Są one znane nie od dziś. Polska jest w tym względzie krajem przodującym w Unii Europejskiej ,jako że najpopularniejsza w Polsce religia po pierwsze ma charakter misyjny, a po drugie istnieje w niej zasada grzeszenia nie tylko czynem, ale nawet samą myślą. Dla części katolików osoba nie podzielająca ich wierzeń jest zatem szczególnie narażona na grzeszne myśli i zapewne, gdy wynalezione zostaną czytniki myśli (co od strony technologicznej nie wydaje się być niemożliwą do spełnienia fantazją), niektórzy najbardziej gorliwi wyznawcy Trójcy Świętej zabiegać będą zapewne o przymusowe wyposażanie głów ateistów i agnostyków w takowe czytniki.

REKLAMA
Zacznę jednak od jednego z moich ulubionych pianistów, Turka Fazila Saya. Ośmielił się on swego czasu zażartować na twitterze z idących na modlitwę muzułmanów, oraz podważyć prawdziwość koncepcji koranicznego raju. Po długich bataliach, w trakcie których jeden z najlepszych współczesnych szopenistów gotował się już do stałego życia na wygnaniu w Japonii, a ja słuchałem z rozczuleniem jego świetnej Symfonii Stambulskiej op.28, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, iż jej część zatytułowana "Porządek religijny" jest najmroczniejszym fragmentem utworu, Fazil Say został ostatecznie skazany 15 kwietnia 2013 roku prawomocnym wyrokiem na rok więzienia w zawieszeniu. Gdyby nie był tak znany, gdyby nie był ambasadorem swojej wspaniałej kultury na świecie, z pewnością wyrok byłby znacznie mniej łagodny. Ale i w tej postaci jakiś kolejny nieostrożny post w internecie może go na ładnych kilka lat osadzić za kratami. Muszę przyznać, że dziwni są ci bogowie i ich raje, skoro za prywatny wpis w sieci wyznawcy tych bogów są w stanie nawet najwybitniejszych swoich artystów prześladować gorzej niż prawdziwych przestępców. Czy tak nerwowa reakcja wiernych nie świadczy raczej o słabości ich wiary i o słusznej niepewności wobec istnienia jej głównego podmiotu? Ową słuszną niepewność całkowicie popieram, wręcz jej gratuluję, szkoda tylko, że znajduje ona taką drogę ujścia. Czy nie lepiej by było, żeby ujściem dla tej niepewności była pewna doza sceptycyzmu wobec własnej wiary, a nie prześladowanie tych, którzy owe wewnętrzne wątpliwości i rozterki swoją postawą wzmacniają?

Fazil odnosi za to moralne zwycięstwo w swoich utworach. Już sam fakt istnienia muzyki i jej uprawiania dla ortodoksyjnych muzułmanów jest problemem. Cóż dopiero powiedzieć o umiejętnym łączeniu dwóch światów - klasycznej muzyki europejskiej i klasycznej muzyki otomańskiej? Na koniec wreszcie sam wydźwięk Symfonii Stambulskiej służy wartościom humanistycznym - po mrokach "Porządku religijnego" nastrój rozjaśnia się ostatecznie w pięknej części zatytułowanej "Noc orientalna", a mówiącej o zwykłej ludzkiej miłości do drugiego człowieka. Miałem okazję oglądać na DVD ową symfonię i ucieszył mnie też wygląd cenionej na świece tureckiej orkiestry Borusan Istanbul Philharmonic Orchestra, dedykowanej dziełom zachodnich kompozytorów (bo są też orkiestry otomańskie). Spodobało mi się, że nadal w orkiestrze zasiadają wspólnie kobiety i mężczyźni, zaś panie nie są ubrane w burki, lecz w eleganckie suknie. Z pewnością istnienie tej orkiestry jest wciąż ostoją świeckości w staczającej się niestety w stronę państwa religijnego Turcji.
Na naszym polskim podwórku problemy ma kolejna artystka, Ewa Wójciak, dyrektorka sławnego poznańskiego Teatru Dnia Ósmego, która w dniu ogłoszenia Jorge Bergoglio, kardynała Argentyny, papieżem Franciszkiem I, ośmieliła się wpisać na swoim prywatnych profilu facebooka, cytuję: "No i wybrali ch..., który donosił wojskowym na lewicujących księży". W odpowiedzi facebook zamknął jej profil, a radni zażądali jej odwołania. Ostatecznie została ukarana naganą. Ale na tym nie koniec, bo poznańska prokuratura wszczęła niedawno śledztwo z paragrafu mówiącego o publicznym znieważeniu głowy obcego państwa. Czytając o tym, przecierałem ze zdumienia oczy. Przecież profil Ewy Wójciak, na którym napisała te "straszne" słowa, był jej profilem prywatnym. Czy gdybym ja przez sen powiedział coś niedobrego o papieżu, to też mogliby mnie wtrącić do więzienia? Sąd mógł odrzucić zajęcie się tą sprawą, a jednak wziął się do dzieła, co jest ogromnie moim zdaniem niepokojące. Czy wracają czasy kontrreformacji, gdy starczało, iż jakiś sąsiad coś podsłuchał u kogoś w domu, aby daną osobę oskarżyć o czary, lub herezję, co jak wiemy nie kończyło się miło dla oskarżonego?
Ewa Wójciak jednocześnie oznajmiła, że podtrzyma swoje zdanie o papieżu Franciszku I podczas rozprawy, gdyż ma do niego prawo. Ucieszyła mnie jej odwaga, bowiem nie jest to tylko kwestia samej opinii o głowie Państwa Watykańskiego, ale też kwestia podstawowych swobód obywatelskich. Ewa Wójciak ma prawo do swojej prywatności i do swojego zdania! Bo jeśli nie, to czy oznacza to, iż za kilkanaście lat wszystkie osoby nie wierzące w religię katolicką będą musiały być monitorowane i chodzić stale z czytnikami myśli? Czy listy pisane z wakacji będą otwierane i sprawdzane przez jakąś komisję "jedynie słusznej wiary"? A może to z kolei pocztówki, które siłą rzeczy każdy może przeczytać, zostaną uznane za "miejsce publiczne"? Jeśli chodzi o obrażanie głów państw i liderów politycznych w prywatnych dyskusjach, to byłem tysiące razy świadkiem obrażania różnych znanych polityków - Putina, Tuska, Kaczyńskiego, Obamy, Sarkoziego etc. etc. Żadna z tych miotających obelgi osób nie wylądowała przed sądem! Ale też żadna z osób krytykowanych nie była przywódcą religijnym, a religia chroniona jest w szczególnie stronniczy sposób, może dlatego, że wbrew nadziejom wyznawców jakoś wszelcy wszechmocni bogowie i wszechmocne boginie nie kwapią się, aby osobiście wyrazić swój gniew wobec bluźnierców. Tu jeszcze przypomnę, że na facebooku są miejsca publiczne - są to strony teatrów, partii politycznych, stowarzyszeń i supermarketów. Ale, moim zdaniem, nie strona danej osoby.
Na sam koniec odniosę się do słów Ewy Wójciak o papieżu Franciszku I. Gdyby je wygłosiła w miejscu publicznym, w telewizji, w teatrze, byłaby to inna sprawa. Uważam, że prawo powinno chronić ludzi przed zniesławieniem, ale o tym, czy jest się zniesławionym, powinien decydować sam zainteresowany - czyli w tym wypadku papież Franciszek I. Publicznie nie powinno się mówić, iż kardynał Bergoglio mordował lewicę związaną z teologią wyzwolenia, bo nie ma na to uznanych przez sądy dowodów. Wiele przesłanek wskazuje jednak na to, że współczesny papież był zapewne oponentem tego prześladowanego środowiska, w czasach kiedy junta argentyńska rzeczywiście mordowała ludzi z teologią wyzwolenia związanych, w czym również pomagali księża katoliccy, co sąd już ustalił. Może zatem dziwić wybór na papieża osoby o jednak nie do końca oczywistej przeszłości. Pytanie jednak, co to znaczy "idealny papież"? Z mojego dość subiektywnego punktu widzenia idealny papież powinien wygłosić mowę o takiej mniej więcej treści: "Słuchajcie! Nie wiem o rzeczywiści więcej niż wy. Najlepiej, żebyśmy wszyscy poszli do domów i szukali prawdy o świecie na własną rękę, nie sugerując się tradycją, którą tworzyli ludzie wiedzący mniej niż my.". Oczywiście nie byłby to zbyt katolicki papież, więc pozostawiam moją wizję w świecie fantazji, albo przynajmniej political fiction.