Kult cierpienia pojawia się też w hinduizmie
Kult cierpienia pojawia się też w hinduizmie

Ten dylemat jest związany z kilkoma religiami. Czy pomagając biednym okazuje się w nich miłosierdzie, czy też czci się biedę i wyniszczenie człowieka dla nich samych. W przypadku katolicyzmu ten dylemat często wraca przy okazji św. Teresy z Kalkuty.

REKLAMA
W piśmie Humanist ukazał się wywiad z Hemleyem Gonzalezem, założycielem organizacji non-profit Responsible Charity (Odpowiedzialna Dobroczynność). Wywiad został opublikowany w tłumaczeniu na polski w "Listach z naszego sadu". "Odpowiedzialna Dobroczynność" została założona w Indiach w 2009 roku. Celami RC są przede wszystkim „edukacja, świadome rodzicielstwo i samozatrudnienie". Są to zagadnienia ogromnie w Indiach istotne, gdyż często dobroczynność w tym kraju służy tylko i wyłącznie przyciąganiu wyznawców. Świetnym przykładem na to zjawisko była kariera Sathya Sai Baby, którego głównym krokiem na drodze do sławy jako "wcielenia boga na Ziemi", było ufundowanie Szpitala w Puttaparti. Pieniądze na ten obiekt wyłożył amerykański milioner Isaac Tigrett, założyciel sieci restauracji Hard Rock Cafe. Trudno było o lepszą drogę do ubóstwienia dla człowieka, który pozyskiwał sobie wiarę naiwnych mieszkańców Zachodu "mądrościami" znanymi każdemu uczniowi szkoły podstawowej w Indiach, oraz zwykłymi magicznymi sztuczkami, polegającymi na chowaniu do rękawa i "przywoływaniu z pustki" różnych przedmiotów.
Katolicyzm nie ma w świadomości wielu Hindusów dobrej marki. Wprawdzie obok katolickiej katedry w Delhi znajdziemy całkiem artystycznie udany pomnik Jana Pawła II, to jednak główny katolicki obszar kraju, jakim jest położony na południowym wschodzie Subkontynentu stan Goa, posiada krwawą i niezbyt miłą historię. Goa założyli Portugalczycy i bardzo szybko, w przeciwieństwie do większości muzułmańskich i anglikańskich zdobywców, zadbali o "czystość religijną" podbitego obszaru. Wyznawców innych religii zabijano, torturowano, oraz poniżano. Już po wprowadzeniu "jedynie słusznej wiary" działała pełną parą inkwizycja, pilnująca czystości wiary i stosująca przerażające praktyki, z których słynęła nie tylko w Europie, ale - jak widzimy - na całym świecie.
Uczynienie zatem świętą Matki Teresy z Kalkuty miało bez wątpienia również polityczny wymiar. Nagle ta jedna postać - ikona stała się, obok Mahatmy Gandhiego i Nehru, jednym z bardzo rozpoznawalnych symboli Indii i całego "Trzeciego Świata". Oficjalne określenie "z Kalkuty" przesłoniło w oczach setek milionów odbiorców nieciekawą historię katolicyzmu w Indiach, które przecież znały różnych religijnych zdobywców, ale mało kiedy tak bezwzględnych jak katolicy w Goa.
Hemley Gonzalez, bohater wywiadu dla "Humanist", miał okazję pracować w jednym z domów Misjonarek Miłości, organizacji założonej przez Matkę Teresą i kontynuującej jej metody postępowania z chorymi i biednymi. Tak o tym mówił w wywiadzie:
Przez dwa miesiące w 2008 roku pracowałem jako wolontariusz w jednym z domów Matki Teresy dla ubogich w Kalkucie, w Indiach. Byłem zszokowany, gdy odkryłem, w jak przerażająco niedbały sposób organizacja jest prowadzona, rzeczywistość jest odwrotnością tego, w jaki sposób opinia publiczna postrzega ich pracę.
Pracownicy płukali igły pod wodą z kranu, po czym używali ich ponownie. Leki i inne środki były magazynowane tak długo, aż kończył się ich termin ważności i nadal były sporadycznie podawane pacjentom. Wolontariusze, bądź to słabo przeszkoleni, bądź bez żadnego przygotowania, wykonywali ryzykowne prace przy pacjentach z wysoce zakaźną gruźlicą i innymi zagrażającymi życiu chorobami. Osoby kierujące organizacją odmawiały przyjmowania oraz stosowania medycznego sprzętu i urządzeń, które mogłyby bezpiecznie ułatwić proces leczenia i ratowania życia.
Po dalszym śledztwie zrozumiałem, że to, czego byłem świadkiem, zakwalifikować można jako systematyczne gwałcenie praw człowieka oraz gigantyczne oszustwo finansowe.
W Indiach rzeczywiście panują trudne warunki. Istniejący od starożytności system kastowy, mozolnie zwalczany przez świeckie w swoich fundamentach państwo, sprawia, że ludzie nie troszczą się o przedstawicieli innych kast. W dominującym hinduizmie wierzy się w reinkarnację, oraz w to, że następne wcielenie zależy od uczynków w poprzednich wcieleniach. Gdy ktoś rodzi się biedakiem z biednej kasty, wielu ortodoksyjnych hinduistów zakłada, iż "sam sobie na to zasłużył grzechami z poprzednich wcieleń". Z tego punktu widzenia wykluczonym nie należy pomagać, jest to wręcz niewłaściwe. Tym niemniej nie brakuje w Indiach organizacji świeckich (takich jak ta Gonzalesa) i prowadzonych przez liberalnych hinduistów, muzułmanów i chrześcijan, w których praktyki stosowane przez Misjonarki Miłości są nie do pomyślenia. Tymczasem Hemley Gonzalez sugeruje w wywiadzie, iż są to działania w zasadzie celowe i mają podłoże w koncepcji Matki Teresy z Kalkuty:
Będąc zdecydowaną przeciwniczką planowania rodziny, modernizacji sprzętu oraz innych inicjatyw skierowanych na rozwiązywanie problemów, Matka Teresa nie tyle pomagała ubogim, ile propagowała ubóstwo. Podczas rozmowy przyznała, że ponad 23 tysiące osób zmarło w domu, w którym pracowałem. Tak jakby chwaliła się tą liczbą i nie zauważała ogromu niepotrzebnych śmierci.
Często powtarzała, że nie jest pracownikiem opieki społecznej, a jej następcy mówią to samo i dzisiaj. Można więc zapytać, co stanowi ich motywację? Jak mantrę powtarzają swoje niepokojące przekonanie, że cierpienie i ubóstwo są drogą wielbienia Boga.
Stworzyłem na Facebooku grupę „STOP dla Misjonarek Miłości”, by otwarcie potępić ich pracę i jednocześnie uświadomić niczego niepodejrzewającym darczyńcom, w jaki sposób ich przekazane w dobrej wierze darowizny są na co dzień wykorzystywane. Ujawniając te fakty dotyczące działalności Misjonarek Miłości i podobnych organizacji, jednocześnie możemy wskazać darczyńcom inne, bardziej odpowiedzialne, godne zaufania instytucje z przejrzystymi finansami
Christopher Hitchens, w swojej książce "The Missionary Position. Mother Teresa in Theory and Practice", która ukazała się w języku polskim w 2001 roku pod tytułem "Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce" w przekładzie Andrzeja Dominiczaka, dokładnie przebadał kwestię tego, iż większość pieniędzy przeznaczonych na biednych i chorych Matka Teresa odkładała, lub przeznaczała na inne cele, być może - jak sugerował autor - w celu budowania swojej pozycji w kościelnej hierarchii.
Jednak, nie to nawet jest najważniejsze, przynajmniej z perspektywy tego artykułu. Najważniejsze jest pytanie o to, czy chodzi o miłosierdzie, czy o kult cierpienia? Czy osoby biedne, oraz chore nie są używane jako swego rodzaju bezosobowe obiekty służące religijnym praktykom, drodze ku "świętości"? Informacje docierające ze środowiska Misjonarek Miłości zdają się potwierdzać tę tezę, podobnie jak liczne archiwalne wypowiedzi Matki Teresy z Kalkuty.
Z perspektywy większości hinduistów mieszkających w Indiach chrześcijaństwo bywa groźną i mroczną religią. Nie chodzi tylko o krwawe ślady na kartach historii Subkontynentu, ale o sam obiekt czci. Politeiści czczący przeważnie radosnych i malowniczych bogów nie potrafią zazwyczaj zrozumieć tego, jak można czcić zmasakrowanego, martwego boga - człowieka, przybitego do krzyża. Uważają, moim zdaniem nie bez racji, iż tego typu adresat kultu może budować w wyznawcy negatywne podejście do życia i kult cierpienia. Ów kult cierpienia zauważają u Misjonarek Miłości Hitchens i ostatnio Gonzalez.
Oczywiście w Indiach znajdziemy wszystko, zatem mały ułamek mieszkańców Indii nie związanych z chrześcijaństwem również wie, o co może chodzić z tym "kultem cierpienia". W hinduizmie istnieją nurty podobne nieco do chrześcijańskiego czczenia męczeńskiej śmierci boga, choć są dość marginalne, jednym z nich jest na przykład kult Bogini Matki pod postacią martwej Tary (sam kult Bogini Matki jest bardzo popularny, ale ma tysiące szkół, w większości dość optymistycznych). Jedna z legend mówi, iż Tara rzuciła się w ogień, aby ratować honor swojego męża, boga Sziwy, który nie został zaproszony na ofiarę Dakszy. Sziwa, gdy się o tym dowiedział, porwał jej zwęglone ciało i zrozpaczony zaczął niszczyć świat. Aby to zatrzymać, bóg Wisznu rzucił słonecznym dyskiem w ciało Tary i jej rozerwane szczątki wylądowały w różnych miejscach Indii. Sziwa przerwał zniszczenie, aby strzec resztek zmarłej małżonki. Przy postulowanych przez mit szczątkach Tary powstały tarapath, czyli "punkty mocy Tary". W ten sposób stosunkowo nieliczne grupy hinduistów czczą martwą Tarę, co ma związek z samookaleczaniem się, kultem cierpienia, a w przeszłości nawet z ofiarami z ludzi. Przed posągami bogini Kali (już nie tylko w aspekcie Tary) ustawia się często kamienie, o które wierny kaleczy swoją głowę do krwi, aby uzyskać spełnienie modlitwy. Jak więc widać, cierpiący/martwy bóg/bogini będący w centrum danych wierzeń może owocować postawami drastycznymi, oznaczającymi kult cierpienia. Ów kult, realizowany własnym kosztem, sprowadza się do praktyk ascetycznych, do umartwiania ciała etc. To też ma, moim zdaniem, niezbyt ciekawy wymiar etyczny, gdyż mamy tylko to jedno życie i warto coś w nim zrobić dla innych. Uważam, że umartwianie ciała dla własnego "duchowego" rozwoju jest często przejawem egotyzmu, na co łatwo podać przykłady pochodzące z wielu religii. Gorzej, jeśli kult cierpienia realizowany jest poprzez drugą osobę, niekoniecznie się na to zgadzającą, na co zwracają uwagę Hitchens i Gonzalez.
Wydawać by się mogło, że powinien być to ogólnie ważny temat dla katolików. Niestety, ich przywódca, papież Franciszek, nie mówi o Matce Teresie z Kalkuty niczego, co wybiegałoby poza wygodną dla Kościoła linię. Podczas lipcowej pielgrzymki w Rio de Janeiro papież powołał się na słowa, które brzmią co najmniej niejednoznacznie dla krytyków Matki Teresy z Kalkuty: „Powinnyśmy być bardzo dumne z naszego powołania, które daje nam możliwość służenia Chrystusowi w ubogich". Ubogi wydaje się być w tych słowach obiektem medytacyjnym, a nie podmiotem, do którego zwracają się osoby chcące rzeczywiście pomóc.
Polecane źródła: