KOD/internet

Zaszokowała mnie wyjątkowo ostra reakcja części lewicy na slogan mający reklamować marsz KODu 11 listopada:

REKLAMA
Idę, bo nie każdy, kto ma inne zdanie, musi być lewakiem

Oprócz tego, na stronie lidera KODu pojawiła się podobizna Dmowskiego obok innych twórców niepodległości Polski po rozbiorach.
I się zaczęło. Jan Śpiewak napisał:
KODzie zmien lidera (i dilera)

Eliza Michalik napisała, iż trzeba się zastanowić nad przywództwem w KODzie. Kazimiera Szczuka napisała, a propos marszu w Dzień Niepodległości organizowanego przez KOD, iż:
Oczywiście, że nie idę. Uważam, że uliczne wydarzenie ma służyć identyfikacji wspólnotowej. Nie jest zaś rozprawą historyczną ani podręcznikiem do historii, żeby reklamować je twarzą antysemity Romana Dmowskiego. To jest niedopuszczalne.

Pomyślałem sobie „czeski film” i pozwolę trzymać się tej myśli. Bardzo rozczarowali mnie Ci przewrażliwieni lewicowcy, choć już od jakiegoś czasu sugeruję, iż KOD powinien mieć więcej niż jednego lidera. Przydałaby się choćby jakaś stale obecna w mediach liderka obok Mateusza Kijowskiego (tematy feministyczne coraz mocniej są w opozycji wobec PiS). Nie oznacza to oczywiście, że większa liczba liderów prodemokratycznego ruchu powinna oznaczać odesłanie Kijowskiego w niebyt. Nie! KOD powinien, moim osobistym zdaniem, mieć po prostu więcej liderów i liderek. Tak byłoby lepiej dla ruchu, a nie sądzę, aby Kijowski stracił w tym momencie w oczach Rodaków.
Jeśli chodzi o Dmowskiego, to był on oczywiście antysemitą, nacjonalistą i osobą nieco na bakier z demokracją (historia pokazała, że Piłsudski był jeszcze bardziej niż on w kontrze do demokracji, w końcu przeprowadził udany zamach stanu). Obok licznych wad, mniej rażących na tle ponurego klimatu epoki, która prędzej czy później wydała z siebie Mussoliniego, Hitlera, Stalina, Franco etc., Dmowski miał jednak spore zasługi dla odrodzenia polskiej niepodległości. Piłsudski też był oględnie mówiąc niedoskonały, zwłaszcza w świetle działalności ruchu promującego demokrację. Nie można zatem aż tak mocno piętnować osoby chcącej promować obchody odzyskania przez Polskę niepodległości po I Wojnie Światowej za to, że przywołała też postać Dmowskiego. Koniec końców międzywojenna Polska była do pewnego stopnia nacjonalistyczna i antysemicka, co jest moim zdaniem okropne, ale w latach 20ych i 30ych XX wieku wcale nie łatwo było znaleźć europejskich polityków twardo opowiadających się przeciwko antysemityzmowi i nacjonalizmowi. Owocem tego stanu umysłów była II Wojna Światowa, w której Niemcy miały jednak sojuszników i takie zjawiska jak udział w Holocauście rządów Vichy, Wysp Normandzkich czy Słowacji.
Jeśli zaś chodzi o owych „lewaków” to dodajmy jeszcze opinię Agnieszki Graff z FB:
„Lewak" ma się do osoby o lewicowych poglądach tak, jak "feminazistka" do feministki, "Żydek" do Żyda, "Katol" do katolika, "Polaczek" do Polaka, „pedał” do geja, a w USA „n..r” do Afroamerykanina". Wystarczy? To są określenia piętnujące, obrażają tych których dotyczą. (…) Więc kiedy słowa "lewacy" używa KOD na swoim plakacie to jest to obelga, nie ironia.”.

Otóż nie, nazwanie kogoś „lewakiem” nie jest porównywalne do nazwania kogoś „nazistą”. Ja sam mam centrowe poglądy, co oznacza, że obok liberalnych przekonań zdarzają mi się opinie lewicowe i prawicowe (w zależności od tematu). Jak ktoś mi napisze z uwagi na lewicową opinię „piszesz (mówisz) jak lewak” nie wpadam w szał i nie obrażam się. Podobnie rzecz się ma z prawicową opinią i „mówisz (piszesz) jak prawak”. Trzeba być strasznie mocno pozbawionym dystansu do samego siebie i swoich poglądów, aby obrażać się za „prawaka” czy „lewaka” i grozić, iż nie pójdzie się na alternatywny do marszu narodowców i pisowców marsz, choć mieszka się w Warszawie.
Dodam, że hasło „nie każdy, kto ma inne zdanie, musi być lewakiem” jest ironiczne i dość łatwo zrozumiałe. Rzeczywiście istnieje w Polsce dość spora grupa osób, które każdą osobę krytykującą PiS czy Narodowców nazywają „lewakami”. A ludzie przez nich tak nazwani często nie mają wcale lewicowych poglądów, po prostu nie popierają PiSu czy Narodowców.
Ten całkowity brak dystansu do siebie i do swoich ulubionych ideologii, ten brak poczucia humoru, ten brak zmysłu ironii jest ogólnie europejską przypadłością części lewicy i części liberałów, prawicy zresztą też, ale nie o niej teraz mowa w tym kontekście. Ta powaga, łatwość obrażania się i rozbijania istotnych inicjatyw prowadzi do polaryzacji społeczeństwa, do pozbawiania się możliwości politycznych i do ogólnego zniechęcania ludzi do polityki, które nie powinno mieć miejsca, jeśli ma u nas, w Europie, istnieć prawdziwa demokracja.
Do tego dochodzi jeszcze chęć penalizacji każdej negatywnej lub po prostu pobłażliwej generalizacji. Nie tędy droga. Jeśli chcemy żyć w demokracji, powinniśmy umieć bronić swoich racji, a nie czynić nienaruszalną świętość z naszych poglądów i ideologii. Powinniśmy myśleć, jak sprawić, aby to co mówimy było atrakcyjne i zrozumiałe, a nie grozić rozłamem czy więzieniem za zbyt mocną krytykę.
Ps.: Trzeba mieć dystans do wszelkich idelogii i słów je określających. Tak po prostu