
Zaczynają się wakacje, a jako, że podróże kształcą, odpoczywając można się też wiele nauczyć. Oczywiście nie zachęcam nikogo do wożenia w plecaku podstaw fizyki kwantowej. Sądzę, że osobisty kontakt z naturą, jak i z innymi społecznościami ludzkimi (zwłaszcza dla tych którzy wybierają się poza nasz kontynent) daje okazję do wielu przemyśleń.
REKLAMA
Te przemyślenia bywają niekiedy znacznie bardziej całościowe i wyrazistsze, niż refleksja nad znakomitą nawet książką. Nic nie zastąpi zapachu przypraw, krowiego kału, kadzideł, pyłu z indyjskiej ulicy. Żadna kaligrafia chińska oglądana w muzeum nie pozwoli zrozumieć tego, co dają codzienne kontakty z Chińczykami, jeśli ktoś skieruje się w lipcu w tamte dalekie strony. Imponujący majestat przyrody w Tatrach, Alpach, Himalajach, nad Oceanem Atlantyckim, czy Indyjskim też zapewni nas najlepiej o tym, że jesteśmy częścią planety, że jesteśmy wyrosłymi z ewolucji tworami natury.
Wakacje są bez wątpienia szansą na to, aby zrobić dalsze kroki na drodze sceptycznego myślenia. I nie chodzi tu wcale o to, że po kilku nauczkach nie damy się już naciągnąć indyjskiemu rykszarzowi, ani nie kupimy ponownie za wygórowaną kwotę wyblakłych pocztówek pod Błękitnym Meczetem w Stambule. Wakacje są szansą na to, aby odkryć, że pewne oczywistości, obecne w naszym życiu codziennym, są tylko umownymi konwencjami, arbitralnie wprowadzonymi do kulturowego obiegu przez naszych przodków.
Aby zachować niezłomną wiarę w religię wpajaną od dzieciństwa, trzeba być całkowicie zanurzonym w sosie "jedynie słusznego" myślenia, oraz bezwiednie i bezkrytycznie przekazywanych z pokolenia na pokolenie tradycji. Nagłe zderzenie się z kulturą zupełnie odmienną musi, nawet jeśli ktoś tego nie pragnie, obudzić wątpliwości. Dlaczego bowiem jakiś Ajay znad Gangesu miałby się urodzić wśród wyznawców "fałszywego boga", zaś Jaś Kowalski znad Wisły wśród czcicieli "boga prawdziwego"? Dlaczego katolickie dogmaty dotyczące Świętej Trójcy, in vitro i środków antykoncepcyjnych miałyby być uniwersalne, skoro na świecie żyją setki milionów ludzi, którzy nigdy nawet o nich nie słyszeli i nie usłyszą? Dlaczego większość ludzi na świecie nie uważa, iż "musiał za nas umrzeć bóg, aby wyzwolić nas z grzechu pierworodnego"?
Tym niemniej podczas podróży w egzotyczne strony można też odkryć rzeczy rzeczywiście uniwersalne. Nie będą one miały podłoża religijnego, lecz zwykłe, humanistyczne. Dla niemal wszystkich ludzi na całej ziemi, takie tematy jak miłość, ból, radość, nadzieja i choćby przyjaźń, są znacznie ważniejsze od religijnych mitów aspirujących do miana prawdy. Te aspiracje dla większości ludzi na całym świecie mają wymiar dość powierzchowny. Da się oczywiście zauważyć, że niemal wszyscy starają się dostosować do konwencji swojego otoczenia, co niekiedy miewa wymiar tragiczny, jak zawsze, gdy sztuczny dogmat zastępuje własną refleksję. Rodziny mordują własne córki, (siostry, żony) w zabójstwach honorowych, ludzie umierają na AIDS, bo "bóg zabronił prezerwatyw", cwani guru wyciągają ostatni grosz z kieszeni biedaka. Ale jednak, jak sądzę, większość ludzi na świecie uważa, iż są przede wszystkim ludźmi, a nie chrześcijanami, muzułmanami czy hinduistami. Dlatego starają się oni łamać surowe i w gruncie rzeczy bezzasadne roszczenia tradycji i narracji religijnych co do ich codziennego życia. To odchodzenie od pozornych oczywistości bazujących na uznanych za święte mitach odbywa się świadomie, lub nie, ale z pewnością jest to proces, który widać nawet w najbardziej wyizolowanych społecznościach.
Mamy teraz oczywiście kryzys, zatem rozmyślanie nad dalekimi podróżami może wydawać się nieadekwatne do obecnych możliwości. Ale jednak, dzięki rozwojowi techniki cały świat jest niemal na wyciągnięcie ręki. Gdy byłem jeszcze dzieckiem, za PRL, podróż do Indii, czy na Jawę wydawała się niemożliwym do realizacji marzeniem. Teraz bilet lotniczy w obie strony do Delhi, czy do Pekinu kosztuje mniej niż dziesięć nocy w niejednym średniej klasy polskim hotelu. Jednocześnie przechadzając się wśród świętych krów, będziemy płacić za nocleg i wyżywienie wielokrotnie mniej niż w Zakopanem czy w Ustce.
Oczywiście podróże nie czynią większości wakacyjnych wędrowców ateistami. Z pewnością jednak uczą dystansu wobec dogmatów, które osoby całkowicie zanurzone w swojej kulturze i religii uznają za pewniki. Będąc turystami zmieniamy też światopoglądy naszych gospodarzy. Goszcząc nas, rozmawiając z nami, widząc nasze postawy wobec rzeczywistości, oni również dochodzą do bardziej uniwersalnej, humanistycznej wizji ludzkiego losu i ludzkiej kondycji.
