Najpopularniejszy festiwal w Polsce to festiwal grillowania. Sztuka wielogodzinnego opiekania z piwnym zraszaniem i całonocne dyskutowanie tworzą z nas na powrót wiejskie ziemiaństwo wspominające szkolne bitwy. W mieście tymczasem lepiej zostawić innym siekaną cebulkę i gotować się do konwersacji.
REKLAMA
Ms Highway: Jeśli nie mamy ani działki, ani grilla, ani woli, aby w czasie grillowania wykazać się tzw. wiedzą fachową wspominając kolory podbitego oka, pozostaje nam weekendowe siedzenie w knajpach z resztką znajomych uwięzionych w mieście tak samo jak my. W takich warunkach każda niegotująca intelektualistka może bardzo szybko zdobyć podziw i uwielbienie, co jest zazwyczaj mocno utrudnione w towarzystwie fanatyków gotowania i smażenia.
Warunki są idealne - więcej się pije niż je, a więc więcej się rozmawia. W gotowaniu chodzi głównie o konsumpcję rozumianą bardzo dosłownie - o określone doświadczenie, uczucie przyjemności, które daje nam smakowanie i jedzenie. Taką samą przyjemność można dać przyjaciołom “gotowaniem duchowym”, czyli umiejętną dyskusją, taką, która budzi emocje i którą można się delektować. Większość biesiadnych polemik jest tak samo modelowych, jak kulinarne przepisy, dlatego wprawna “dusza towarzystwa” przy pomocy kilku prostych sztuczek może stać się Nigellą Lawson.
Jacek Wasilewski: Nie wiem, czy jest sens dyskutować, kiedy Polaka zwykła kiełbasa wprowadza w trans jak po dragach, a rozanielona dusza sama mu mruczy ziemiańskie pieśni o Ukrainie.
Ms. Highway: Takie samo rozanielenie jak podsuszana domowa kiełbasa wywołamy w towarzystwie inicjując dyskusję o Polsce i polskości, wyciągając tradycyjne i nieco wyświechtane (jak rozgotowane już w bigosie grzyby) dylematy “między romantyzmem a pragmatyzmem”, o pięknie życia na wsi, wygłaszając kwestie “rzuciłabym to wszystko i wyjechała w Bieszczady”. Żeby osiągnąć zamierzony efekt, konieczne jest doprowadzenie przyjaciół do konkluzji, że praca pracą, ale w życiu liczy się rodzina. To sycące i temat ma długą przydatność do spożycia, nadaje się też do wódki .
Jacek Wasilewski: No dobrze, ale to dyskusja patriarchalna: naród, ojczyzna, blizna i dziczyzna. A jak towarzystwo jest mieszane?
Ms. Highway: Wybieramy pierogi czy pyzy “od mamy“. Tradycyjne, bardzo tuczące, ale o zróżnicowanych recepturach. Tutaj są dwie możliwości: zainicjowanie dyskusji o matkach (temat dość ryzykowny, jeśli jesteś tylko w damskim towarzystwie - kobiety zazwyczaj mówią o matkach na smutno) lub o tym, co daje nam w życiu szczęście. Przepis na szczęście każdy ma inny, no i szczęście przychodzi porcjami - idea totalnej euforii jest do osiągnięcia tylko na prozacu. Żona w domu czy w pracy? Ile najlepiej mieć dzieci? Co to znaczy nowoczesny podział ról? Takie rozmowy o modelu rodziny są zupełnie jak schabowy - tuczący, ale raz na jakiś czas potrzebny, zwłaszcza w niedzielę na obiad. Z dużym prawdopodobieństwem większość Twoich znajomych ma już męża, żonę, dzieci - każdy chętnie się pochwali doświadczeniami, wyżali, opowie coś o kredycie we frankach szwajcarskich itp. Duchowa kucharka wie też doskonale, że dyskusje o związkach i miłości (zakończone konkluzją, że miłość miłością, ale jak śpiewało “2+1” ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama) są jak makarony - można je podawać na miliony różnych sposobów, mają dziwne kształty, występują we wszystkich możliwych odmianach smakowych. I oczywiście można się nimi bardzo łatwo przejeść.
Jacek Wasilewski: Rozmowa kończy się stwierdzeniem, że i tak najważniejsze jest zdrowie - bo przecież tak nam mówi mama, dokładając kolejnego pieroga. W każdym razie nie dochodzimy do sympatycznego oblizywania palców sobie i sąsiadowi w filuternej grze konfiturowych aluzji, a w połaczeniu z alkoholem do zadawnionych pretensji i wzajemnych oskarzeń.
Ms. Highway:
Bezpieczniejsza jest dla zdrowia psychicznego rozmowa a la pizza - temat dobry dla dużej grupy, możesz na tej pizzy umieścić absolutnie wszystko, w zależności od tego, co akurat masz do powiedzenia - tematem pizzą są na przykład filmy - tu każdy czuje się pewnie. I tak mamy np margeritę - kino masowe w stylu “Gwiezdne wojny”, “Batman”, “Prometeusz”; pizzę hawajską - na słodko, czyli komedie romantyczne “Bridget Jones”, “Notting Hill”, “To właśnie miłość” czy ekstrawaganckie pizze z rucolą, kozim serem, krewetkami - to już kino moralnego niepokoju o nieprzewidzianym żołądkowym efekcie.
Bezpieczniejsza jest dla zdrowia psychicznego rozmowa a la pizza - temat dobry dla dużej grupy, możesz na tej pizzy umieścić absolutnie wszystko, w zależności od tego, co akurat masz do powiedzenia - tematem pizzą są na przykład filmy - tu każdy czuje się pewnie. I tak mamy np margeritę - kino masowe w stylu “Gwiezdne wojny”, “Batman”, “Prometeusz”; pizzę hawajską - na słodko, czyli komedie romantyczne “Bridget Jones”, “Notting Hill”, “To właśnie miłość” czy ekstrawaganckie pizze z rucolą, kozim serem, krewetkami - to już kino moralnego niepokoju o nieprzewidzianym żołądkowym efekcie.
Jacek Wasilewski: Najlepiej stosowac małe porce. Jedna uwaga, tak niby od niechcenia, o Sasnalu i powrót do chleba naszego powszedniego. Jeśli nie zaszkodziło, jak to się mówi - jeśli organizm przyjął i nie pomylił z krasnalem - druga uwaga, tym razem o Kobro. Jeśli Kobro nie zostanie usłyszana jako Ziobro, można zostawić pizzarzy samym sobie i w altanie podać deser.
Ms. Highway: Specjalność domu, czyli “owoce morza” - dla towarzystwa bardzo wykwintnego, które doskonale wie, jak jeść mule i czego nie wolno robić ośmiornicy - odpowiednikiem takiej kuchni, gdzie porcje są małe, ale dla smakoszy, będą wszelkie rozmowy o “kulturze i sztuce”, co poeta miał na myśli, dokąd to wszystko zmierza i dlaczego Polska nigdy nie będzie wśród artystycznej awangardy.
Jacek Wasilewski: No i zostaje jeszcze kwestia alkoholi. Czym uczynić noc upojną i co z czym mieszać.
Ms. Highway: Efekt wina, czyli upojenia intelektualnego, osiągniesz rozmowami o literaturze, sztuce i wymieniając nazwiska naukowców, których nie zna nikt oprócz studentów podczas sesji. Efekt wódki, czyli upodlenie ducha, dadzą dyskusje o sensie życia i fundamentalne pytania “dlaczego?” “po co?” “jak?” bez optymistycznych odpowiedzi. Efekt piwa, czyli rubaszność ducha, to wszelkie tematy damsko-męskie na poziomie czysto praktycznym, pełne fraz “mój stary” i "rżnęła się jak piła motorowa" mocno przekłamanych autoprezentacji. Oczywiście, jeśli nie przerwiemy dyskusji w odpowiednim momencie lub połączymy wódkę z małżami zamiast ze schabowym, kac jest nieunikniony. Duchowego kaca też najlepiej leczyć klinem, ale nie liczmy, że po wyczerpującycm wieczorze rano bedzie coś wiecej niż intelektualne zlewki.
Jacek Wasilewski: Jest też dobre wyjście, mianowicie post intelektualny. Nic nie myślisz, nic nie mówisz, słuchasz tylko i przytakujesz głową. Wtedy okazuje się, że jesteś najbardziej inteligentny. Jak zwykle: dieta czyni cuda. Byle tylko się nie odzywać, bo wtedy wraca ten okropny efekt jojo i znów jest jakoś durnowato.
