
Niedawno pisałem o sądowej batalii, jaką mieli stoczyć w Warszawie aktywiści z wystap.pl w sprawie danych osób niewierzących, przetrzymywanych przez Kościół. Ta batalia zakończyła się zwycięstwem, które niniejszym przedstawiam.
REKLAMA
Oczywiście przypominało to sławny film "Dwunastu gniewnych ludzi", gdzie uczciwy człowiek z ławy przysięgłych powodowany własną pasją przechylił zwycięstwo na stronę sprawiedliwości. W takich bataliach liczą się szczegóły i niuanse prawne, którymi na co dzień zwykły zjadacz chleba niezbyt się przejmuje. Tym większe brawa należą się aktywistom wystap.pl, którzy podjęli się tego trudnego i niewdzięcznego zadania, dla czystej radości bycia odpowiedzialnym obywatelem i zmienienia naszego państwa na lepsze.
Pokrótce mówiąc, wystap.pl chodzi o to, aby z Kościoła można się było wypisać jak z każdej innej organizacji. Aby żaden "mistyk u władzy" nie miał prawa twierdzić (i wdrażać tego w czynach), że wobec ogólnych mechanizmów Rzeczpospolitej Polskiej Kościół jest ponad prawem. W świetle neutralnego światopoglądowo, demokratycznego państwa rząd ma obowiązek patrzeć na wszelkie religie i inne ideologie z zewnątrz. Ma obowiązek chronić prawa obywateli do tego, aby mogli się całkowicie wypisać ze związków wyznaniowych, partii i stowarzyszeń. Aby żadne dane osobowe wypisanych nie były przechowywane w kościołach, partiach i stowarzyszeniach wbrew ich woli, a tym bardziej wbrew ich woli użytkowane. Z perspektywy demokratycznego, neutralnego światopoglądowo państwa nic nie powinno odróżniać Kościoła od Stowarzyszenia Filatelistów, Klubu Kolejarzy, czy Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Ksiądz katolicki nie powinien być dla posła czy ministra (gdy ten jest w pracy!) nikim lepszym i bardziej uprawnionym od prezesa Stowarzyszenia Filatelistów, czy sekretarza Klubu Kolejarzy. Prywatnie oczywiście każdy poseł, czy minister może należeć do Stowarzyszenia Filatelistów, czy Kościoła. Ale w pracy, na ławach sejmowych, nie powinien w żaden sposób narzucać prawu i wszystkim obywatelom filatelistyki, zamiłowania do kolei, czy wiary katolickiej.
Mamy oczywiście konkordat, wpisany w żenujący sposób w konstytucję, w której jest mowa o tym, że stosunki państwa z Kościołem reguluje umowa międzynarodowa, która musi istnieć w świetle konstytucji (Art.25.4.Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy). Nie ma w naszej konstytucji mowy o tym, że na przykład stosunki ze Stowarzyszeniem Filatelistów reguluje "akt filatelistyczny" i dlatego jest to zapis dyskryminacyjny (oczywiście ci moi filateliści to tylko przykład, równie dobrze mogłoby to być Stowarzyszenie Ochrony Polskich Płazów). Gdyby Kościół zmienił nazwę, przestał istnieć, albo podzielił się na różne denominacje, musielibyśmy zmieniać naszą konstytucję, co zdecydowanie nie jest normalne dla niezawisłego państwa, jakim jest Polska... Tym niemniej mamy ów konkordat, zdecydowanie niezbyt symetryczny w sprawie obowiązków państwa i obowiązków Kościoła względem siebie. Nawet jednak ten konkordat, opracowywany z naszej strony przez zespół najwyraźniej ceniący sobie bardziej wiarę katolicką od Rzeczpospolitej Polskiej mówi o rozdziale Państwa od Kościoła. I mimo to w interpretacji i działaniach licznych polskich polityków i urzędników ów zapis jest jeszcze mocniej przekręcany na rzecz Kościoła, co rodzi słuszne pytanie: "czemu panowie zostaliście posłami/urzędnikami, a nie księżmi, czy zakonnikami?".
Przykładem posła, któremu należałoby zadać takie pytanie jest Tadeusz Woźniak, który 26 maja wypowiedział na sali sejmowej (czyli podczas pracy) takie oto słowa: "Niech nikomu na tej sali nie wydaje się, że jest mądrzejszy od pana Boga. Nie zostawiajcie Boga w domu, nie dajcie sobie wmówić, że na tej sali Boga nie ma być." . Czy chcielibyście jechać autobusem prowadzonym przez kierowcę, który zamiast trzymać kierownicę wyplata latające dywany? A co, jeśli przyjdzie inny poseł, hinduista i stwierdzi, że "na tej sali jest bóg Sziwa, nie dajcie sobie wmówić, że go nie ma"... Będą się wtedy boksować z panem Woźniakiem? (Wiara w Sziwę wymaga innych rzeczy niż wiara w Jahwe...). Posłowie Tadeusz Woźniak i (dajmy na to) Chandra Kowalski będą wtedy tworzyć rzeczywistości alternatywne w dziedzinie uchwał?
Wszystko wskazuje na to, że podobne podejście do swoich obowiązków co poseł Tadeusz Woźniak, miał Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych z którym o jego własne prawa musiała walczyć sądownie ekipa aktywistów z wystap.pl. Polegało to na wspieraniu prawnym konkretnych przypadków, konkretnych ludzi walczących o swoje prawa. Chodziło o obywateli żądających postawienia praw obywatelskich, świeckich, ponad prawami Kościoła.
Przykładowo, jedna z tych spraw dotyczyła mężczyzny, który wystąpił z Kościoła katolickiego i chciał, aby proboszcz jego parafii umieścił informację o tym w księdze chrztu. Proboszcz nie miał zamiaru się na to zgodzić. Mężczyzna wniósł zatem skargę do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Żądał, by GIODO nakazał proboszczowi sprostowanie danych zamieszczonych w księdze chrztu. Ku jego zdziwieniu Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych umorzył jednak to postępowanie, gdyż stwierdził, że nie ma kompetencji, by ingerować w zbiory danych prowadzone przez Kościół. Argumentował, że nie pozwala mu na to ustawa o ochronie danych osobowych. GIODO podkreślał, że nieistotne jest to, że mężczyzna nie uważa się już za członka Kościoła.
Jednak, dnia 18 października, sędzia Małgorzata Jaśkowska w uzasadnieniu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego w pięciu połączonych sprawach podkreśliła, że "stosunki między związkiem wyznaniowym a państwem regulowane są na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności, jednakże związki wyznaniowe podlegają jednak przepisom prawa powszechnego. Dlatego wystąpienie z Kościoła katolickiego powinno być rozpatrywane na gruncie prawa powszechnego, ponieważ dotyczy wolności sumienia i wyznania oraz danych osobowych."
Maciej Psyk, założyciel portalu wystap.pl, stwierdził tego dnia w wywiadzie dla Onet.pl, że choć w piątek sąd orzekł tylko w pięciu sprawach, to skala problemu jest większa i dotyczy - w jego ocenie - około stu przypadków.
24 października odbywała się w Naczelnym Sądzie Administracyjnym kolejna batalia z udziałem wystap.pl. Jak donosi ich strona:
"Dzisiaj Naczelny Sąd Administracyjny wydał kolejne trzy wyroki w sprawach dwóch członków naszego ruchu oporu oraz luźno związanego z Wystap.pl Michała J. Okoliczności były identyczne jak podczas piątkowego „maratonu sądowego”. GIODO został potraktowany jak dziecko błądzące w sztucznej, bo samodzielnie zrobionej, mgle, które trzeba naprowadzić na kurs i ścieżkę. Tym samym wynik wojny polsko-wiewiórowskiej wzrósł do 12:0 – i nadal rośnie."
Publicysta wystap.pl podaje następnie ustne uzasadnienie wyroku. Oto jego najistotniejsze fragmenty:
"[...] W rozpoznawanej sprawie, trafnie zostało wywiedzione w skardze kasacyjnej, iż doszło do wadliwego zastosowania prawa materialnego – art. 43 ust. 2 Ustawy o ochronie danych osobowych, który przewiduje ograniczenie kompetencji Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w odniesieniu m.in. do zbiorów prowadzonych przez kościoły i związki wyznaniowe o uregulowanej sytuacji prawnej. Uszło bowiem uwadze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, a stanowisko to bezkrytycznie zaakceptował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, że panowie skarżący – zarówno Pan M. W. jak i Pan W. G. – złożyli oświadczenia woli o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego. Kwestia oświadczeń woli jest regulowana w przepisach Kodeksu Cywilnego – artykułu 60 i następne tejże Ustawy. Te oświadczenia woli – ponieważ trudno w tej chwili mówić czy skuteczne, czy nieskuteczne, albowiem nie zostały ocenione tak przez organ jak i przez sąd I instancji – stanowią istotny dowód w sprawie, od oceny którego zależy przesądzenie, czy art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych znajduje zastosowanie, a więc GIODO nie ma kompetencji i ta decyzja o umorzeniu postępowania nie naruszałaby prawa, czy też – do czego GIODO, o czym była mowa na wcześniejszych wystąpieniach, gdzie uzasadnienie przedstawiała Pani prof. Jaśkowska – GIODO oceniając, bo ma takie kompetencje do tego jako organ administracji publicznej, który działa na podstawie prawa i stosuje to prawo, a więc również te wszystkie zasady, które określone są w Kodeksie postępowania administracyjnego, a które dotyczą oceny materiału dowodowego, ma obowiązek ocenić nie w aspekcie prawa kościelnego, bo tego nie może robić uwzględniając autonomię Kościoła, ale w aspekcie prawa powszechnie obowiązującego, do którego stosowania – jak wszystkie organy – jest zobowiązany. W związku z tym wadliwie zastosowano przepis art. 43 ust. 2 i umorzono postępowanie jakby nie zajmując się istotnym problemem. Jeżeli obywatel ma prawo wolności wyznania, doboru religii, to nie może to być przez organy, które stoją na straży tego prawa ignorowane i pomijane. Również ogromnym błędem w ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego jest stwierdzenie przez Wojewódzki Sąd Administracyjny [w Warszawie] w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku – bo łamie to tutaj wszelkie normy konstytucyjne i innych ustaw – że te oświadczenia są niczym, w aspekcie tego, że każdy z nas ma prawo wyboru do jakiego kościoła będzie należał, czy będzie należał, jaką religię będzie wyznawał."
Linki:
