Fantazja na temat celu następnej dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Fantazja na temat celu następnej dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jacek Tabisz

Sześć milionów złotych to jedna z rekordowych dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dotacja ta, omijając zabytki, muzea, sale koncertowe, wydawnictwa artystyczne poszła na monumentalny klub katolików.

REKLAMA
Dlaczego piszę o klubie? W końcu oficjalna nazwa brzmi: "Świątynia Opatrzności Bożej". Być może nazywanie świątyni klubem jest nie na miejscu? No cóż, całkiem możliwe, że tak jest dla członków tego klubu. Ale dla osób patrzących z zewnątrz, płacących również podatki, to tylko klub. Miejsce hermetyczne, z którego korzystać będą tylko i wyłącznie posiadacze "jedynie słusznej wiary". Nie będzie przecież oceniana artystyczna strona mszy. Publiczność nie będzie gwizdać, gdy ksiądz zaintonuje coś fałszywie. Bo nie o sztukę, czy kulturę chodzi w przypadku dotowania Świątyni Opatrzności Bożej pieniędzmi ludzi wierzących i ateistów, pieniędzmi katolików i niekatolików. Chodzi o władzę, o dominację. Minister Zdrojewski, wrocławianin, podobnie jak ja, zna z pewnością historię zdobycia ostatecznej władzy we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku przez katolików po wojnie Trzydziestoletniej.
Wtedy nie ucierpieli wprawdzie ateiści (bo nie wolno było być oficjalnie ateistą, podobnie jak obecnie w Afganistanie, czy na Malediwach (tzw. Wyspy Niejedźcietam) ), ale protestanci. Na całym Dolnym Śląsku zaczęły powstawać gigantyczne konstrukcje katolickie, maksymalnie wysokie i przytłaczające. Pieniądze brano oczywiście od przegranych. Tylko. że Świecka Europa i Świecka Polska nie przegrywają, Panie Ministrze Zdrojewski. Rozumiem, że przed zbliżającymi się wyborami do europarlamentu i, później, do samorządów, niektórych polityków kuszą hojne podarki dla Kościoła. Pana Ministra dodatkowo kusi zapewne możliwość stania się drugą św. Jadwigą Śląską, fundatorką ultrakosztownego klasztoru w podwrocławskiej Trzebnicy, przedstawianą z owym przybytkiem w dłoni na rzeźbach kultowych. Kościół klasztorny miał ściany wykładane złotymi płytkami i wielkie witraże, do których użyto wielu kilogramów kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Ale to było w XII wieku Panie Ministrze. Na szczęście mieszkańcy Polski i Europy zmądrzeli trochę od tego czasu, choć nie przetrwały ubogie lepianki żyjących nieraz jak niewolnicy średniowiecznych podatników, wznoszących chcąc nie chcąc owe trzebnickie cuda.
Jak czytamy w Polityce:
"Być może oburzenie byłoby także mniejsze, gdyby uradowanych wsparciem ministra było więcej. Tymczasem wniosków o dotacje w ramach Programów Ministra złożono ponad dziewięć tysięcy, a dofinansowanie otrzymało ponad 1,8 tys., a więc około 20 proc. Za pozostałymi siedmioma tysiącami stoi potężna rzesza sfrustrowanych wydawców, animatorów kultury, dyrektorów teatrów i filharmonii, szefów muzeów, twórców itd. Być może oburzenie byłoby mniejsze, gdyby nie proporcje. 6 mln zł na Świątynię Opatrzności to trzy razy więcej niż minister dał na całą ochronę zabytków archeologicznych, dwa razy więcej niż na wszystkie kolekcje muzealne i tylko nieco mniej niż przeznaczono na infrastrukturę działających w kraju domów kultury."
Czyli Świątynia Opatrzności Bożej jest dla Pana Ministra warta tylko nieco mniej, niż kwoty przeznaczone na infrastrukturę WSZYSTKICH polskich domów kultury. Nie wspomnę już nawet o festiwalu Wratislavii Cantans, który obecnie podupada z braku środków, a tam przecież nieraz możemy słuchać arcydzieł muzyki sakralnej, które wypada dotować Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bowiem są dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla członków katolickiego klubu. Ja sam, będąc ateistą, chętnie słucham na festiwalu dzieł religijnych Haendla, czy księdza Vivaldiego. Dzieła te oferują bowiem coś więcej niż tylko kult "jedynie słusznych prawd". Oferują głębokie doznania estetyczne, dla których przeżywania nie trzeba być katolikiem.
A może by tak choć kino, Panie Ministrze Zdrojewski? Wprawdzie sześć milionów złotych dotacji na kino to lekkie szaleństwo, ale i tak, moim zdaniem, znacznie mniejsze, niż na przestrzeń czysto kultową, obojętną dla wielu obywateli kraju. Gdyby tak Świątynia Opatrzności Bożej do południa służyła za klub dla wybranych, a od południa była kinem? Nie... Oczywiście, to niemożliwe. Świątynie są zdaniem ich ekskluzywnych użytkowników święte, specjalnie konsekruje się je sprowadzając szczątki świętych. Jesteśmy pod tym względem gorsi od możnych Otomańskich. W dawnej Turcji wielkie fundacje meczetowo - grobowe były połączone choć z bibliotekami, szkołami, a nawet bazarami. Katolickiej świątyni nie można połączyć z kinem, czy galerią handlową. Nie można jej uczynić miejscem dostępnym dla wszystkich podatników, których pieniądze wrzucił Pan Minister na przedwyborczą tacę.
W związku z czym nie tylko Pan Minister Bogdan Zdrojewski, ale również i inni wrocławianie muszą częściej odwiedzać naszą piękną stolicę. Nie wiem, jak Wy, ale ja będę, jeśli pociąg nie ulegnie (sorry ;-) ) jakiemuś zjawisku pogodowemu, na manifestacji „Kultura zamiast kultu”, która odbędzie się 15 lutego o godzinie 15. Wydarzenie, organizowane przez Europa Plus Twój Ruch, zacznie się pod Ministerstwem Kultury (ul. Krakowskie Przedmieście 15/17) po czym nastąpi krótki spacer (około 700 m) pod Pałac arcybiskupów Warszewskich (ul Miodowa 17). Przyznam, że wolałbym pochodzić sobie w tym czasie po Parku Łazienkowskim z muzyką Chopina płynącą ze słuchawek, ale właśnie to się nam odbiera. Aż strach pomyśleć, co można by zrobić dla wspaniałych Łazienek, czy dla młodych polskich pianistów za te sześć milionów...
Polecane: