiem, dlaczego antyunijna część prawicy nie chce spróbować najpierw zmienić UE, zanim zacznie ją rozsadzać i niszczyć. Krytyka dominacji chadecko – lewicowej w UE jest często zasadna. Ale to przecież z ową dominacją ktoś o mocno prawicowych poglądach powinien walczyć, a nie z całą Unią. Możliwy jest przecież scenariusz, w którym to prawica zdominuje Unię Europejską i będzie realizować w niej swoje wartości.
Moim zdaniem tylko trzy, względnie cztery państwa europejskie mogą rozważać lepszy scenariusz na przyszłość niż wspólne budowanie Unii Europejskiej. Pierwszym z nich jest Wielka Brytania. Jej pozycja międzynarodowa jest bardzo silna i wciąż jest głową Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, której rola nie zawsze jest tylko symboliczna. Można sobie wyobrazić w jakiejś nie tak dalekiej przyszłości unię Wielkiej Brytanii z USA. To zapobiegłoby całkowitej marginalizacji cywilizacji brytyjskiej wobec nowych, rodzących się na świecie imperiów takich jak Chiny. Podobną drogą może też pójść Irlandia. Dużo trudniejszą, ale potencjalnie możliwą alternatywę wobec UE ma też Portugalia. Brazylia może stać się ważną siłą w przyszłości, zatem Portugalia może wejść w unię ze swoją byłą kolonią i w ten sposób uratować swoje znaczenie i swoją kulturę. Również Hiszpania może myśleć o jakiejś wspólnocie iberyjskiej, obejmującej kraje Ameryki Łacińskiej. Jednakże stopień rozwoju tych krajów, jak i stopień stabilności polityczno – społecznej są bardzo zróżnicowane i w jakimś sensie Portugalia ma łatwiej, mając po prostu jedną wielką Brazylię, jako potencjalnego partnera podzielającego bardzo podobne wartości kulturowe.
Jak zatem widzimy, większość państw Europy nie ma wyjścia. Albo słabość, zanik i podporządkowanie, albo wspólne budowanie Europy. Oczywiście, w samej Europie są gracze silniejsi i słabsi. Ale Niemcy, Francuzi, Włosi czy Polacy podzielają te same wartości. Mają podobne spojrzenie na wolność, na rodzinę, na sprawiedliwość, na prawa jednostki. Alternatywą wobec przewagi sił nam pokrewnych, jest podporządkowanie się ośrodkom władzy o charakterze zupełnie obcym dla mieszkańców Europy. Zgadzam się oczywiście, że obecny idealizm i naiwność w przyjmowaniu migrantów muzułmańskich przez część UE może osłabiać moją tezę, ale widać odwrót od tego procesu. Pamiętajmy też, że ewentualne rządy osób pokroju Marine le Pen prędzej uderzą w zamieszkałych we Francji Polaków, Węgrów i Chorwatów, niż w Algierczyków. A zatem, drodzy prawicowi Czytelnicy, może wreszcie nadszedł czas aby pomyśleć?
