
Ministerstwo Edukacji Narodowej uznało za dopuszczalne zapisy w regulaminie stołówki szkolnej wzywające do modlitwy przed posiłkami i po nich. Wobec tej decyzji protestują dr Tomasz Kalbarczyk, przewodniczący lubelskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, filozof i nauczyciel etyki, oraz Dorota Wójcik z ramienia Fundacji Wolność od Religii.
REKLAMA
Dr Tomasz Kalbarczyk, który publicznie poruszył ten temat, stwierdził wywiadzie dla Wyborczej:
"Jestem zdziwiony odpowiedzią ministerstwa. Rada rodziców jest w szkole potrzebna, powinna mieć swoją autonomię, ale wszystko ma swoje granice. Nie powinno być tak, że rada rodziców sankcjonuje rozwiązania ewidentnie dla dzieci krzywdzące, a ministerstwo czy organy kontrolne w szkolnictwie umywają ręce i nie zajmują się sprawą, powołując się na autonomię szkoły i rady rodziców. Nikt nie chce tu zabraniać modlitwy ani wprowadzać cenzury, jak to jest niekiedy przedstawiane. Ze strony internetowej szkoły można się dowiedzieć, że dyrekcja szkoły od miesięcy prowadzi kampanię, angażując m.in. inne szkoły i katolickie organizacje prawnicze w obronie zapisu w regulaminie stołówki, którego nie sposób interpretować inaczej niż jako obraźliwe stwierdzenie, że dzieci, które się nie modlą, są pozbawione kultury osobistej. Dlaczego w tej sprawie władze szkoły są tak nieugięte i zaangażowane? Czy naprawdę nie można uszanować praw mniejszości?"
Na tablicy w Szkole Podstawowej nr.51 w Lublinie, czytamy sformułowania, które oburzyły etyka:
"Zasady kulturalnego spożywania posiłków w stołówce szkolnej:
Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu (największymi literami)
Pilnuję abonamentu/karty na stołówkę
Myję ręce przed posiłkiem
W stołówce poruszam się spokojnie
[...]"
Pamiętam o modlitwie przed i po jedzeniu (największymi literami)
Pilnuję abonamentu/karty na stołówkę
Myję ręce przed posiłkiem
W stołówce poruszam się spokojnie
[...]"
Tablica jest wielka, umieszczona wysoko i w widocznym miejscu, o przybliżonych rozmiarach metr wysokości na sześć metrów szerokości.
Wygląda na to, że część dyrekcji publicznej szkoły zaangażowana jest silnie i za pieniądze podatników w ewangelizację, choć szkoła nie ma oficjalnie charakteru wyznaniowego. Nie jest to szkoła katolicka, do której zapisują swoje dzieci rodzice świadomi takiego profilu nauczania. Nawet w tym wypadku pozostaje wątpliwość co do tego, na ile etyczne jest decydowanie przez rodziców za dziecko o tym, że musi mieć edukację katolicką, żydowską, lub muzułmańską w szkole wyznaniowej. Czy dziecko nie ma prawa dorosnąć i wtedy dopiero obrać z wolnej woli własnego światopoglądu? Czy powinno być indoktrynowane w dzieciństwie? Zdarzają się wypadki zapisywania przez rodziców dzieci do szkół religijnych, gdy ci zorientują się, iż latorośl wyraża sceptycyzm wobec "jedynie słusznej wiary". Jednak w Polsce nawet nie trzeba szkół wyznaniowych, starczą niektóre z tych państwowych, profilowane religijnie pod wpływem prywatnych światopoglądów ich dyrekcji, jak i niekiedy woli większości rodziców wykraczającej poza to, o czym można decydować w dydaktyce państwowej świeckiego kraju. Rady Rodziców czyniące szkołami wyznaniowymi placówki państwowe nie są też obyte z demokracją, gdyż bez żadnych moralnych hamulców po prostu zwalczają mniejszości światopoglądowe, czyniąc dzieci wielu innych rodziców uczniami drugiej kategorii.
Oczywiście "jedynie słusznych wiar" na Ziemi są tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy i większość z nich wyklucza siebie nawzajem. Tablica w lubelskiej szkole państwowej neguje nawet ten element pluralizmu, gdyż modlitwa przed i po jedzeniu nie jest wcale zwyczajem charakterystycznym dla wszystkich religii. Przykładowo w islamie mamy pięć głównych modlitw dziennie, które nie są uzależnione od posiłków. W dżinizmie posiłki traktowane są jako nieszczęsne uwikłanie niematerialnej, podlegającej reinkarnacji duszy w materialny świat. Dżiniści nie tylko są wegetarianami zdecydowanymi na to, by nie zabijać zwierząt dla potrzeb dietetycznych. Ograniczają też spożycie zbóż i wszelkich potraw, które w świetle ich mitologii są zalążkami życia. Jedzenie nie jest przez nich traktowane jako dar od kontrolującego wszystko Wielkiego Brata w niebie. Nawoływanie do modlitwy w stołówce szkoły państwowej ma charakter dyskryminacyjny wobec ateistów i wyznawców wielu innych niż chrześcijaństwo religii. Dzieci z wielu niechrześcijańskich rodzin, choć ich rodzice tak samo jak wszyscy utrzymują z podatków państwowe szkolnictwo, są narażone na napiętnowanie w państwowej szkole.
Rzecznik prasowy MEN, Grzegorz Łacheta poinformował Dorotę Wójcik, prezeskę Fundacji Wolność od Religii, że ministerstwo nie będzie ingerować w tę sprawę.
"Zostanie tak, jak jest. Dajemy autonomię, szczególnie że rodzice sami zdecydowali, że tablica ma pozostać. Szanujemy to"
Pojawia się pytanie, czy Rada Rodziców w państwowej szkole mogłaby również uchwalić obowiązek przyjmowania do szkoły dzieci tylko z katolickich rodzin? I co wtedy stwierdziłby pan Grzegorz Łacheta?
Fundacja Wolność od Religii i lubelski oddział Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów nie mają się jednak zamiaru poddać. Czekają na oficjalną odpowiedź od ministra MEN i jeśli owa odpowiedź nie będzie zgodna z zasadami naszej konstytucji i demokracji, mają zamiar zwrócić się do premiera.
Najsmutniejsze jest to, że wielu ludzi w Polsce nie dostrzega dyskryminacji na tle religijnym, jaka stale ma miejsce w naszym kraju. Ateistyczne Billboardy wieszane przez Fundację Wolność od Religii komercyjnie i poza państwowymi instytucjami były często urzędowo usuwane. Na przykład z terenu szkoły przeznaczonego przez nią na reklamę komercyjną widoczną z ulic, a nie dla uczniów. Tymczasem nawoływanie do obrzędów chrześcijańskich w stołówce państwowej szkoły wydaje się wielu Polakom czym naturalnym, niewartym wzmianki. Być może nasi katoliccy współobywatele powinni wysilić wyobraźnię i zastanowić się, co by było, gdyby w jakiejś szkole Rada Rodziców nie podzielała ich wierzeń. Czy czuliby się dobrze, gdyby ich dzieci zmuszane były w szkolnej stołówce do rytuałów muzułmańskich, hinduistycznych, bądź nawet wudu? Żyjemy w globalnej wiosce, obywatelstwo polskie przyjmuje coraz więcej osób nie urodzonych w Polsce. Wielu z nich staje się wartościowymi obywatelami naszego kraju. Ale jeśli, jako społeczeństwo, przyzwolimy na dyskryminację na tle religijnym w państwowych szkołach, to kiedyś na pewno ucierpi na tym również obecna większość wyznaniowa.
Źródła:
