Komunikowanie jedzeniem istnieje od zawsze. Czarna polewka podana pretendentowi do ręki córki, ryba w gazecie, bombonierka po występie. Czas przyjrzeć się autoprezentacji poprzez śniadanie.

REKLAMA
Jacek Wasilewski: W ogóle śniadania, które się najczęściej ogląda, nie są zbyt wystawne. Np. śniadanie na trawie Moneta z czasów powstania styczniowego. Co tam jest? Bułka, parę owoców, bodajże brzoskwiń. Prawdziwym śniadaniem są obie panie, które zakąsza się konwersacją.
MS Highway: No jest jeszcze kilka takich śniadań. Np. Moneta z 1865 roku, gdzie jest już winko, ciasto i chleb, Cezanne’a z czasów wojny francusko-pruskiej, gdzie są tylko dwie pomarańcze, i Picassa, gdzie jak się domyślamy, są owoce i naga panna. Wszędzie owoce, nigdzie jajecznicy na bekonie. Może to po prostu jest już drugie śniadanie.
logo

Jacek Wasilewski: Jednym z najbardziej obserwowanych śniadań są śniadania po tzw. wspólnej nocy. Po pierwsze - jest autoprezentacyjne (jestem czułym kochankiem, ale i troskliwym facetem - mam coś w lodówce). Wypędzanie rano partnerki do sklepu po śniadanie jest w naszych czasach niestosowne. Śniadanie po nocy świadczy też o tym, jak owa noc upłynęła - nie karmi się tych, wobec których pragnienia koncentrują się na szybkim opuszczeniu przez nich naszego pomieszczenia.
MS. Highway: Jak dasz jedzenie, to facet siedzi, i siedzi, i siedzi. Niestety większość z nich nie ma za dużo do powiedzenia oprócz tego, co zobaczyli w telewizji albo na Kwejku. Na szczęście oprócz prywatnej komunikacji są śniadania, które mają wymiar publiczny - czyli drugie śniadania. Chodzi tu oczywiście nie o to, że jesz z innymi, ale o to, że jesz przy innych, zatem oceniają Cię tak samo, jak przez pryzmat Twojego samochodu czy domu. Typ pierwszy: kanapki chudzinki w papierze śniadaniowym. Najczęściej przygotowywane samodzielnie przez mężczyznę. Powody? Albo żonie już się nie chce, albo nie ma żony, a szkoda kasy i czasu na coś bardziej wykwintnego. Kiedy jest żona i żona kocha, kanapeczki są wykwintne, a do tego jakieś warzywa, owoce, słodycze. Szczęśliwy konserwatysta w związku patriarchalnym z dumą szamie pieczeń z dzika przy koleżankach feministkach i samotnych kolegach. Typ drugi można zaliczyć do odmiany typu pudełeczkowego, charakterystycznego także dla kobiet ze słabą przemianą materii.
Jacek Wasilewski: Drugie śniadania w papierku to oldskul w najlepszym wydaniu. Fantastyczne wspomnienia mam z takim drugim śniadaniem. Pierwsze doświadczenia z biologii człowiek przeprowadzał na zapomnianym w tornistrze drugim śniadaniu. Pokazywało się w PRLu, kto miał z szynką, a kto z dżemem czy pastą z gotowanych warzyw. Status śniadania z szynką pozwalał czuć się w łączności z zachodem, wolnym światem, paczkami z zachodu, klasą rządzącą.
Ms. Highway: Dzisiaj jak szynka, to tylko parmeńska. Trochę obciach przynosić do pracy coś tłustego. Dietetyczne, zdrowe, slow-foodowe śniadanie przynoszone w plastikowym pudełeczku świadczy o wysokim statusie, bo ktoś - ty, żona/mąż, gosposia - miał czas, żeby je przygotować. Jeśli ktoś przygotowuje sobie te delicje sam, codziennie w pracy możesz usłyszeć, jak dużo czasu poświęcił na przyrządzanie i jaki był przy tym profesjonalny. No i mają ten czas, bo lata, kiedy ślęczeli po nocach nad prezentacjami, mają już za sobą.
Jacek Wasilewski: Ci co robią prezentację, przynoszą w pudełkach chińszczyznę. Trochę aspiracyjnie, bo to zawsze obca kuchnia, mamy posmak otwarcia na świat, ale jednak słabiej niż świeży skrojony kalafior z autorskim chudym dipem, który pokazuje, że masz cele wobec swego ciała, konsekwencję, wytrwałość (w końcu kalafior śmierdzi na całą kuchnię i to trzeba wytrzymać). To pierwszy krok do awansu.
MS. Highway: Mój drogi, smród to rzadko pierwszy krok do awansu, chyba że szef posadzi Cię w piwnicy. No ale co mają zrobić ci, którzy kochają karkówkę i to w formie niedietetycznej, a pracują w korporacji? Jak przemycić karkówkę w pojemniczku śniadaniowym, żeby współpracownicy się nie połapali, że nie chcesz być fit? Mogłabym na szybko stworzyć jakiś poradnik, ale praktyka w tym przypadku wskazuje jednoznacznie: nie da się tego ukryć. Współpracownicy, a może nawet i szef, szybko zorientują się, że wolisz paść się mięchem zamiast pastą z kaparami i Twoje zadania oraz sytuacja towarzyska będą adekwatne do prostych, nieaspiracyjnych upodobań. Karkówka jest gorsza niż chińszczyzna, bo widzisz pracownika, który nie dba o siebie, a jak nie dba o siebie, to nie zadba o wizerunek firmy.
Jacek Wasilewski: No i też są miejsca, które sprawiają, że niezależnie co zjemy, jest dobrze. Jak np. w Śniadaniu u Tiffany'ego. Nawet jeśli jemy po prostu bułkę, jest to coś więcej niż jedzenie bułki.
Ms. Highway: Holly Golightly patrząc się na sklepową wystawę karmiła się tak naprawdę marzeniami.Kiedy w zeszłym roku byłam w Paryżu, jedno ze śniadań jadłam na słynnej Rue de Rivoli. Było drogo, było smacznie, choć porcje małe i niewyszukane. Liczy się decorum, bo to ono definiuje to, co nam komunikuje zwykła bułka.
Jacek Wasilewski: Czy papierek liczy się bardziej niż cukierek?