
Niestety, apelacja posłów Twojego Ruchu od niekorzystnego styczniowego wyroku została 9 grudnia odrzucona przez Sąd Apelacyjny w Warszawie. Być może posąg Ateny rozwiąże ten problem.
REKLAMA
Sędzina Edyta Jefimko, dzięki której wyrok sprzyjający obecności krzyża w sejmie stał się prawomocny, stwierdziła, iż: "wolność religijna ma wymiar nie tylko prywatny, ale też publiczny". Medytując nad tym orzeczeniem, choć sam jestem ateistą, nie mogę się doczekać, aż polscy sataniści skorzystają z tego wymiaru publicznego wolności religijnej i umieszczą w sejmie swoje symbole. Liczę też na hinduistów, którzy mają w panteonie swojej religii bardzo wielu bogów. Ściany sejmu czekają!
Wydaje mi się, że w wyroku sędziny przepadł gdzieś aspekt mówiący o tym, że sejm jest własnością całego narodu polskiego, a nie określonej grupy posłów. Narzucanie wszystkim symbolu religii chrześcijańskiej w miejscu, gdzie zapadają najważniejsze dla naszego kraju decyzje, jest wysoce nieetyczne i sprzeczne z demokracją. Oczywiście ktoś może stwierdzić, iż większość utożsamia się z religią chrześcijańską, jednakże demokracja nie polega tylko i wyłącznie na narzucaniu dowolnych osądów większości. Z pewnością też w przestrzeni państwowej nie powinny być promowane ideologie, których prawdziwość w żaden sposób nie jest dowiedziona. Gdyby przykładowo większość Polaków stwierdziła, że ziemia jest płaska w ankiecie internetowej, nie powinno się mimo wszystko przejść od razu do delegalizacji globusów...
Religie mają to do siebie iż postulują "jedyną prawdziwość" swoich tez. Chrześcijaństwo, islam, czy zaratustrianizm mówią, iż tylko one (a każda mówi za siebie) znają jedyną prawdziwą drogę w życiu, oraz główny sens istnienia. Pewność siebie religii nie jest oparta na żadnych faktach, na żadnym sceptycznym wnioskowaniu. Jedyną podstawą dla absolutystycznych twierdzeń religii są dogmaty. Jedynym powodem dla którego Jan Kowalski uważa, iż Jezus jest bogiem, a hinduski bóg Sziwa wymysłem jest to, że urodził się nad Wisłą, a nie nad Gangesem. Uleganie retoryce tego typu w sejmie z pewnością nie wiedzie do żadnej nowoczesnej demokracji.
Publiczny wymiar wolności religijnej postulowany przez sędzinę Edytę Jefimko nie uwzględnia niestety publicznych wymiarów dla innych wolności, niż te wyznaniowe. Przykładowo, czy poseł mógłby powiesić na ścianie wielki obraz Kazimierza Łyszczyńskiego, wybitnego polskiego ateisty z XVII wieku, przedstawiający jego egzekucję za ateizm na warszawskim Rynku? Czy ten obraz by został na sejmowej ścianie? Czy też można by go zdjąć? Czy z kolei zdjęcie krzyża ze ścian sejmowych byłoby przestępstwem zdaniem sądu? Niestety, przypuszczam, że nawet gdyby nie było (na co, moim zdaniem, wszystko wskazuje), te same grupy polityczne wieszałyby krzyż z powrotem. W końcu już niejeden poseł pouczał w godzinach swej pracy Polaków, iż "w sejmie znajduje się bóg Jahwe", były też modlitwy o deszcz, niestety również związane z "jedynie słuszną religią". Gdyby choć te modlitwy odprawiali przynajmniej jacyś Polacy indiańskiego pochodzenia z szamańskimi grzechotkami, byłby to przynajmniej jakiś krok w stronę pluralizmu w Polsce, choć jako ateista nie życzę sobie w sejmie ani krzyży, ani grzechotek.
Odrzucając dalej apelację posłów Armanda Ryfińskiego, Romana Kotlińskiego i Janusza Palikota, sąd uznał, iż krzyż wywieszony w przestrzeni publicznej nie powoduje szkody u osób dojrzałych, o wyrobionych światopoglądzie, jakimi są posłowie. Ciekaw jestem, czy ma to jakieś szersze konotacje. Czy w związku z tym możemy w przestrzeniach publicznych, gdzie obradują ludzie dorośli, wieszać dowolne symbole i dowolne przedstawienia? Nie zachęcam oczywiście do wieszania w miejscach publicznych nazistowskich swastyk, ale faktem jest, iż one również "nie powodują szkody u osób dorosłych, o wyrobionym światopoglądzie". Przecież widząc swastykę nie staniemy się nazistami... Lecz mimo to, jak przypuszczam, większość z nas nie chciałaby jej widzieć w polskim sejmie...
Innym ważkim argumentem sądu było to, iż krzyż nie jest tylko symbolem religijnym, lecz także jest symbolem kultury i tożsamości narodowej. To stary już argument w takich sporach. Był wykorzystany w walce o uwolnienie szkół od krzyży we Włoszech przez przeciwników tej wolności. Cóż - przypomnę raz jeszcze - większość wrogów Polski na przestrzeni ostatnich dziesięciu wieków też posługiwała się krzyżem jako swoim logo. Wszyscy nasi rozbiorcy posługiwali się krzyżem. Armia niemiecka, która wkroczyła do Polski w 1939 roku to byli w ogromnej swej większości protestanci, albo katolicy. Biskupi Kościoła niemieckiego modlili się za sukces zdobywców Warszawy. Krzyż był częścią tożsamości rosyjskich zaborców, habsburskich zarządców Małopolski, krzyż nosił na swej piersi ksiądz Jozef Tiso, przywódca nazistowskiej Słowacji, która była wręcz nadgorliwa w wysyłaniu Żydów do obozów zagłady. Podczas II Wojny Światowej rzeczywista tożsamość narodu polskiego była zagrożona. Kto wie, co by było, gdyby wojna ciągnęła się jeszcze 15 lat? Czy w ogóle byśmy przetrwali? Ksiądz Jozef Tiso dopełniał nazistowskich kleszczy, które zacisnęły się na granicach przedwojennej Polski. 1 września 1939 roku jako premier słowacki, ksiądz Josef Tiso wydał swoim oddziałom rozkaz zaatakowania Polski bez uprzedniego wypowiedzenia jej wojny, co motywował rzekomym zagrożeniem Słowacji przez armię polską. Słowackie siły zbrojne, dowodzone przez Ferdinanda Čatloša zaatakowały Polskę o godzinie 5.00 siłą trzech dywizji wkraczając na Podhale i w rejony bieszczadzkie. Z pewnością elementem tożsamości głównodowodzących tej armii był również krzyż.
Uważam, że to, co stanowić powinno o odniesieniu do polskiej kultury i tożsamości, już się w sejmie znajduje. Jest to nasze godło - orzeł biały. Inne symbole mogą tylko dzielić, zaświadczając o pozamerytorycznej dominacji jednych frakcji nad drugimi. To rzeczywiście utrudnia rzetelne funkcjonowanie parlamentu. Lecz jeśli ktoś upiera się przy innych niż godło polskie symbolach tożsamości w sejmie, to czemu nie bogini Atena? Była wszakże patronką Aten, które stanowiły kuźnię pierwszej znaczącej europejskiej demokracji. Atena jest też znacznie bardziej uniwersalną patronką cywilizacji europejskiej niż krzyż. To co się działo w tym małym kraiku, stało się podłożem dla cywilizacji rzymskiej, z której wyrastamy. Czemu zatem nie ustawić wielkiego posągu Ateny przed mównicą sejmową, tak aby część posłów zamiast oglądać kolegę modlącego się o deszcz do boga Jahwe, mogła studiować klasyczne rysy wykutej w marmurze Pallas?
Posłowie Twojego Ruchu będą najpewniej odwoływać się do Strasburga w sprawie krzyża. Nie wiadomo, jak zachowa się Unia. Wyrok włoski budzi pewne obawy. Ale oczywiście - trzymam kciuki!
