Właśnie upływa termin konsultacji społecznych do „Projektu rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie warunków wynagradzania za pracę pracowników podmiotów leczniczych działających w formie jednostki budżetowej.” Dowiadujemy się z tego projektu, iż kapelani zostali zaliczeni do grupy XV, czyli do "pracowników działalności podstawowej". Rodzi to pewne wątpliwości...

REKLAMA
Zaliczenie kapelana do grupy działalności podstawowej, razem z merytoryczną kadrą medyczną i np. pielęgniarką oddziałową, budzi mocne podejrzenie o chęć nieuprawnionego uprzywilejowania hierarchicznego i finansowego przedstawicieli Kościoła Katolickiego. Zatrudnianie kapelanów finansowanych ze środków szpitala prowadzi też do nieuzasadnionych wydatków i zadłużania się szpitali. Być może dlatego odbywały się coraz częściej różne konferencje mające na celu udowodnienie leczniczej mocy modlitwy, a co za tym idzie zrównanie kapelana z lekarzem lub psychologiem.
Taki stan rzeczy wydaje się być niezgodny z konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej, a zwłaszcza z jej artykułami 25 i 53, jako, że lecznicze jednostki budżetowe, czyli przede wszystkim państwowe szpitale utrzymywane są ze środków publicznych. Pieniądze na pensje, a także premie kapelanów pobierane są i będą nie tylko od praktykujących katolików, ale również od osób o światopoglądzie ateistycznym i agnostycznym, jak i od wyznawców innych religii.
A przecież punkty 1 i 2 artykułu 25 konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej mówią:
1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.
2.Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.
Oznacza to, iż uwzględnianie kapelanów w gronie podstawowych pracowników państwowych szpitali jest najpewniej nadużyciem prawa, a z pewnością idei społeczeństwa nowoczesnego i otwartego na różnorodność światopoglądów swoich obywateli. Wydaje się, że istnieją dwa zgodne z konstytucją i szacunkiem dla polskiej demokracji rozwiązania tej sytuacji. Albo należy dodać do grona stałych pracowników instytucji szpitalnych przedstawicieli wszystkich zarejestrowanych w Polsce związków wyznaniowych (czyli imamów, rabinów, guru, mnichów buddyjskich, popów, pastorów etc.), oraz również niosących pokrzepienie osobom niewierzącym zaangażowanych ideowo ateistycznych psychologów, albo też należy zrezygnować z tego dość kosztownego pomysłu i pozwolić kapelanom odwiedzać zainteresowanych tym chorych za ich własne pieniądze (lub za środki finansowe Kościoła) i to w miejscu, gdzie nie przeszkadza to mającym inny światopogląd pacjentom.
Praktyki religijne odprawiane przez kapelanów przeszkadzają bowiem niektórym pacjentom nie utożsamiającym się w żaden sposób z religią katolicką i nie mogącym z uwagi na stan zdrowia znaleźć się w innym miejscu, niż to, w którym odbywa się spowiedź, namaszczenie, albo msza. Docierają do mnie opisy przypadków, kiedy na przykład ateista, unieruchomiony poważnymi złamaniami, musiał słuchać mszy odprawianej dla pacjenta leżącego tuż obok. Z kolei nie wyznające religii katolickiej pacjentki skarżyły się na obecność mężczyzny, jakim jest ksiądz, w sali przeznaczonej dla kobiet. Nie chodzi tu jednak tylko o zwykłe przeszkadzanie. Religia katolicka ma swoje definicje życia i śmierci, które osobom wierzącym w nią wydają się naturalne i atrakcyjne. Jednakże dla osób mających inny światopogląd, te definicje mogą być bardzo przygnębiające, a w szpitalach przecież przebywają również osoby śmiertelnie chore.
Oczywiście z drugiej strony nie można nie uszanować przekonań osób wyznających katolicyzm, które mają pełne prawo do swoich rytuałów w trudnych chwilach. Ale to, co dla nich jest pociechą, dla innych osób może być dodatkowym dyskomfortem w i tak trudnej sytuacji, jaką bywa przecież choroba i pobyt w szpitalu. Ten temat jest dość rzadko poruszany, być może dlatego, że dopóki jesteśmy zdrowi, nie myślimy o tym, co się dzieje w szpitalach, a jak już chorujemy na tyle mocno, że nie możemy wstać ze swojego szpitalnego łóżka, nie mamy też siły aby protestować przeciwko narzucaniu poglądów i praktyk katolickich w przestrzeni, w której się znajdujemy. A przecież punkt 1 artykułu 53 konstytucji RP mówi wyraźnie, iż "Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii". A z kolei punkt 5 tego samego artykułu mówi tak: "Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych". Kiedy niewierzący pacjent nie mogący się z uwagi na stan zdrowia oddalić jest skazany na częste rytuały odprawiane dla pobożnego sąsiada, można śmiało powiedzieć, iż jest do nich zmuszany. Dodatkowo owe rytuały na dzień dzisiejszy opłacane są także z jego podatków. Oczywiście konstytucja mówi też o tym, że ciężki stan zdrowia nie powinien skazywać wierzącego pacjenta na niemożność korzystania z ważnych dla niego rytuałów. Ale nie może być tak, że wolność jednych ma być uzyskiwana w świetle prawa poprzez jeszcze większe zniewolenie innych. Pacjent ateista nie może też liczyć na ustawowy obowiązek zatrudniania przez szpitale publiczne niosących ideowe pokrzepienie ateistów, tak samo zresztą jak nie może liczyć na opłacanych przez państwo (i to w ramach stałego zatrudnienia!) pocieszycieli polski buddysta, czy polski hinduista.
W tej sprawie został właśnie wystosowany przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów list do ministra zdrowia w ramach konsultacji społecznych.