Jordi Savall podpisuje płytę redaktorce Racjonalista.tv, Kai Bryx
Jordi Savall podpisuje płytę redaktorce Racjonalista.tv, Kai Bryx własne

Powoli dobiega końca szczególnie uroczysta odsłona festiwalu Wratislavia Cantans. To już 51 raz Wrocławianie i przyjezdni mają okazję pogrążyć się w muzyce oratoryjnej i nie tylko. Jak zwykle nie brakuje ani baroku, ani muzyki współczesnej. Niestety, panel edycji NaTemat nie pozwala chwilowo na zakorzenianie filmów i linków, więc wpiszcie je proszę w YouTube

REKLAMA
Postanowiłem przedstawić trochę wrażeń z koncertów, które wsparte będą filmikami z fragmentami omawianych wykonań i z odrobiną ciekawej mam nadzieję opowieści dotyczącej dzieł, kompozytorów i ich czasów. Moją opowieść adresuję do osób wrażliwych, ale niekoniecznie znających się znakomicie na muzyce klasycznej, choć mam nadzieję, że również znawcy nie będą zanadto rozczarowani, że znajdą dla siebie jakąś ciekawostkę, a przede wszystkim fragmenty wykonań.
Poprzednio spotkaliśmy się przy koncercie wielkiego francuskiego kontratenora Philippa Jarousskiego z muzyką operową wczesnego baroku.
Ów koncert był moim zdaniem bardzo dobry, choć znajomi krytycy muzyczni zwracali uwagę na pewne zmęczenie głosu śpiewaka i na zagubienie stylistyczne jego oraz zespołu. Moim zdaniem było dobrze, wydaje mi się, że głos Jarousskiego jest tak naturalny, że czasem nie zauważamy, że wiele rzeczy, które innym kontratenorom spędzają sen z powiek, Jarousskiemu wychodzą od razu. Zresztą, sami posłuchajcie. Nie musicie mi wierzyć na słowo. Dzięki technice, którą moi hinduscy przyjaciele czczą niekiedy pod postacią boga Sziwy, możliwe jest łączenie słów z obrazami i komentarzem mówionym. Ja wprawdzie Sziwy nie wyznaję, ale technikę doceniam...
Następny koncert był, moim skromnym zdaniem, „czarnym koniem” festiwalu. Spodziewałem się czegoś dobrego, lecz koncert był po prostu znakomity i przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Belgijski zespół Vox Luminis prezentował na nim dzieła przodków Jana Sebastiana Bacha. J.S. Bach był tak genialny, że przesłonił gwiazdą swojego arcytalentu cały swój ród, zarówno ojców jak i synów. Tymczasem Vox Luminis jednak postanowił złożyć hołd przodkom Bacha.
Nawet w tym krótkim fragmencie, który mieliście okazję posłuchać, słychać niesamowite brzmienie i ekspresję zespołu. Utwór, po wczesnoprotestancku prosty i introwertyczny, nie jest wolny od szczypty ekstrawagancji zawartej we wspaniałych figuracjach sopranów i kontratenora. Na koniec zaś powyższego materiału możecie usłyszeć chorał z Pasji Janowej J.S. Bacha, pokazujący jak zmieniał się i rozwijał niemiecki język muzyczny na przestrzeni całej epoki baroku. Do tego wnętrze – jeden z najcenniejszych artystycznie kościołów gotyckich, grobowiec Henryka IV Probusa. Między potężnymi filarami baldachimów sklepień nastrój tej muzyki był jeszcze bardziej namacalny i godny podziwu.
W wywiadach z muzykami Vox Luminis dowiedziałem się kilku ciekawostek. Po pierwsze zapewniono mnie, że są miejsca, gdzie muzyka starszych Bachów nigdy nie była zapomniana. Na przykład Drezno. Po drugie ten wspaniały zespół ma się zamiar wziąć za muzykę gdańskiego baroku, co każdego gdańskiego (i nie tylko!) melomana powinno bardzo ucieszyć...
Kolejny koncert, z którego udało mi się, za zgodą organizatorów i muzyków, pozyskać relację audiowizualną, czy też raczej prawo do takiej relacji sporządzenia, był poświęcony muzyce przełomu XIV i XV wieków. Była to muzyka ars subtillior, wyjątkowo ekscentryczna, ekstrawagancka i zaskakująca. Lubię ten styl, gdyż pokazuje on także, iż sztuka nie ma granic, ani czasowych, ani przestrzennych. Choć twórcy trecenta i ars subtillior żyli w czasach bardzo niskiego rozwoju naszej cywilizacji (nie mieli nawet szczoteczek do zębów!), to sztuka muzyczna, jaką tworzyli, wydaje się zadziwiająco śmiała i w tej swojej śmiałości bardzo współczesna. Gdy pierwsi XX wieczni badacze trafili na muzyczny zapis ich utworów, myśleli sobie, że te wszystkie rysunki z nut mają li tylko i wyłącznie charakter dekoracyjny. A jednak nie! To się da śpiewać!
Bohaterem tego koncertu był Zacara da Teramo, kanclerz papieski w Rzymie. Był to człowiek o nietuzinkowym wyglądzie. Był metrowego wzrostu, zaś palców u rąk i nóg posiadał tylko dziesięć i to nie z uwagi na jakiś nieszczęśliwy wypadek z katem w tle, ale z uwagi na jak się wydaje wadę genetyczną. Zacara był także znanym miniaturzystą. Swoimi utworami utorował drogę dla pierwszych utworów renesansowych, ale obok torowania tej drogi był jak przystało na ostatniego mistrza gotyckiego manieryzmu niesamowicie dysonansowy i zaskakujący. Niezwykła jest też treść jego utworów. Jeden z nich to hymn do boga podziemi, dzieło o treści dość mocno satanistycznej, co może dziwić, gdy wiemy, że żył on ponad pół tysiąca lat temu i to do tego na dworze papieskim.
Muzykę Zacary wykonywał zespół La Fonte musica, pod wodzą Giovanniego Basottiego, grającego też na lutni w Il Giardino Armonico, zespole szefa artystycznego Wratislavii Giovanniego Antoniniego. Zespół, choć młody, brzmiał perfekcyjnie. Przeszkadzała trochę studyjna, mocno tłumiąca śladowe ilości pogłosu, akustyka sali kameralnej Narodowego Forum Muzyki.
Tego samego dnia odbył się świetny koncert zatytułowany „Przygody” (w domyśle „muzyczne” jak mniemam). Na samym początku do sali Oratorium Marianum w barokowym gmachu głównym Uniwersytetu Wrocławskiego wparowała grupka muzyków, dyrygent i troje śpiewaków, wyglądających jak uciekinierzy z opery Stanisława Augusta po przejściach. Pióra we włosach, rozciapany makijaż, stroje z jakiegoś barwnego XVII wiecznego Orientu... No i zaczęli śpiewać...
Utwór, który być może sprawił, że już mnie nie lubicie, nazywa się „Aventures”, zaś jego twórcą jest jeden z największych twórców muzyki drugiej połowy XX wieku, Ligeti. Ligeti, z pochodzenia Węgier, uciekał stylistycznie dwa razy. Raz przed socrealizmem muzyki w komunistycznych Węgrzech, po raz drugi przed bezkompromisową Szkołą Darmsztadzką, prawdziwą Świętą Inkwizycją tego, co wypada wyznawać jako muzykę współczesną. Wielkim komturem tego zakonu był zmarły niedawno Pierre Boulez, którego swoją drogą cenię ogromnie. Zresztą Boulez był łaskawy dla heretyka Ligetiego i z lubością dyrygował jego dziełami.
Kompozycja Ligetiego „Aventures” ma prawdę zawartą w tytule (co rzadko się zdarza). Słyszymy rzeczywiście muzyczne przygody. I ma to nieodparty urok (przynajmniej dla tych, którzy jeszcze nie obrazili się na mnie po wysłuchaniu fragmentu tego utworu znajdującego się powyżej).
Koncert „Przygody” łączył utwory wczesnego baroku z twórczością Ligetiego. Wystąpiła drużyna gospodarzy, czyli orkiestra kameralna NFM Leopoldinum i zespół dyrektora artystycznego festiwalu Il Giardino Armonico. Zresztą sam Antonini, jak na Włocha przystało, doglądał „pańskim okiem” niemal wszystkich koncertów festiwalu, choć sam, jak to już bywa, w niektórych uczestniczył.
Obok śmiałych eksperymentów muzycznych Ligetiego usłyszeliśmy też nie mniej śmiałe dzieło z XVII wieku. Było to znakomicie wykonane „Il Combatimento di Tankredi e Clorinda” Claudio Monteverdiego. Na potrzeby tego utworu wielki Monteverdi wymyślił specjalny, niezwykle ekspresyjny styl muzycznej recytacji. Treść Combatimento jest niezwykle barokowa. „Życie jest snem, a świat niemal iluzją” - to był taki barokowy styl myślenia. W rzeczonym utworze Tankred walczy z Saracenami i w trakcie tych walk zakochuje się w arabskiej księżniczce Klorindzie. Ta, podczas jednej z bitew, zastępuje ojca, który został ciężko ranny. W jego zbroi jest nie do rozpoznania, a obecność władcy na polu bitwy podnosi oczywiście morale wojska. Dochodzi do starcia obojga dowódców – Tankreda i ukrytej w zbroi ojca Kloryndy. Gdy Tankred triumfuje na koniec starcia nad ciałem wroga, okazuje się, że zabił swą miłość. I tu kurtyna... Reszta jest milczeniem.
Ostatni koncert, któremu dziś poświęcę moją relację, był niezwykły. Wystąpili razem niezwykły wiolonczelista Giovanni Sollima i zespół Le Mystere des Voix Bulgares. Może zobaczcie fragment, zanim napiszę więcej? Będziecie mieć większą niespodziankę...
Sollima łączy w swoich improwizacjach barok, rock, metal, muzykę folkową, muzykę orientalną i inne style, które wręcz ciężko odgadnąć. Ma dużą ekspresję wykonawczą i stał się gwiazdą wśród Wrocławian występując na poprzednich Wratislaviach. A Tajemnicze Głosy Bułgarii? No cóż, to najstarsza warstwa folkloru Słowian. Zadziwiająca wielogłosowość i same głosy. Jednym z takich głosów jest też Lisa Gerard z zespołu Dead Can Dance, która często obecnie występuje na ścieżkach muzycznych do różnych monumentalnych dzieł filmowych. Sollima wzbudza silne kontrowersje i jakbym Wam teraz napisał, co uważam, na pewno bym komuś z moich przyjaciół melomanów podpadł. Więc nie napiszę nic, ciesząc się, że technika pozwala mi zrzucić ocenę na Ciebie, drogi Czytelniku i Widzu. W każdym bądź razie, jeśli wahasz się, czy warto naprawiać moje możliwe w tym momencie lenistwo, zapewniam Cię, że jeśli nie słyszałeś jeszcze Sollimy, to nie słyszałeś jeszcze nigdy, aby ktoś tak grał na wiolonczeli.
Podczas Wratislavii udało mi się też zdobyć ciekawy materiał dotyczący współczesnej sztuki renesansowej i barokowej improwizacji z gambistą i wiolonczelistą Pandolfo. Ale to może następnym razem!
Na koniec zaś materiał z tym, jak wielki dyrygent Gardiner odsłania płytę sobie dedykowaną przed Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Materiał zawiera też fragment Pasji Mateuszowej Bacha w jego wykonaniu, prosto z ostatniego koncertu Wratislavii Cantans: