Wywiad z Andrzejem Ryszardem Wójcikiem, członkiem zarządu Fundacji Wolność od Religii i współtwórcą Ateistycznej Kampanii Billboardowej.

REKLAMA
Jacek Tabisz: Dlaczego zaangażowałeś się w Ateistyczną Kampanię Billboardową?
Andrzej Ryszard Wójcik: Według mojej oceny religia stała się w ostatnich latach na powrót tak wielkim orężem do zdobywania i sprawowania władzy, że zaczyna być osią wszelkich działań rządzących. Jako osoba o poglądach ateistycznych nie mogę się zgodzić, aby religia oddziaływała na moje życie, jak i na życie moich bliskich. Na początku XXI wieku ludzi powinna cechować racjonalność i humanistyczne postrzeganie świata. W przestrzeni społecznej istnieją ogromne ilości stowarzyszeń i organizacji o mocnym religijnym zabarwieniu. Ateizm nigdy nie był w naszym kraju powodem do dumy, aby ustrzec się społecznego a czasem i rodzinnego ostracyzmu, poglądy antyreligijne były skrzętnie ukrywane. Mnie to nie odpowiada, nie uważam abym miał się czego wstydzić, wręcz odwrotnie, jestem dumny z mojego ateizmu i racjonalizmu. Wszystkich nas irytują oskarżenia i porównania jakoby ateizm równał się z komunizmem, nazizmem, czy brakiem moralności. Czas z tym skończyć i rozpocząć edukację wszystkich tych, którzy ulegli indoktrynacji oraz historyczno-propagandowej manipulacji. Nie chodzi w tym o walkę z osobami wierzącymi, ale o zmianę w mentalności, rozszerzenie wiedzy – kiedyś nazywano to pracą u podstaw. Państwo musi mieć mocno oddzielone od siebie strefy sacrum i profanum. Aby mogło dojść do takiej edukacji trzeba wywołać temat do przysłowiowej tablicy, czyli zainteresować nim media. Media interesują się tylko tym, co w ich mniemaniu kontrowersyjne.
JT: Ale Ateistyczna Kampania Billboardowa może być kontrowersyjna tylko w mniemaniu niektórych mediów?
ARW: Oczywiście. Osobiście nie uważam zarówno poprzedniej, jak i obecnej kampanii billboardowej za kontrowersyjną, ale wiedzieliśmy, jaki będzie jej odbiór w sklerykalizowanym społeczeństwie. Ocena okazała się (niestety) słuszna.
JT: Mnie również zaskoczyły ostre reakcje niektórych środowisk katolickich na kampanię. Na szczęście to nie one były głównymi adresatami...

ARW: Z dnia na dzień okazało się, że w Polsce żyją ateiści i agnostycy, którzy nie chcą żyć w państwie wyznaniowym. Teoretycznie konstytucja określa nasz kraj jako świecki, ale doskonale wiemy, że to tylko teoria. Osoby wierzące często wyrażają opinię, iż ateistów należy zamykać w rezerwatach. Nie możemy się na to zgodzić a bezczynność oznacza taką zgodę.
JT: Co chciałbyś przede wszystkim osiągnąć przez Ateistyczną Kampanię Billboardową?
ARW: Zawsze byłem człowiekiem czynu wrażliwym na niesprawiedliwość i naruszanie wolności, nie mogę, więc bezczynnie siedzieć i czekać, aż ktoś zrobi coś za mnie, aby żyło mi się znośniej. Dzięki Kampanii Billboardowej zjednoczyliśmy wiele tysięcy osób. Nasz głos jest już całkiem dobrze słyszalny, przestają się z nas śmiać a zaczynają bać. Największym sukcesem Fundacji będzie dzień, w którym religia zniknie ze szkół i przedszkoli. Mam ogromną nadzieję, że wszystkimi naszymi działaniami, choć po trosze się do tego przyczynimy. Potrzeba do tego pełnego zaangażowania i scalenia wszystkich środowisk „nie religijnych”, mimo wielu różnic poglądowych myślę, że to łączy nas wszystkich. Szkoły bez religii to półmetek prawdziwej wolności od religii. Religii, która do dzisiejszego świata nie wnosi wiele dobrego.
JT: Wspomniałeś o tym, że dobrze by było, aby religia znikła ze szkół i przedszkoli. Chodzi Ci zapewne o instytucje państwowe, co sądzisz jednak o szkołach religijnych, przecież to nie dzieci o nich decydują?
ARW: Nie jestem zwolennikiem szkół wyznaniowych z wielu powodów, ale to szeroki temat na osobne omówienie. Aby przybliżyć problem w skrócie podam przykład Anglii, w której szkoły wyznaniowe były mocno propagowane. Szkoły te jednak przyczyniają się do coraz większego podziału w społeczeństwie wzdłuż linii wyznawanej religii. Szkoły te propagowano w imię wolności religijnej i politycznej poprawności nie patrząc na to, że zamiast integrować różne wyznania i rasy, doprowadzono do większego ich odizolowania i wzrostu wrogości.
W Polsce mamy religię dominującą, więc dziś ten problem dotyczy nas w mniejszym stopniu. Zdecydowanie lepiej było by dziś dla religii w szkole, aby religia z niej wyszła. Jeśli rodzice chcą posyłać dzieci do szkoły katolickiej to jest ich wybór, ale szkoły publiczne powinny być całkowicie wolne od propagowania ideologii.
JT: Ostatnio Fundacja Wolność od Religii zaczęła się mocno włączać w projekty propagujące dostęp do nauczania etyki w szkołach. Czy mógłbyś o tym coś więcej powiedzieć?
ARW: Szkoła to nie fabryka katolików, szkoła ma uczyć i kształcić w człowieku uniwersalne postawy oparte na humanizmie. Tu rodzi się potrzeba nauczania etyki w szkołach. Dziś etyka jest traktowana, jako zło, które zastępuje religię. W wielu szkołach jest proponowana w godzinach wieczornych lub soboty. Robi się wszystko, aby zniechęcić uczniów i rodziców do etyki.

JT: Czy masz jakieś ciekawe wspomnienia z pierwszych kroków stawianych w realizacji Ateistycznej Akcji Billboardowej?
ARW: Pierwsza kampania rodziła się w bólach i niepewności. Jakie hasła, skąd pieniądze, pytania o to, czy nas oplują?.... Wiedzieliśmy, że musi to być eksplozja, bo inaczej nikt nas - fundacji i akcji, nie zauważy. Zanim powiesiliśmy pierwszy bilbord telewizje już to kręciły a radni krzyczeli w ramach protestu. Efekt był taki, że na tydzień przed pierwszym billboardem agencja, która miała je wieszać przestała odbierać telefony, nie podpisała ostatecznej umowy i trzeba było na szybko szukać nowej agencji. Dorota Wójcik wykazała się tu determinacją i się …..udało! Senator z Jaworski z Rzeszowa zorganizował 24 godzinną msze za nasze dusze. Pojawiły się też kontrbillboardy straszące piekłem. Obrzucono nas typowym polskim błotem. Padały określenia: "Żydzi, masoni, agenci, konfidenci, paligłupy", a to tylko mały ich wycinek, tylko te, które wywołują u mnie największe rozbawienie, pomijam te, które mnie drażnią. Jest kategoria inwektyw, która określa tych, którzy mierzą nas własną miarą, czyli na przykład: "dorabiają się na ateizmie, niezły przekręt, okradają biedne dzieci" itp.
JT: Okradają biedne dzieci? A reklamy Kościoła, a pieniądze na utrzymanie świątyń, na wizyty hierarchów etc.?
ARW: Otóż to. Dziś nic, co płynie z „tamtej” strony nie jest w stanie mnie już zdziwić ani zdenerwować. Musze jednak przyznać, że puszczają mi nerwy, kiedy musze odpierać zaciekłe ataki od osób określających się, jako niewierzące. Czuję wściekłość, niezrozumienie i ból. Skrzydeł dodają pozytywne maile i komentarze, wiemy, że trzeba iść dalej, że jesteśmy potrzebni.
JT: Znam to. Czasem osoby niewierzące są największymi przeciwnikami aktywnych bezbożników. W Polsce niestety nadal wielu ateistów pozostaje bezczynnymi, choć z pewnością wasza akcja przyczyniła się ogromnie do aktywizacji wielu z nich. Czy masz inne pomysły na to, by powiedzieć lękającym się, lub lekceważącym problem klerykalizacji naszego kraju ateistom "wyjdźcie z szafy"?

ARW: Wielu ateistów, może nawet połowa, nie chce się ujawniać. Zwyczajnie, po ludzku, boją się reakcji otoczenia. Dopóki nie mają z religią większego problemu nie zauważają jej agresywności. Problemy zaczynają się, kiedy rodzina naciska na ślub, chrzciny, komunię. Kiedy nie chcą dziecka posyłać na religię w przedszkolu i szkole. Nagle okazuje się, że nic się nie może odbyć bez proboszcza a ich nazwisko jest szargane.
JT: Co chciałbyś przekazać ateistom, którzy atakują działania swoich aktywnych kolegów, takie jak Kampania Ateistyczna?
ARW: Musimy sobie zdawać sprawę, że z uwagi na presję otoczenia, świat nadprzyrodzony, w który nie wierzymy zaczyna nas osaczać i staje się coraz bardziej absurdalny. Są tylko dwa wyjścia: albo udawać katolika i żyć w swoistej schizofrenii, albo dumnie wypiąć pierś i krzyknąć – ja nie wierzę w wasze urojenia, dajcie mi żyć po swojemu! Łatwo się domyśleć, którą z postaw popieram i rekomenduję. Ale wracając do kompanii. Zauważono nas nie tylko w naszym kraju, ale i zagranicą. Udzielaliśmy wywiadów dla prawie wszystkich krajów europejskich, były to wywiady prasowe, radiowe i telewizyjne. Mój ojciec (zagorzały katolik) przez miesiąc uważał mnie za wyklętego. Dziś temat religii, między nami, jest raczej tabu… Taki rozejm.
JT: Czy macie kolejne pomysły na propagowanie wolności od religii?

ARW: Kolejna akcja, jaką planujemy jeszcze w tym roku, będzie angażowała wszystkich tych, którzy dziś udzielają się tylko na portalach, stronach i grupach dyskusyjnych. Przygotowujemy listy protestacyjne do Minister Edukacji i Premiera, które będzie można sobie wydrukować i wysłać tradycyjną pocztą na konkretny adres. Protesty i petycje elektroniczne nic nie ważą. Jedno kliknięcie i już ich nie ma! Parę tysięcy listów ma wagę i wymowę. Szczególnie zależy nam na przedszkolach, bo to, co się tam dzieje z nauczaniem religii woła o przysłowiową „pomstę do nieba”! Małe dziecko ma się bawić i uczyć żyć a nie pogłębiać idee boga. Dzieci w wieku przedszkolnym muszą poznawać konsekwencje swoich działań a nie zawierzać opiece aniołków!
JT: Dobrze powiedziane. Niestety, opieka aniołków zdaje się być całkiem poważnie brana pod uwagę w wielu polskich placówkach dydaktycznych...
ARW: Częstym zarzutem pod adresem Fundacji jest to, że używamy religii w hasłach. To rozmyślne działanie, dzięki temu bilbordy są zauważalne i komentowane nawet w mediach katolickich. Niejednokrotnie komentowane idiotycznie z dużą nadinterpretacją, ale cóż, dobrze, że piszą! Nie spodziewamy się, że będą nas kochać. Kolejną sprawą jest to, że żyjemy tu i teraz w konkretnym aspekcie kulturowym. Od dziecka mamy wdrukowywaną religijną retorykę i semantykę, trudno od tego uciec.
JT: Jakie są wasze metody działania? Trzeba przyznać, że jesteście bardzo skuteczni!
ARW: W Fundacji wszyscy angażują się całkowicie społecznie. Nikt nie pobiera żadnego wynagrodzenia a często dokładamy z własnych kieszeni, aby łatwiej i szybciej coś załatwić. Każdy łatwo może to sprawdzić, bo bilanse są jawne. 75 % roboty odwala Prezes Fundacji Dorota Wójcik, to na jej barki spada cała „papierkologia” i biurokracja, bez której nic by się nie udało. Kiedy znajomi pytają mnie - po co to robię? Po co się angażuję, narażam, tracę czas – często odpowiadam, że nie wiem. Zwyczajnie czuję taką potrzebę, nałożyłem na siebie taki obowiązek i wiem, że to, co robię, to co robimy, jest słuszne i potrzebne. Kiedy odbieram telefon od kogoś, kto chce się poskarżyć na to, co go spotyka i jego dziecko w szkole, słyszę wyrzut, że w danym mieście nie ma takiej Fundacji. Ludzie niejednokrotnie myślą, że jesteśmy jakąś rządową agendą do bronienia ich interesów. Na wzór Rzecznika Praw Obywatelskich, że to nasza praca i że mamy walizkę narzędzi, która rozwiąże ich problem. Niestety tak nie jest. Fundacje, stowarzyszenia to my wszyscy, obywatele chcący zmian, chcący poszanowania własnych poglądów i godnego miejsca do życia we własnym kraju. Stąd tak wielka potrzeba skupiania się i wzajemnej walki o zmiany – choćby wysłanie listu za 2 zł. Potrzeba tej odrobiny własnego zaangażowania.
JT: Dziękuję za rozmowę i trzymam za was kciuki, jak chyba większość ateistów w naszym kraju. A każdy, kto chce wesprzeć wasze działania...
ARW: ...znajdzie wszystkie potrzebne informacje na naszej stronie: www.wolnoscodreligii.pl .