Jeszcze przed finałem wyborów w USA roztaczałem mroczne wizje związane z wyborem Trumpa. Ogromnie zaniepokoiło mnie zapowiadane przez Trumpa zbliżenie z Putinem, z polskiej perspektywy rzecz bardzo niebezpieczna, choć w jeszcze gorszej sytuacji pozostawia to Łotwę, Litwę i Estonię – kraje z liczną mniejszością rosyjską, mogące stać się ofiarami scenariusza podobnego do wojny hybrydowej na Ukrainie. Dla samej Ukrainy to oczywiście tragedia. Czy zatem Trump to „zło w czystej postaci”? Postaram się przedstawić mój krótki bilans.
REKLAMA
W przeciwieństwie do Zielonych i znacznej części lewicy byłem za Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP). Widziałem oczywiście wady i zagrożenia związane z tym traktatem, ale też sądziłem, że TTIP może wzmocnić jedność Zachodu, na podobnej zasadzie, w jakiej kwestie wspólnego rynku stały się głównym chyba klejem jednoczącej się Europy (tu też oczywiste są tendencje odśrodkowe). Trump obiera jednocześnie ostry kurs z Chinami, zatem chodzi mu chyba o daleko posunięty izolacjonizm gospodarczy USA. A może będzie chciał dogadywać się osobno z poszczególnymi państwami Europy, co oczywiście osłabi ich pozycję negocjacyjną, ale też nie przyniesie USA równie klarownego efektu jak całościowy traktat. Ciekaw jestem swoją drogą, czy Zieloni i inne lewicowe partie chwalą teraz Trumpa za ucięcie TTIP? A może zastanawiają się, dlaczego tak odległy od ich postulatów w innych dziedzinach polityk zdecydował się na postulowane przez nich rozwiązanie? Oczywiście naiwnością byłoby liczenie na refleksję w tym względzie, a szkoda.
Oczywiście nie podobają mi się różne konserwatywne decyzje Trumpa, takie jak odcięcie od wsparcia organizacji mających coś wspólnego z aborcją. Ale nie jest to nic dziwnego u republikańskiego prezydenta USA, Trump nie zaskakuje w tym względzie.
Uwagi Trumpa na temat kobiet są pełne seksizmu, ale ciężko sobie wyobrazić, że Trump miałby je przekuć na element polityki. Czy poprzedni prezydent USA był feministą? Zbliżenie Obamy z Bractwem Muzułmańskim, wycofanie wojsk z Iraku i zostawienie go na pastwę religijnych fundamentalistów, naiwne i idealistyczne wsparcie Arabskiej Wiosny, oraz niechęć do uznania, że również islam bywa źródłem przemocy czynią poprzedniego prezydenta USA niezbyt dbałym o prawa kobiet na świecie, mimo miłych słów i urzekającej retoryki.
Zakaz wjazdu do USA wyznającym islam obywatelom kilku muzułmańskich państw, takich jak Somalia, jest bardzo kontrowersyjną decyzją. Rozumiem jednak że przez 90 dni gabinet Trumpa będzie pracował nad rozwiązaniem mającym ograniczyć migrację obywateli niebezpiecznych społeczności. Taki kontrowersyjny politycznie gest może mieć pozytywne strony polegające na tym, że być może część elit Zachodu zrozumie, że państwa Zachodu nie muszą prowadzić polityki otwartych granic, że mają prawo zamknąć się na przybyszów ze społeczeństw statystycznie bardziej niebezpiecznych i często nienawidzących miejsc, do których migrują. Dzisiejsza retoryka części euroamerykańskiej lewicy nazywa „rasizmem” czy nawet „holocaustem” nieprzyjmowanie imigrantów ekonomicznych ze statystycznie niebezpiecznych społeczności, co jest bardzo szkodliwą przesadą. Już samo określenie „niebezpieczna statystycznie społeczność” działa jak płachta na byka na niektórych, ale jest zgodne z rzeczywistością. Migrujący mieszkaniec Wietnamu czy Tajwanu jest statystycznie znacznie mniej niebezpieczny dla Europejczyków czy Amerykanów niż mieszkaniec Pakistanu czy Somalii. Gdy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest możliwe sprawdzenie każdej osoby indywidualnie, gdy mamy do czynienia z setkami tysięcy osób, podejście statystyczne w polityce migracyjnej nie powinno szokować ani dziwić. Zadziwiają mnie niektóre feministki, najwyraźniej bardziej związane z ideologią lewicową niż prawami kobiet i stające w obronie islamu (zdarzały się nawet z ich ust okrzyki „Allach Akbar!”). Zważywszy na stosunek islamu we wszystkich jego odmianach do kobiet jest to skrajnie nieodpowiedzialne i bardzo szkodliwe. Moim zdaniem osoby działające na rzecz kobiet powinny raczej stać po stronie prawicy w ocenie islamu, albo w ogóle nie zabierać głosu w tej sprawie. Na tej samej zasadzie, na jakiej ekolodzy nie powinni bronić nierentownych kopalń, co miało miejsce w Polsce z uwagi na odłam propracowniczy w Partii Zielonych.
Z wad Trumpa, jakie ukazują nam się w pierwszych dniach rządów widoczny jest siłowy stosunek do prawa i przepychania własnych pomysłów. Nie sądzę jednak, aby Trump mógł sobie pozwolić na politykę a la PiS (a częste są takie porównania), bo opiera się na mających różne korzenie Republikanach, którzy z pewnością nie są mu oddani tak bezwarunkowo jak partia PiS swojemu prezesowi.
Jeśli chodzi o nielegalnych imigrantów, to faktem jest, że zupełny brak reakcji na nielegalną migrację z Ameryki Południowej odbiera szanse migracji do USA z innych kierunków, na przykład z Europy. Czech nie może sobie po prostu przylecieć i przejść przez bramy lotniska bez wizy. Całkowita pobłażliwość wobec imigracji z południa czyni USA państwem tylko dla Amerykanów z obu Ameryk. Jaki sens ma natomiast budowa muru z wiele miliardów dolarów? Wydaje mi się to dość populistycznym gestem, ale może się mylę, może pod hasłem „mur” istnieje projekt, który spełnia swoje przeznaczenie, a nie tylko robi wrażenie, podobnie jak mur chiński.
Zbliżenie Trumpa z Rosją może osłabić nie tylko Polskę i Kraje Bałtyckie, ale ogólnie rozbić Europę. A Europa i bez tego jest obecnie w fazie rozpadu, który może da się powstrzymać, a może nie. Dogadując się z Putinem nad głowami Europejczyków Trump będzie wspierał siły odśrodkowe w Europie, na co stawia też oczywiście sam Putin. Czy USA opłaca się rozbita i słaba Europa? Wątpię. Tymczasem Trump wycofał się z TTIP, oraz nie dba o wspieranie europejskiej jedności. Do tego wybiera ostry kurs z Chinami. Pojawia się zatem pytanie, z jakimi rynkami USA będzie w takiej sytuacji owocnie handlować? Rosja to nie jest bardzo duży i bogaty rynek...
Jedną z tragiczniejszych decyzji Trumpa jest stawianie na całkowite lekceważenie zagrożeń związanych z globalnym ociepleniem. A to może być naprawdę kataklizm, porównywalny z trzecią wojną światową. Tym niemniej tu Obama też nie dokonał wiele, choć wykazywał się przynajmniej retorycznie dużym, jak na amerykańskiego prezydenta, zrozumieniem problemu. Również w Polsce nie brakuje sceptyków globalnego ocieplenia. Podam jeden przykład – nie chodzi „tylko” o zalanie przybrzeżnych obszarów, gdzie mieszczą się takie miasta jak Gdańsk, Nowy Jork, Tokyo czy Barcelona. Nie chodzi „tylko” o zaistnienie temperatur, których człowiek nie będzie mógł przetrwać – w Indiach temperatury niekiedy wzrastać będą powyżej 80 stopni. Możliwe jest podniesienie się siarkowodorów z dna oceanów, które są uwięzione przez masy wodne o konkretnej temperaturze i ciśnieniu. To podniesienie się gazów nie będzie powolnym, stopniowym procesem, lecz nastąpi szybko. Cały glob może zostać zalany zabójczą dla ludzi i zwierząt bryzą. Oczywiście ciężko jest ludzkości unikać globalnego zagrożenia i samoograniczyć się, jeśli chodzi o paliwa kopalne. To, że Trump idzie arogancko w drugą stronę jest po prostu fatalne.
Z dobrych decyzji warto wymienić jeszcze dwie – pisałem o ewentualnym wsparciu dla Tajwanu. Zadziwia mnie obłuda i hipokryzja świata. Część lewicy wylewa łzy nad pełnymi nietolerancji społeczeństwami muzułmańskimi, natomiast nie ma krztyny sympatii dla Tajwańczyków. Ileż razy usłyszałem od lewicowców: „To szaleństwo, to rozdrażni Chiny”. Tymczasem Tajwan to kraj wartościowych i pokojowych ludzi, którzy wnoszą wiele do światowej cywilizacji. Choćby w tej chwili pisze na Asusie, tajwańskim laptopie, jednym z najlepszych na rynku. Nie rozumiem jak można się rozczulać nad Sudanem czy Afganistanem i bez cienia wątpliwości składać Tajwan w ofierze dla „świętego spokoju”. Druga dobra decyzja to przeniesienie ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy. Izrael w polityce międzynarodowej jest ofiarą antysemityzmu muzułmanów i sporej części zachodniej lewicy, która zwyczajowo nie toleruje bardziej prawicowych Żydów, dążąc nieświadomie do zagłady Izraela (choćby Izrael oddał wszystkie sporne terytoria Arabom, roszczenia nie ustaną, gdyż chodzi o wojnę islamu z judaizmem). Tak silny gest wsparcia, jak przeniesienia ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy jest Izraelczykom bardzo potrzebny. Jest to zatem wspaniała i odważna decyzja ze strony Trumpa.
Reasumując. Uważam, że reakcje na Trumpa są zbyt histeryczne i dziwnie ukierunkowane. Zamiast feministek krzyczących na własną zgubę „Allachu Akbar” powinno się krzyczeć o globalnym ociepleniu. Trump może się okazać beznadziejnym prezydentem, może osłabić Europę, zwłaszcza Środkową, zbliżeniem do Putina, ale nie stanie się dyktatorem, nie jest faszystą, możliwym jest też, że dokona rzeczy pozytywnych, takich jak wsparcie Izraela, Tajwanu, oraz pokazanie, że polityka migracyjna to nie jest „rasizm” czy „holocaust”, ale „polityka migracyjna”.
