
W ostatnich dniach tak wiele się działo na naszej scenie laickiej, że postanowiłem poświęcić ten artykuł przemyśleniom dotyczącym wydarzeń, które mogły zostać słabiej zauważone przez media. Możliwa się staje też dla mnie refleksja nad formą promowania ateizmu, która jest mi najbliższa.
REKLAMA
I chyba zacznę od tego ostatniego. Wielu polskich ateistów wciąż ma wrażenie, że nie mamy w naszym kraju odpowiedników Hitchensa, Harrisa czy Dawkinsa, krajowych odpowiedników sławnych nowych ateistów z kręgu kultury anglosaskiej. Ich siłą jest to, że potrafią (w przypadku Christophera Hitchensa niestety czas przeszły) oni naprawdę mocno krytykować religię, a jednocześnie nie atakują ludzi. Żelazna logika i humor demaskują w ich wypadku żałosny charakter "jedynie prawdziwych" mitów, a jednocześnie nie ma w tym nic wulgarnego i dogmatycznego w drugą stronę.
Twierdzenia, iż każdy ksiądz to tłusty cwaniak jeżdżący mercedesem, że każdy teista to wariat, że jesteśmy pod okupacją Watykanu, to wcale nie jest mocna i trafiająca w sedno krytyka religii. Są księża którzy autentycznie wierzą w katolicyzm (nie wiem jak duży to odsetek, ale są...), co wcale nie zawsze jest "lepsze" od postaw księży mających dystans do wierzeń, które propagują. Są oczywiście księża żyjący skromnie, choć rzeczywiście w Polsce Kościół ma znacznie bardziej feudalny charakter, niż w większości państw europejskich. Jeśli chodzi o teistów, to moim zdaniem wiara w "jedynie prawdziwe" mity rzeczywiście jest nienajlepszą receptą na w pełni sprawny ogląd rzeczywistości. Ale kto z nas jest na 100% racjonalny? Przecież istota ludzka nie składa się tylko z odpowiedzi na kwestię "czy bóg jest, czy go nie ma". Do silnej wiary w religijny mit człowiek mocno wierzący stara się naginać rzeczywistość. Wręcz celowo unika informacji mogących podważyć jego wiarę. Informacji, ale też i "niepokojących" ludzi. Mnie też się kilka razy zdarzyło, że moi bardzo mocno wierzący przyjaciele się ode mnie odsuwali, bo bali się, że sama moja "ateistyczna obecność" (nawet bez dyskusji o bogu i wierze) skazuje ich na męczące ich umysły wątpliwości. Na szczęście wielu wierzących ludzi nie jest aż takimi ekstremistami, bo po prostu mają też inne zajęcia niż postulowanie obecności boga.
Ale działa to też w drugą stronę. Można być nieracjonalnym w innych tematach, niż istnienie/nieistnienie boga. Wśród ateistów (oczywiście wśród teistów też) nie brakuje ludzi o szalonych poglądach politycznych, niesprawiedliwych poglądach na temat mniejszości seksualnych, czy praw człowieka. Są ateiści wierzący w paranaukę, w paramedycynę, w teorie spiskowe. Można wręcz, przystępując z kimś do jakiegoś ważnego projektu, spisać sobie listę irracjonalizmów trawiących ewentualnego współpracownika (choć oczywiście zapominamy wtedy o własnych irracjonalizmach). Jeśli wyjdzie nam w przypadku wierzącego kandydata na wspólnika: "teizm - tak, teorie spiskowe - nie, paranauka - nie, mniejszości seksualne - nie", to czy zawsze nam będzie łatwiej niż z ateistą, który wierzy w teorie spiskowe, paranaukę i nienawidzi mniejszości seksualnych? Nie sądzę. Zwłaszcza jeśli projektem będzie na przykład knajpa dla środowisk LGBT (choć oczywiście faktem jest, że święte księgi chrześcijan nie pokazują mniejszości seksualnych w pozytywnym świetle, zatem wśród teistów jest wielu przeciwników tolerancji dla mniejszości seksualnych, ale są też wśród ateistów, jak i są promniejszościowi teiści).
Oczywiście, faktem jest, że teizm jest jednym z najlepiej promowanych irracjonalizmów i to z pieniędzy państwowych, czyli również z pieniędzy tych ludzi, którzy wcale nie chcą go promować. Świetnym przykładem jest przeznaczenie przez ministra Zdrojewskiego i kandydata do parlamentu europejskiego z listy Platformy Obywatelskiej (tak, tak, jestem w tym wypadku kontrkandydatem, co też weźcie pod uwagę podczas niniejszej lektury, jak na racjonalnych czytelników przystało), 6 milionów złotych na inicjatywę stricte katolicką, związaną ze Świątynią Opatrzności Bożej w Warszawie. Paranauka i inne irracjonalizmy nie są tak usilnie promowane. Warto zatem sprzeciwiać się tej niesłusznej promocji katolickich mitów.
Inną od ewidentnych uprzedzeń cechą, która świadczy źle, lub dobrze o ludziach jest umiejętność rzetelnej oceny sytuacji. Nie sytuacji abstrakcyjnej, ale konkretnej. Na ile oceniamy postawy i intencje innych ludzi sprawiedliwie? Na ile dowiadujemy się o wszystkich możliwych aspektach sprawy, na ile bierzemy pod uwagę argumenty strony przeciwnej? Na ile, z drugiej strony, nie ulegamy głupkowatemu i płynącemu z intelektualnego lenistwa przekonaniu, iż "prawda leży po środku". Niestety, ona nigdy nie leży po środku... Innym irracjonalizmem, z którym bardzo często się spotykam, jest przekonanie o tym, iż nic nie robienie w danej sprawie oznacza całkowitą neutralność. To też nieprawda - brak działania, to też działanie. Nie działając wspieramy inne działania. Nie mówiąc, wspieramy inne opinie, nie głosując - inne głosy.
Przykładowo. Obecnie toczy się w sądzie sprawa laureata Oskara, Zbigniewa Rybczyńskiego, przeciwko Bogdanowi Zdrojewskiemu, ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego. Znam tę sprawę do pewnego stopnia osobiście, bo współpracowałem ze Zbigiem przy scenariuszu filmu. I jestem w dużej mierze przekonany o jego niewinności, o tym, że jest ofiarą tej sytuacji. Tym niemniej badam fakty, które Rybczyński udostępnia na swojej stronie. O tym, że "wszystko gra" przekonuje mnie też fakt, że Zdrojewski nie odniósł się merytorycznie do poważnych zarzutów reżysera, opartych na przekonywujących przesłankach. A jest to dla mnie ważna sprawa, bowiem z Rybczyńskim powiązał mnie racjonalizm i chęć propagowania wartości świeckich. Pisanie scenariusza zbliżyło nas do siebie, bo była to bardzo intensywna praca, w zasadzie bez limitów czasowych. Wydobywanie różnych scen, zdarzeń i sytuacji prowadziło do bardziej osobistych wynurzeń i siłą rzeczy zawiązały się między nami przyjazne relacje. Ale tu znów pojawia się ważny "życiowy" sprawdzian. Można sobie powiedzieć - to jest mój kumpel, więc będę go bronił, bo go lubię, lub - kumpel też może nie mieć racji, a wtedy lepiej być sprawiedliwym, niż lojalnym wobec swoich własnych znajomych, rodziny etc. Sądzę, że lepiej mieć racjonalnego przyjaciela, który potrafi powiedzieć "mylisz się, to była twoja wina", niż posłusznego członka klanu twierdzącego "ty jesteś mojej krwi (symbolicznej, albo prawdziwej), więc masz rację, a ja jestem z tobą". No i tu znów - wyobrażam sobie konkretnego teistę, który odnajdzie się w takiej sytuacji lepiej, niż konkretny ateista. Na szczęście sprawa Rybczyńskiego jest póki co dość jednoznaczna i nie jestem skazany na tak poważne dylematy.
Zanim pójdę dalej. Z tą okupacją Watykanu. Mamy sejm. Sejm przegłosowuje zerwanie konkordatu i "okupacja" się kończy. Gdy byliśmy pod okupacją nazistów, nie mogliśmy przegłosować jej końca. Zatem problem leży w naszych posłach i posłankach, oraz w ich wyborcach. Oczywiście, rzeczywistość nie jest taka prosta. Młodzi Polacy i młode Polki są tak edukowane, że chcą tejże "okupacji". A o tym z kolei decydują ich rodzice, którzy też byli tak edukowani. Jak to zmienić? Po pierwsze, uświadomić rodzicom, że lekcja religii to nie tyle lekcja, co wpajanie katolickiego światopoglądu. Nie wszyscy rodzice bowiem to wiedzą. Po drugie, pokazać rodzicom, że zamiast lekcji religii ich dzieci mogą uczestniczyć w innych, wartościowszych aktywnościach. Po trzecie, zabiegać, jako świeckie organizacje, o to, aby takowe aktywności rzeczywiście były. I nie mam na myśli tylko lekcji etyki.
Jeśli zaś chodzi o wydarzenia i postaci, o których chciałbym wspomnieć. Oczywiście wspaniała gra aktorska prof. Hartmana w roli Łyszczyńskiego wstrząsnęła całym środowiskiem ateistycznym w kraju. Było to zwieńczenie coraz bardziej śmiałych artykułów i wystąpień kandydata na europosła z listy Europa+ Twój Ruch z małopolski. Jan Hartman staje się twarzą polskiego ateizmu i bardzo dobrze, bo mądra to i szczera twarz. Ktoś, kto śledzi moje artykuły w naTemat, zauważy, że już mi się zdarzyło pisać o panu profesorze przy innych okazjach. Nie zawsze się z nim zgadzam, ale dobrze, że jest. I teraz chciałbym zasugerować profesorowi Hartmanowi, aby spróbował spojrzeć na religię również jak na wirusa umysłu, a nie tylko jak na zjawisko społeczne, w którym sprawcami największego zamieszania są tylko źli politycy, czy kler. Zły polityk jest oczywiście złym politykiem, ale wirus tego, czy innego irracjonalizmu sprawia, że taki zły polityk niekiedy (jeśli nie jest po prostu cyniczny) jest całkowicie przekonany o tym, że chce dobrze i działa w dobrym celu. Takim politykom i ich wyborcom potrzebna jest też jakaś szczepionka. Trzeba leczyć przyczyny, a nie tylko skutki. No i tu mam dobry moment, aby wrócić do Hitchensa, Harrisa i Dawkinsa. Oni moim zdaniem opracowali całkiem niezłe metody szczepienia. Tylko to mało. Trzeba więcej. Takie jest moje zdanie panie Profesorze, oczywiście jak najbardziej do przyjęcia/odrzucenia.
Wielkim, a medialnie nieobecnym okazał się Jan Reszka, członek PSR, który uszył te wszystkie historyczne stroje i już od wielu lat lobbował za świętem ateizmu pod koniec marca. Pamiętam go jeszcze sprzed sześciu lat, jak uparcie, niczym kropla, drążył skałę inercji na rzecz imć pana Kazimierza Łyszczyńskiego, którym PSR zajmuje się niemal od początku. Tu też Janku moja rada, z zewnątrz, póki co. Niech ożyje nasz projekt "Łyszczyński wraca do miasta". Optymistyczny wjazd Łyszczyńskiego na białym koniu. Dość już łez i martyrologii. Ateizm to jasna droga w życiu.
Sanal Edamaruku, znakomity indyjski racjonalista, zagościł ponownie w Polsce. Już kiedy pierwszy raz zrzuciłem go na głowy przerażonych członków i członkiń naszego stowarzyszenia (Indie, gdzie to jest?), zauważyłem, jak zaściankowi bywamy. A przecież Sanal zrobił dla ateizmu i racjonalizmu na świecie niemal tyle co Dawkins. To wielki bohater naszej sprawy. Cieszę się, że racjonalista.tv uwieczniła nie tylko jego wykład, ale też kilka reportaży z nim (za jakiś czas będą emitowane). Jak chcecie już teraz dowiedzieć się o nim więcej (naprawdę warto), poczytajcie tutaj .
Inną znakomitością, o której chciałbym wspomnieć, jest Andrzej Dominiczak. Pamiętam, jak gdzieś w połowie mojej społecznie - ateistycznej drogi byłem trochę przeciwko jego umiarowi i łagodności w ocenie ludzi wierzących. Tak, chciałem, aby wszystko było prostsze, aby móc spokojnie głosić hasła typu: "jesteśmy pod okupacją Watykanu", "chrześcijaństwo to inkwizycja XXI wieku" (tych akurat nie lubiłem nawet dawniej, ale nie zdradzę Wam swoich własnych haseł). Tymczasem rzeczywistość jest złożona i aby trafić celnie w ludzkie umysły, pobudzić je do refleksji, trzeba właśnie umiaru, zrozumienia i rzetelności. Ten umiar to może złe słowo. Dokładna krytyka, nie wyjaskrawiona na rzecz propagandowego przekazu, jest de facto mocniejsza. Tu świetny wykład Andrzeja "Wolność i racjonalność" dostępny już na racjonalista.tv, wkrótce pojawią się nowe.
Maciej Psyk z kolei chce skuteczności na drodze prawnej. Nie happeningów, ale skuteczności. Wokół jego portalu wystap.pl zawiązane zostało stowarzyszenie i miałem zaszczyt być świadkiem tego wydarzenia. Czeka nas zatem wiele przełomowych dla wszystkich wydarzeń i wiele pracy, często niewidocznej dla osób niewtajemniczonych, ale nieraz ważniejszej od tego, co łatwo zauważyć. Nawet nie macie pojęcia, jak trudno opisywać te wszystkie prawne kruczki, służące naprawdę wielkiej sprawie i nie mieć 2 like'ów za taki artykuł! Do happeningów też oczywiście nic nie mam, poznałem w końcu ich mistrza, czyli Pawła Hajncla, zwanego "Człowiekiem Motylem". Tu możecie zobaczyć wywiad z nim o ateizmie.
Na koniec zatem wypada mi przygotować mój osobisty panteon bohaterów ostatnich dni, który będzie po prostu obrazkiem do tego artykułu.
