
Otóż, nie wszyscy z niej się cieszą, jednakże wielu polskim katolikom ciężko przychodzi zrozumienie faktu, iż Polak nie równa się katolik. Polak to Polak, może też niekiedy europejski unionista, ale z pewnością nie jest wyróżnikiem polskości religia katolicka i nigdy nim nie była.
REKLAMA
Wielu z nas zapomina jakby o historii naszego kraju. Byliśmy przecież konglomeratem wielu wyznań - prawosławia, protestantyzmu, judaizmu, a nawet islamu. Nawet triumfalny pochód kontrreformacji, która zniszczyła tolerancyjne podstawy renesansowej Rzeczpospolitej, nie zmienił tego faktu. Nie przypadkowo wielu wybitnych artystów XIX i XX wieku miało korzenie żydowskie, bądź też było polskimi Żydami, czy też żydowskimi Polakami. Leśmian, Tuwim, Lange i wielu innych przyczyniło się w znaczący sposób do rozwoju naszej kultury. A muzycy, chociażby tacy jak wielki Artur Rubinstein, jak matka muzyki dawnej Wanda Landowska? A "Sklepy cynamonowe" Brunona Schulza, w niesamowity wręcz sposób oddające atmosferę polskich (czyli i żydowskich, i katolickich i prawosławnych i niewierzących) kresów?
Choć za króla Jana III Sobieskiego stracono pierwszego znanego ogółowi polskiego ateistę, Kazimierza Łyszczyńskiego, to przecież nie wziął się on znikąd, ukończył najlepsze w Rzeczpospolitej szkoły. Faktem jest, że była to pewna próba rozwiązania równania "Polak równa się katolik", ale mam nadzieję, że każdy z nas się zgodzi, że tego typu próby nie są tradycją, do której warto nawiązywać. Cieszmy się raczej, że mimo wszystko prześladowania religijne w Polsce nigdy nie sięgnęły krwawego dna znanego z różnych państw niemieckich, czy z Hiszpanii.
Na niezbyt szczęśliwy stosunek Kościoła do naszego kraju zwracało uwagę wielu romantyków w XIX wieku, podczas rozbiorów. Wielcy polscy bohaterowie i znaczący politycy bynajmniej nie zawsze byli oddani Kościołowi Katolickiemu - starczy wspomnieć Kościuszkę, czy Piłsudzkiego.
Zadziwia zatem fakt, że w obecnej konstytucji naszego kraju znaleźć można art. 25 ust. 4: „Stosunki między Rzecząpospolitą a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy”. Jest później wzmianka o możliwości zawierania umów przez inne religie, ale dziwi tak wyróżnione miejsce Kościoła Katolickiego. Jako ateista nie znalazłem też w konstytucji wzmianek o Unii Europejskiej, albo o wiecznej przyjaźni z Belgią na przykład. Wynika z tego, że jedną z podstaw naszej państwowości jest umowa z Watykanem. Z Belgią już nie. Aby nie traktować umowy z Watykanem jako jednej z podstaw naszej państwowości trzeba zmienić konstytucję. Myślę, że każdy, jak spojrzy na to trzeźwo, musi się zdziwić... Podam prosty przykład - co by się stało, jakby jakiś papież zmienił nazwę Stolicy Apostolskiej na jakąś inną? A przecież takie daleko idące zmiany ciągle mają miejsce. Niewiele ponad 100 lat ma dogmat o nieomylności papieża, czy też o niepokalanym poczęciu Matki Boskiej. Jeden człowiek w Watykanie bardzo łatwo może zmusić nasz rząd do zmiany konstytucji.
Inną moją wątpliwości są oczywiście skutki owego zapisu w konstytucji i podpisanego 28 lipca 1993 roku konkordatu. Po pierwsze religia jest w państwowych szkołach. Do tego stopnia, iż jak mówi się lekcja religii, nie ma się na myśli lekcji islamu, luteranizmu, hinduizmu, ale praktycznie tylko i wyłącznie lekcję religii katolickiej. Inna rzecz jest taka, że szkoły powinny uczyć samodzielnego myślenia. Lekcje religii w szkołach są wdrażaniem konkretnego światopoglądu. Równie dobrze mogłyby być to lekcje lewicowości, prawicowości, konserwatyzmu etc. Nie chodzi tu o przekazywanie wiedzy, ale o wdrażanie konkretnej postawy światopoglądowej, co niestety zamyka wielu młodych ludzi w "jedynie słusznym" myśleniu. Jest to przeciwieństwo tego, co powinna dawać uczniom szkoła.
Inny problem to na przykład opłacani przez państwo kapelani w szpitalach państwowych i wielu innych miejscach, komisja majątkowa, która w bardzo kameralnym gronie przyznawała z powrotem własność Kościołowi, nie patrząc na to, że własności w Europie często się zmieniały i nie zauważając częstokroć faktu, że obecni właściciele powinni mieć jakieś prawo do obrony, a nader często po prostu do informacji. Komisja majątkowa działała też na terenie tzw. Ziem Odzyskanych, gdzie nie należące nigdy do polskiego kościoła szpitale, szkoły , grunty i kina stawały się własnością Kościoła. Czy na przykład polski filatelista mógłby się w ten sposób ubiegać o otrzymanie przestrzeni będącej przed II Wojną Światową sklepem filatelistycznym za darmo? A przecież z perspektywy ateisty tak to wygląda. Ktoś ma swoją pasję (religię katolicką) i strukturę zarządzającą tą pasją (kościół katolicki) i na gruncie tej pasji może skutecznie i trybie przyspieszonym ubiegać się o prawa do nieruchomości, nie licząc się z jej obecnymi właścicielami.
Patrząc na 20 letnie dzieje konkordatu w Polsce zastanawiam się czasem, jak to jest wierzyć w boga. Gdybym ja w niego wierzył i sądził, że jest wszechpotężny etc., to przecież nie zakładałbym, że małym dzieciom trzeba w państwowych szkołach wbijać do głów owego boga i związane z nim dogmaty. Wolałbym, aby raczej dorośli, niezależni w swoim myśleniu ludzie go ewentualnie wybierali. Nie sądziłbym, aby ów bóg, deklarujący "moje królestwo jest nie z tego świata", chciał odzyskiwać niemal siłą wszystko, co na przestrzeni niemalże dwóch wieków niekiedy liznęli swoim stanem posiadania jego wyznawcy. Nie chciałbym, aby ludzie nie wierzący w owego boga płacili na moją wiarę. Wydawałoby mi się to nieuczciwie i zapewne pomniejszałoby w moim odczuciu owego boga. Gdybym wierzył, iż ów bóg zostawił po sobie jakieś notatki (nigdy odręczne, zawsze podyktowane, bogowie już tak mają...), to chciałbym w miarę wiernie odtworzyć realia ich powstania. Gdyby w notatkach nie było jasności co do na przykład św. Piotra, który był rzekomo pierwszym papieżem w Stolicy Apostolskiej, byłbym bardzo ostrożny płacąc na tę stolicę, o zmuszaniu do płacenia osób nie podzielających mojej wiary nie wspominając. No, ale jak się ciągle bez żalu przekonuję, jestem ateistą i nie za bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie, jak to jest wierzyć w boga.
O rocznicy konkordatu pisał w Gazecie Wyborczej z 20 - 21 lipca profesor Jan Hartman. Doczekał się wnet polemiki sporządzonej przez ks. prof. Góralskiego dla KAI. Ksiądz profesor to znawca prawa kanonicznego i jeden z negocjatorów konkordatu, czyli jesteśmy u źródła. Już na początku polemiki czytamy, że "powołanie przez Piusa XII (w sytuacji nadzwyczajnej) niemieckiego biskupa gdańskiego K.M. Spletta administratorem apostolskim diecezji chełmińskiej oraz Niemca H. Breitingera administratorem apostolskim z jurysdykcją dla katolików niemieckich zamieszkałych na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej nie było równoznaczne z mianowaniem ich biskupami rezydencjalnymi." Z czego, zdaniem ks. prof. wynika, iż art. IX przedwojennego polskiego konkordatu, który gwarantował, iż „żadna część Rzeczypospolitej Polskiej nie będzie zależała od biskupa, którego siedziba znajdowałaby się poza granicami Państwa Polskiego”, nie został złamany. Cóż, być może mamy tu do czynienia z konfliktem ducha prawa i litery prawa. A propos szeroko pojętych "duchów" tak się oczywiście zastanawiam, jakaż to "sytuacja nadzwyczajna" kierowała decyzją papieża Piusa XII, który zasłynął z dużo większej ilości tego typu "decyzji na sytuacje nadzwyczajne"... Starczy wspomnieć o tym, co podwładni papieża Piusa XII robili w Chorwacji i na Słowacji, gdzie też z pewnością były regulujące wszystko konkordaty.
O swoim podejściu do Polaków nie będących katolikami, którzy to wbrew pozorom istnieją (inaczej nie czytalibyście tych słów), pisze ksiądz profesor w tym oto krótkim komentarzu do fragmentu przytoczonego za prof. Hartmanem: "„Nie wolno zmuszać wrogów Kościoła (to również obywatele) do zachowań wyrażających życzliwość dla katolicyzmu” (biedni ci terroryzowani wrogowie Kościoła, jakże wypada im współczuć …)". Cóż pełna pewności siebie ironia księdza profesora ma bez wątpienia swoje podstawy w bardzo niesymetrycznym dla relacji Państwo - Kościół konkordacie, ale ja się naprawdę z tej 20 rocznicy nie cieszę i dobrze by było mieć kiedyś świecką Polskę, w której jednak nikt nie jest zmuszany do zachowań wyrażających życzliwość dla katolicyzmu, jak i dla ateizmu, zbierania znaczków, czy czegokolwiek innego. Polak nie równa się katolik i brak życzliwości wobec katolicyzmu nie czyni nikogo gorszym mieszkańcem naszego kraju.
Źródła:
http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prof-hartman-rozmija-sie-z-prawda-,8058094866
http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,14307134,O_Polske_wolna___od_konkordatu_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk%23Cuk
