Rada Byłych Muzułmanów w Londynie

Dnia 11 października przypada Światowy Dzień Dziewczynki. Tymczasem duchowni w krajach o po części, lub całkowicie wyznaniowym charakterze bronią zjawiska pedofilii, lub relatywizują je. W Polsce, 8 października, arcybiskup Michalik odpowiedzialnością za zjawisko pedofilii obarczył nie księży pedofilów, a dzieci i ich rodziców. Niemal w tym samym czasie parlament Iranu uchwalił prawo pozwalające przybranym rodzicom na poślubianie adoptowanych dzieci i utrzymywanie z nimi stosunków seksualnych.

REKLAMA
Nie ulega żadnej wątpliwości, że dla niektórych wierzących osób religia jest istotniejsza od ludzkiego szczęścia. Takie rzeczy jak gwałt na osobie nieletniej, czy fizyczne lub psychiczne prześladowania osób niewierzących, lub inaczej wierzących, są przez te osoby uznawane za "mniejsze zło", a w ekstremalnych wypadkach nawet za "dobro". Największe tragedie związane z kościelną pedofilią to te, w których sam rodzic przymyka oczy na krzywdy zadawane swojemu dziecku, lub nie jest w stanie w nie uwierzyć. Czyni to dla "dobra" swojej wiary, której nie chce zaburzyć wątpliwościami. Opowieści licznych ofiar kościelnej pedofilii z całego świata nierzadko opisują zachowania ojców i matek, którzy dla dobra swej wiary pozostawiali krzywdę zadaną przez duchownych dzieciom bez żadnego echa.
W Polsce, oficjalnie, kościelna pedofilia niemal nie istnieje, choć nie brak jej nawet w Holandii, gdzie kościół katolicki ma tylko mniejszościowy udział w religijnym rynku. Hierarchowie polskiego kościoła, pewni swojej społecznej siły, nie tylko nie mają zamiaru zlustrować swoich podwładnych pod kątem możliwych przecież aktów pedofilii, ale wręcz ją relatywizują. Arcybiskup Michalik stwierdził wręcz, iż: „Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”. Z tego tekstu jasno wynika, iż winne są dzieci, oraz rodzice, nie zaś sami pedofile w sutannach.

W tej sprawie, jako pierwszy wystosował swój list otwarty Piotr Szumlewicz, redaktor telewizyjny z Superstacji, program "Ja panu nie przerywałem", aktywny lewicowiec i, co nader istotne, redaktor książki "Ojciec nieświęty" pokazującej bardziej rzeczywistą twarz Jana Pawła II, który został w Polsce bezkrytycznie ubóstwiony. List otwarty Piotra Szumlewicza został przytoczony między innymi na stronie Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, link w załączniku. Tu zamieszczam jego skrót:

W dniu wczorajszym przewodniczący polskiego episkopatu, arcybiskup Józef Michalik wygłosił skandaliczną wypowiedź, w której niedwuznacznie zasugerował, że dzieci są odpowiedzialne za pedofilię. Abp Michalik powiedział: „Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”. W ten sposób przewodniczący polskiego episkopatu wskazał dzieci i ich rodziców jako odpowiedzialnych za pedofilię. [...] Powyższe poglądy abp Michalika są tym bardziej bulwersujące, że zostały przedstawione na konferencji dotyczącej zwalczania pedofilii w Kościele.[...]
Kilka miesięcy temu biskup Tadeusz Pieronek mówił, że Kościół ma o wiele ważniejsze rzeczy na głowie niż pedofilia, a ponadto „żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, żeby korzystać z możliwości, jakie daje człowiekowi wolna wola i do czego pchają go namiętności”. [...]
Dlatego też apeluję do ministrów sprawujących nadzór nad ośrodkami wychowawczymi prowadzonymi przez księży, aby przeprowadzili w pilnym trybie kontrole, czy nie dochodzi w nich do czynów przestępczych. Ze względu na dobro dzieci warto byłoby też rozważyć zawieszenie funkcjonowania tych ośrodków lub natychmiastowe przekazanie ich pod bezpośrednią kuratelę państwa.
Piotr Szumlewicz
Innym miejscem, gdzie religia znaczy najwyraźniej więcej niż dobro dzieci, jest Iran. Informacje o tym, co dzieje się w Iranie do naszej opinii publicznej praktycznie nie dochodzą, gdyż z jednej strony mamy utopijną modę na relatywizm kulturowy, zgodnie z którym (przynajmniej w potocznej i najczęstszej interpretacji), nie należy krytykować jednej kultury z perspektywy innej kultury. Relatywiści uważają zatem, iż prawa człowieka i, wśrod nich, prawa dziecka, są mniej istotne, niż narracje kulturowe. Jest to zaprzeczenie indywidualizmu - każdy człowiek w świetle takiego światopoglądu ma być lokalnie podporządkowany klanowym, lub religijnym zasadom. A bywają one nieraz nieludzkie i totalitarne w swoim charakterze.
Na szczęście nie wszyscy ludzie wywodzący się z kręgu kultury muzułmańskiej tak myślą. Przykładem jest Maryam Namazie z Rady Byłych Muzułmanów w Londynie, która zbiera głosy wspierające petycję o zniesienie uchwalonego niedawno przez irański parlament prawa pozwalającego przybranym rodzicom na związki małżeńskie z ich adotowanymi dziećmi.
Oto fragmenty uzasadnienia petycji przez Maryam Namazie, link do całości również w załączniku:

W dniu 22 września 2013 r., na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, w Islamskiej Republice Iranu madżlis uchwalił prawo pozwalające ojczymowi poślubić jego adoptowane dziecko.
W obronie tego prawa , jeden poseł powiedział: "Według islamu , każde dziecko, które jest uznane za adoptowane nie jest uważane za prawdziwe dziecko. Orzecznictwo islamskiego prawa szariatu pozwala opiekunowi dziecka je poślubić i utrzymywać z nim relacje seksualne" To szokujące, przepisy będą zachęcać do wykorzystywania dzieci w ramach "małżeństw" i nie jest to niczym więcej niż zalegalizowaniem pedofilii i przyzwoleniem na gwałt wobec dzieci. Są to kolejne działania szariackie zagrażające dobru dziecka i naruszające jego podstawowe prawa. To również odbierze dziecku resztki poczucia bezpieczeństwa w domu i w rodzinie.

Jak widać, nie jest najlepiej w Polsce i w Iranie, w krajach, w których zbyt często wartości religijne są stawiane ponad dobrem dziecka. Tylko od nas zależy możliwość zmiany tej sytuacji na lepsze. Pamiętajmy, że wszyscy byliśmy dziećmi i że większość z nas będzie miała dzieci, jeśli już teraz nie cieszy się z rodzicielstwa.
Linki: