
27 sierpnia na uczelnię prof. Wojciecha Krysztofiaka zadzwoniono z policji prośbą o to, aby zadzwonił na komendę do jednego z aspirantów. Gdy uczony zjawił się w miejscu pracy, czyli w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego, zadzwonił i dostał ustne wezwanie na przesłuchanie. Zapytany o powód wezwania prof. Krysztofiak otrzymał informację, iż chodzi o obrażanie uczuć religijnych.
REKLAMA
Po dłuższym wypytywaniu profesor dowiedział się, iż sprawa dotyczy jego publikacji na blogu, który prowadzi na portalu Newsweeka. Nie dowiedział się niestety, o którą publikację chodzi. Nieoficjalnie otrzymał informację, iż sprawa wyszła z Poznania. Na koniec rozmowy poprosił o doręczenie pisemnego wezwania.
Profesor poinformował mnie o tym wydarzeniu, prosząc o pomoc, jeśli dostane oficjalne wezwanie na policję. Na razie nie możemy odrzucić możliwości, w świetle której owo wezwanie było tylko nieprzyjemnym żartem. Ale już sam fakt, że w dzisiejszej Polsce nie możemy jednak wykluczyć sytuacji, w której jest to sprawa całkowicie poważna, budzi niepokój i rozgoryczenie. Ciężko sobie wyobrazić sytuację, w której w państwie demokratycznym w XXI - wiecznej Europie, wzywa się profesora akademickiego na policję celem przesłuchania w sprawie jego tekstów publicystycznych, nie mających znamion nawoływania do przemocy lub nienawiści wobec innych ludzi. Jesteśmy jednak przecież aktualnie świadkami anonimowych donosów na radomskiego komendanta Karola Szwalbe dotyczących zdejmowania krzyży w pomieszczeniach komisariatu bezpośrednio mu podległych. Choć są to jedynie anonimowe skargi, zaś komendant Szwalbe w swoich działaniach przestrzega po prostu regulaminu policji, to z tymi anonimowymi doniesieniami liczy się wiele osób, które w ogóle nie powinny zwrócić na nie uwagi, łącznie z senatorem RP.
Z jednej strony mamy więc wymóg klerykalizmu wyraźnie ciążący na służbach państwowych i postulowany, nie bez gróźb, przez niektórych senatorów w naszym parlamencie. Nie spełnienie tego wymogu może być ukarane grzywną, degradacją z zajmowanego stanowiska, nawet stratą pracy, a - jak mogę niestety przypuszczać - w ekstremalnych sytuacjach pozbawieniem wolności. Może to mocne słowo, ale ewidentnie mamy, na bazie nadgorliwej ochrony "jedynie słusznej" religii, zadatki na XXI wieczną inkwizycję. Katolickie dogmaty, które nie mogą sprostać umysłowi wykształconego mieszkańca naszych czasów, są wdrażane i wspierane w coraz bardziej siłowy sposób. Wyroki na tle religijnym wymierzono już Dodzie i telewizji za Kabaret Limo. Jest to przykład na zachowywanie i propagowanie "jedynie słusznej" wiary metodą zastraszenia.
Teraz - z drugiej strony - atakowany jest profesor uniwersytecki. A uniwersytet powinien być przecież kuźnią niezależności myślenia, laboratorium intelektualnym, gdzie bada się nowe kierunki rozwoju rozmaitych dziedzin, zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Nawet w niektórych państwach autorytarnych i wyznaniowych uniwersytety traktuje się ulgowo, wiedząc, że narzucenie im tych samych praw, co wszędzie indziej, może przyczynić się do całkowitego zastopowania rozwoju kraju. Prosty przykład - choć sprzeczny z rzeczywistością kreacjonizm jest broniony przez islam jako dogmat, to jednak na uczelniach wyższych muzułmańskich państw wyznaniowych można się niekiedy rozwijać w dziedzinach biologii ściśle opartych na znajomości teorii ewolucji.
Prof. Krysztofiak do dziś nie wie, o który jego artykuł na blogu może chodzić. Ale będąc uczciwym i prosząc nas o pomoc, przedstawił jeden z najostrzejszych swoich tekstów, abyśmy wiedzieli, w co się w razie czego pakujemy. Gdy zobaczyłem tytuł artykułu, uśmiechnąłem się pod nosem. Brzmi on: "Boże Ciało (apoteoza kanibalizmu) 2013 – happeningi polityczne z policją, wojskiem i strażą pożarną". Przypomniał mi się mój wykład o historii święta Bożego Ciała, gdzie też omal nie przyczyniłem się do oskarżenia mnie o obrazę uczuć religijnych. Ośmieliłem się bowiem nawiązać do historii tego święta, które powstało w dużej mierze jako manifestacja przeciwko heretykom. Elementem obchodów Bożego Ciała było w związku z tym zazwyczaj palenie ludzi na stosach. Ośmieliłem się zwrócić moim słuchaczom uwagę na to, że być może dalsze kultywowanie tego święta jest nieetyczne, bo przecież urąga pamięci jego licznych ofiar. Na szczęście słuchacze mojego wykładu stwierdzili widać, że lepiej oskarżyć o obrazę uczuć religijnych historię, niż osobę, która ją po prostu przekazuje, bo póki co nie musiałem za prawdę o historii święta Bożego Ciała stanąć przed sądem.
Artykuł profesora Krysztofiaka jest chyba nawet mniej, wbrew pozorom, "ostry" od mojego wykładu. Uczony odnosi się do kwestii filozoficzno społecznych, nie zaś do historii, która z miejsca powinna stanąć przed sądem dla dobra obrońców wiary (i często tak się dzieje, bowiem nie brakuje książek skrajnie wybielających historię chrześcijaństwa różnych denominacji - przekłamywanie historii dla potrzeb "jedynie słusznej" wiary to właśnie (samo?)sąd nad historią). Jedyne co może tak naprawdę razić w artykule profesora ze Szczecina to to, że ośmiela się nie być katolikiem i nie pisać jak katolik. Zwraca on po prostu uwagę na to, iż katolicy rzeczywiście wierzą, że w formie opłatka spożywają ciało boga i zarazem człowieka. Z uwagi na ten dogmat w brutalny sposób zginęło mnóstwo ludzi, starczy choćby wspomnieć oskarżenia za "znęcanie się nad hostią" kierowane w stosunku do Żydów w dobie kontrreformacji. "Przestępców" czekała zwykle nader brutalna kara - ostre tortury i spalenie na stosie. Na bazie tej nieludzkiej legendy powstało też, na przykład, jedno z najważniejszych sanktuariów w Poznaniu.
W swoim artykule prof. Krysztofiak ośmiela się nie być katolikiem - nie pisze o katolickich wierzeniach wzniosłym językiem wyznawców tej religii, ale językiem osoby patrzącej z zewnątrz. Założenie, iż trzeba wierzyć, iż w trakcie komunii spożywa się rzeczywiste ciało Jezusa, którego boska i równocześnie ludzka natury też są częścią dogmatu, nazywa profesor "kanibalizmem". Gdy spojrzymy na definicję kanibalizmu w słowniku, jest to poprawne określenie. Prof. Krysztofiak nie ma żadnego obowiązku tego określenia unikać - omijanie rytualnego aktu spożywania ludzkiego ciała (który w świetle dogmatu powinien być traktowany jako rzeczywisty, a nie symboliczny - katolicy mają obowiązek wierzyć, iż w hostii jest prawdziwe ciało) eleganckimi słowami nie jest obowiązkiem osoby, która nie wierzy w katolicyzm. Podobnie katolik nie ma obowiązku wypowiadać się o rytuałach voodoo używając uwzniaślającego języka tej z kolei religii, który z pewnością towarzyszy na przykład zarzynaniu czarnej kury w ofierze bóstwom. Katolik ma prawo powiedzieć: "zarzynają kurę" i takie samo prawo ma ateista.
Powiem więcej - profesor filozofii ma również prawo łamać znacznie bardziej istotne tabu w swoich wypowiedziach. Ma prawo do rzeczywiście mocnych stwierdzeń na temat tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Tego wręcz należy od profesora filozofii oczekiwać, bo kto inny będzie się zajmował "laboratorium myśli"?
Źródła:
Artykuł profesora Krysztofiaka o Bożym Ciele: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/672412,boze-cialo-apoteoza-kanibalizmu-2103---happeningi-polityczne-z-policja-wojskiem-i-straza-pozarna.html
Artykuł profesora Krysztofiaka o Bożym Ciele: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/672412,boze-cialo-apoteoza-kanibalizmu-2103---happeningi-polityczne-z-policja-wojskiem-i-straza-pozarna.html
