Jacek Wasilewski: Jesteśmy niewolnikami ról społecznych. Kluczowa para ról to supersamiec i supersamica. Supersamica udowadnia swoją ewolucyjną przewagę nad innymi tym, że gotuje, czyli że wie, do czego służy ognisko domowe. Supersamiec będzie pokazywał, że jest wydolny i może drałować za rączym jeleniem tygodniami, aż go złapie. Ponieważ jeleni jakby się zrobiło mniej, supersamiec po prostu biegnie przed siebie jakby jeleń tam wciąż z przodu był i w ten sposób pokazuje swój potencjał. Zobaczmy, do czego zaprowadzi nas ten ślepy uchyłek ewolucji.

REKLAMA
Ms Highway: Są mecze. Kobieta i mężczyzna chodzą do strefy kibica, malują się w kolory śniegu i ognia, mija tydzień, aż tu on proponuje, że przyjdzie do niej na obiad. A kobieta nie umie ani nie chce gotować. Gdyby Bóg chciał, żeby kobiety gotowały, stworzyłby je z hubką i krzesiwem zamiast kciuka. Mężczyzna jest jednak na tyle fajny, że ona chodzi na te mecze, i nie można przed nim wypaść źle. Co zrobić, co zrobić co zrobić.
JW: Klasyczny przykład niebiegania po rozum do głowy. Jeśli kobieta zaprasza go na herbatę, on rzadko kiedy będzie miał na myśli herbatę. Jeśli mężczyzna chce przyjść na obiad, nie po to, by sprawdzać umiejętności gotowania, tylko dlatego, że ma zajęty wieczór (mecz). Mężczyzna nie zapyta o seks, bo boi się ją spłoszyć. Kobieta nie powie, że zamiast szykowania obiadu woli szykować się sama, bo nie może okazać się łatwa.
MH: Kobieta szuka rozwiązań problemu. Opcja No1: pod pretekstem awarii wodociągów ona zabiera go jednak do modnej restauracji, gdzie są małe porcje, ludzie w raybanach i książki na półkach. Niestety, rozmawia o tym, jak bardzo lubi gotować i co by ugotowała, gdyby nie ta przeklęta awaria wody. Opcja ryzykowna, bo jeśli to inteligentna kobieta, umie opowiadać o jedzeniu i on nakręca się na te opowieści.
JW: Mężczyzna zaczyna czuć przejmującą symetrię ról - jeśli ona opowiada o gotowaniu, to on żeby mógł być w czymś dobry, musi naprężyć muskuły. Opowie nieco przygaszoną historię z zawodów w bieganiu na przełaj w podstawówce, zapominając, że to było dawno. Pozostają społecznymi niewolnikami.
MH: Opcja numer dwa: kobieta aranżuje kuchnię, jakby była w środku robienia pierogów. Może nawet kupić - choć to idiotyczne - seksowny fartuch. Mężczyzna przychodzi, kobieta rzuca się mu na szyję, a tu niestety tyle mąki... Mężczyzna zamiast interesować się przyszłym pierogiem pewnie zainteresuje się jak się nawzajem otrzepać z tej mąki. Jeśli nie zapędzą się w czyszczenie ubrań, jest szansa, że zostanie trochę czasu przed wieczornym meczem.
JW: Opcja kobiety w mące zbliża sytuację konsumpcji pieroga i konsumpcji seksualnej, ale z punktu widzenia feministycznego nie jest to dobra strategia.
logo
archiwum autora

MH: Opcja No3., banalna i niegodna damy, ale skuteczna. Polega na zamówieniu gotowego jedzenia i udawaniu, że samemu się je zrobiło. Dzięki temu, że wcześniej ona oglądała kuchnia.tv nie ma problemu z filozofowaniem na temat blanszowania. Kończy się koncept, więc ona chce mu koniecznie to pokazać, włącza kuchnia.tv udaje, że notuje przepisy, a potem i tak przełączają na mecz, więc przynosi się piwo...
JW: Dużo lepiej wyglądałaby opcja: dziś jest mecz, więc zatroszczyłam się przede wszystkim o piwo. Propozycja zupy piwnej nie byłaby nie na miejscu. W końcu znalazłyby się orzeszki. Troska o piwo w lepszy sposób ukazuje braterstwo dusz i broni niż chlastanie czymś o patelnię.
MH: Opcja No4. - rekomendowana. Uczyń gotowanie wspólną zabawą, najlepiej dla kogoś innego. Kiedy mężczyzna przychodzi na obiad, zastaje kobietę uśmiechnięta, wypoczęta i gotową, żeby gotować razem, bo - uwaga, nic nie powinno być dla kobiety tak seksowne, jak mężczyzna w kuchni. W praktyce on gotuje, kobieta kibicuje, zachwyca się, mówi, że mężczyzna intelektualnie jest bardziej przygotowany do gotowania niż ona, bo to wszystko trzeba dokładnie wymierzyć. Kobieta opowiada o słynnych gotujących mężczyznach (na pewno ktoś się znajdzie) i nawet jeśli on nie ugotuje nic dobrego, trzeba być tak bardzo w siódmym niebie, by następnym razem sam przyszedł do niej gotować, z siatami.
JW: Dobre. Ale można też od razu pójść do łóżka i nie zjeść obiadu w jakiejś dobrej politycznej intencji. Post w intencji wyborów w Birmie albo innej słusznej sprawy pozwoliłby na wzięcie udziału w czymś wzniosłym. Zamiast banalnej treści żołądkowej byłoby to prawdziwe trawienie kultury. Wspólna walka i wspólny wróg łączą. I można ich serwować na okrągło.