O autorze
Studiowałem historię sztuki i muzykę indyjską. Jestem poetą i muzykiem. Odbyłem dwie wielkie podróże do Indii, gdzie badałem kulturę, również pod kątem ateizmu, oraz indyjską muzykę klasyczną. To ostatnie zaowocowało wykładami na Uniwersytecie Wrocławskim z historii klasycznej muzyki indyjskiej. Współpracowałem z reżyserem Zbigniewem Rybczyńskim przy tworzeniu scenariusza jego nowego filmu. Od grudnia 2011 roku do lutego 2018 roku byłem prezesem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Obecnie nadal pozostaję członkiem zarządu PSR. W 2014 roku otrzymałem nagrodę Kryształowego Świecznika od publiczności za działania na rzecz świeckości w Polsce. W tym samym roku zostałem kandydatem (bezpartyjnym) do Parlamentu Europejskiego z listy Europa+ Twój Ruch. Moje liczne teksty dostępne są także na portalach Racjonalista.pl, Hanuman.pl a od 21 marca 2014 roku także na stronie racjonalista.tv, w którym pełnię funkcję redaktora naczelnego. Na tej stronie można też zobaczyć liczne audycje telewizyjne współtworzone przeze mnie. Od ponad dwóch lat na videoblogu na kanale YouTube, wzorem anglosaskim, prowadzę pogadanki na temat ateizmu. Ostatnio zacząłem też tworzyć dla tego kanału audiobooki. Twórcze połączenie nauki ze sztuką, promowanie racjonalnego zachwytu nad światem i istnieniem są głównymi celami mojej działalności.

Aleppo i Palmyra, czyli wrażliwość wybiórcza

Świat obiegają szokujące informacje dotyczące traktowania ludności cywilnej w Aleppo. Moi znajomi Arabowie (głównie Egipcjanie) są tym wstrząśnięci. Ja jednak coraz mniej wierzę w szanowane media typu CNN czy New York Times (o TVP nie wspominając, ale to zupełnie inna historia).


Szukam, grzebię w sieci, próbuję nawet radzić sobie jakoś z moim śladowym arabskim. W międzyczasie widzę odważny, może nawet środowiskowo samobójczy, artykuł Bartosza Świderskiego w NaTemat. Jego tytuł mówi sam za siebie - „Ta dziewczynka nie ucieka z Aleppo, to kadr z teledysku”.


W tych gorących dniach dowiaduję się także, że moja przyjaciółka z dzieciństwa, mieszkająca teraz w Nowym Jorku na stałe, nie chce, nie może spędzać w żaden pozytywny sposób świąt Bożego Narodzenia, bo Aleppo. A co z Palmyrą? - pytam się w myślach. 11 grudnia Palmyra została ponownie zajęta przez radykalnych muzułmanów z ISIS i prawie nikt o tym nie pisał. Wszyscy jak mantrę powtarzają słowo „Aleppo”. Jakimś cudem doszedłem do tego, co mniej więcej stało się w Palmyrze, śledząc wzmianki na marginesie mediów amerykańskich i co nieco media arabskie. Natomiast o tym, czy ponownemu przejęciu Palmyry przez kalifat towarzyszyły jakieś akty ludobójstwa nie dowiem się znikąd. To widać niemodny temat. Ofiary z Palmyry nie pasują do narracji „współczującej zachodniej lewicy”. Paryska Wieża Eiffela będzie zaciemniona, ale nie dla ofiar z Palmyry tylko dla Aleppo. To Aleppo jest modne, a nie Palmyra. O mordzie na wybitnym syryjskim archeologu nie wypadało nawet za dużo mówić swego czasu...


Tak jak nigdy dotąd, zewsząd otacza nas rozbuchana propaganda. Nie wypada być lewicowcem czy liberałem i mieć wątpliwości co do zbyt liberalnej polityki migracyjnej dotyczącej muzułmanów z Pakistanu na przykład. Turnau śpiewa o dzieciątku z Pakistanu, czując moralną wyższość nad nacjonalistyczną polską hołotą. A ja śpiewałbym raczej o hindusiątku czy o blogerzątku z Bangladeszu, na które polują ortodoksyjnie muzułmańscy sąsiedzi. To właśnie im chciałbym pomóc – hindusiątkom z uwagi na biedę a bangladeskim blogerzątkom z uwagi na to, że w ich kraju otwarto łowy na innych ludzi, inspirowane nie buntem przeciwko globalizacji, czy biedą, ale Koranem, po prostu Koranem.


Mam wrażenie, że Zachód oszalał (Polska jest mimo wszystko jego częścią). Z jednej strony mamy coraz więcej tępego nacjonalizmu, idealizacji przeszłości, która bynajmniej na taką kosmetykę nie zasługuje (bo co było takiego świetnego w latach 30ych XX wieku?), z drugiej strony samobójczy i etycznie wybiórczy idealizm. „Usuńmy wszelkie granice Unii Europejskiej, niech kto chce przyjeżdża!” - wołają ludzie zachwyceni własnym, gorliwym humanizmem. „To najlepsza odpowiedź na zamachy terrorystyczne i niechęć do integracji europejskich muzułmanów”. Dawniej myślałem, że osoby zaangażowane politycznie spotykają się ze zbyt ostrą krytyką. Teraz coraz częściej czuję, że za oceny polityczne w Europie biorą się osoby możliwie najgłupsze, możliwie najbardziej oderwane od jakiejkolwiek rzeczywistości – społecznej, etycznej, gospodarczej etc.

To szaleństwo chyba nie minie. Osoby odurzone prawicową lub lewicową propagandą, zaślepione jakimiś pozornie wzniosłymi wizjami, muszą same się sparzyć o własne pomysły. Nikt im niczego nie wytłumaczy – muszą same poczuć ból związany z popełnianymi błędami. Pocieszam się tym, że w rozpadającej się z uwagi na lewicowy utopijny idealizm i prawicowy sentymentalny nacjonalizm Europie nie wybuchnie raczej wojna. Nie wyobrażam sobie, aby młodzi, bojący się brzydkiego zapachu osób, których nie stać na dezodorant, i kupujący maści na skurcze związane ze zbyt długim przesiadywaniem przy grach komputerowych chwycili za broń i rzeczywiście zaczęli walczyć jak „za starych dobrych czasów” - Niemcy z Francuzami, Hiszpanie z Portugalczykami etc.

Tak czy siak coraz bardziej zazdroszczę osobom, które brzydzą się polityką i unikają jej jak ognia. Chciałbym pójść w ich ślady, ale wiem, że zaniedbana polityka sama może się nami zainteresować. Czas płynie niezależnie od tego, czy tego chcemy czy nie. Nasze milczenie to tylko przestrzeń dla tych, którzy nie krępują się mówić najgorszych nawet głupot. Każdy kraj musi mieć jakiś swoich przedstawicieli, nawet jeśli są to Belgowie, którzy w tydzień po zamachach w swoim kraju wołają, iż najlepszym antidotum na wszelkie zło jest całkowita eliminacja granic zewnętrznych Unii Europejskiej. „Niech każdy kto chce przyjeżdża i jakoś to będzie. My jesteśmy światli...”. Jasne – jakoś to będzie... Dopóki nie zginie, nie zostanie pobity lub zgwałcony ktoś z grona naszych bliskich, nie przejmujemy się ofiarami przemocy – i tak to właśnie będzie...

Partia Razem odmówiła mi wywiadu jako jedyna z partii, bo ośmielam się krytykować islam. To dla nich nieistotne, że ateista mógłby chcieć krytykować jedyną religię, która skazuje na śmierć za niewiarę w wielu swoich państwach. Dla Razem jest też nieistotne, że jestem za pomaganiem uchodźcom i ostro krytykuję prof. Wolniewicza za jego chęć zatapiania barek z muzułmanami. Już sam fakt, że nie jestem aktywnym entuzjastą swobodniej imigracji muzułmanów do Europy, jak i to, że ośmielam się krytykować islam, wystarczają Razem, aby samą rozmowę ze mną w moich mediach uważać za „zbrukanie” lewicowej czystości.

Naprawdę i niestety, niektórzy ludzie muszą doznać na własnej skórze efektów własnych utopii. Dopiero wtedy zrozumieją, że się mylili. Żadne słowa do nich nie przemówią, żadne argumenty nie przebiją muru samozadowolenia. I dobrze, może tak ma być, ale trochę szkoda, że żyję w tej samej przestrzeni co oni i siłą rzeczy ich dojrzewanie odbije się także na życiu moim i osób mi bliskich.