Polityczny Pinokio nie narodził się w XXI wieku, ale jest już dość starym jegomościem
Polityczny Pinokio nie narodził się w XXI wieku, ale jest już dość starym jegomościem grafika własna

Każdy, kto czytał Balzaca kojarzy z pewnością na poły groteskowy a na poły tragiczny portret mediów i dziennikarzy w XIX wiecznej Francji. W świecie Balzaca dziennikarz to osoba pisząca zamówione przez polityków lub finansjerę artykuły, nie mające jakiegoś wyraźnego związku z rzeczywistością.

REKLAMA
Nie czym innym jak posprawdą posługiwał się Lenin, aby zdobyć władzę. Postprawdy używał też chętnie Hitler czy Mussolini. Nie rozumiem zatem dlaczego „posprawdę” odkrywa się dopiero teraz, kiedy do władzy doszedł Trump czy Kaczyński. Nie jestem zwolennikiem obu tych panów, ale czy nie zastanawia nas, dlaczego wygrali?
Moim zdaniem postprawd używała zbyt chętnie druga strona politycznego sporu i to również przyczyniło się do zwycięstwa obecnych dilerów posprawdy. Ocena islamu przez środowiska liberalno – lewicowe, zbyt urzeczone ideą multikulti, oparta była na postprawdach i na rasizmie, uznającym iż „innym” wolno więcej niż „białym”, że epoka neokolonialna wymaga kary nałożonej na „beneficjentów postkolonializmu” takich jak jakiś bezrobotny „białas” z Teksasu, jak szukający pracy młody bezrobotny Francuz z jakiegoś Beziers, czy bezrobotny syn górników z Wałbrzycha.
Twórcy akademickiej postprawdy byli wręcz (i są!) czczeni, tak jak prof. Bauman, który przecież opowiadał się przeciwko wierze w dążenie do jakiejś ogólnej prawdy. Czy podważanie jakiejkolwiek spójnej narracji rzeczywistości przez postmodernistów nie było lobbowaniem za posprawdą? Świadczy o tym też politycznopoprawnościowa cenzura na uczelniach amerykańskich, gdzie w imię tolerancji i apoteozy różnorodności (wielości prawd, tożsamości etc.) coraz częściej się nietoleruje... No i coraz bardziej godzi się w swobodę dociekań naukowych, jeśli mogą być one niezgodne z ideą poprawności politycznej.
Gdy odbywały się trzy przedwyborcze debaty Trump – Clinton trzymałem kciuki za Clinton i cieszyłem się, że wedle różnych sondaży wygrywa ona w tych debatach. Ale w naszym środowisku racjonalistów były też osoby mocno przekonane, że to jednak Trump wygrywał na tych debatach. Szczególnie mocno przyjrzałem się ostatniej z tych debat i rzeczywiście, postprawda w tej debacie nie była tylko domeną Trumpa, stosowała ją Clinton, zaś na najtrudniejsze pytanie nie odpowiedziała, uśmiechając się z pogardą, gdy Trump domagał się odpowiedzi na pytanie po tym, jak zmieniła temat. No i ta pogarda miała swoją cenę.
Żyjemy też w świecie „wojny o pokój”. W świecie „nietolerancji na rzecz tolerancji”. I mamy efekty. Moim zdaniem, jeśli środowiska lewico – liberalne (do tych ostatnich ja sam się zaliczam) nie zauważą, że również nurzają się w bagnie postprawd, nie wygrają zbyt szybko. To nieuczciwe udawać, że manipulacje polityczne i medialne odkryto wczoraj, że zrobili to jedynie przeciwnicy polityczni.
Na koniec zapraszam do mojej opowieści o tym, jak postprawdy (nie tylko te prawicowe) utrudniają zapobieganie rasizmowi: