W Polsce rośnie liczba związków partnerskich, rośnie liczba rozwodów i rośnie liczba restauracji. We Francji, ojczyźnie nowej filozofii, kuchni i uwodzicielskiej poezji ludzie liczba knajpek w okolicy zrównuje się z ilością partnerów i przeczytanych książek. U nas wszystko po jednym: jedna książka, jedna pizzeria, jeden kot.

REKLAMA
Ms. Highway: Większość fanek Carrie Bradshaw z “Seksu w wielkim mieście” potrafiłaby idealnie odtworzyć rozkład jej garderoby, ale już wygląd kuchni - niekoniecznie. Carrie, miejska nimfa, jedna z najsłynniejszych singielek w popkulturze, odżywiała się przede wszystkim miłością, przyjaźnią i zakupami.
Jacek Wasilewski: Samotni mężczyźni, jak Stallone w „Rambo”, żywią się jedynie strachem wrogów. Ale…
Ms. Highway: Niestety na co dzień jedzenia nie da się wyeliminować, co mocno komplikuje życie wielu kobiet.
Jacek Wasilewski: Eliminacja pewnych produktów, np. soli z diety, powoduje, że argument o przesolonej zupie staje się niedobry. Sól to biały zabójca, precz z nim. Najzdrowsze i nie powodujące konfliktów o przypalanie i przyprawy są owoce i warzywa z pary. Woda i chleb, dieta i partnerstwo. Tylko singielki mogą sobie pozwolić na rozkosz swobodnego gotowania.
Ms. Highway: Ona sama, nawet jeśli świetnie gotuje, rzadko delektuje się własnymi umiejętnościami, bo przecież ciągle jest na diecie. Matki i żony gotują dla swoich bliskich, singielka dla siebie lub dla przyjaciół, a przecież nie może ich codziennie zapraszać na kolację, bo to się organizacyjnie nie uda. W książkach kucharskich raczej nie ma przepisów dla jednej osoby, więc kiedy już przygotuje wykwintny obiad, to nie bardzo wiadomo, co zrobić z nadmiarową porcją. Oczywiście jedzenie można odgrzewać przez kilka dni, ale generalnie po jakimś czasie to się nudzi i sprawdza głównie z daniami typu bigos.
Jacek Wasilewski: Jako medioznawca muszę przyznać, że gdyby w prasie kobiecej zamiast zdjęć celebrytek w sukienkach były ich zdjęcia z ciastami czy makaronem, łatwiej byłoby uwierzyć, że warto gotowaniu poświęcać czas.
W tym wypadku mój ulubiony poradnik domowy to wyjątek. Nawet w wielkanocnych numerach playboya zamiast babki lukrem jest babka bez niczego.
Ms. Highway: Bo faceci jedzą oczami.
Jacek Wasilewski: Bo monogamia i religia sprawia, że inne organy jak lędźwie i żołądek mają być na diecie. Nie rusz wieprzowiny i cudzej żony. Poganie, jak Rzymianie, na filmach jedzą świnię i mają świńskie myśli i świntuszą.
Ms. Highway: Jeśli na współczesnym filmie widzisz singielkę, która je, to zapewne ma depresję i z dużym prawdopodobieństwem opycha się czymś niezdrowym: lodami, pizzą, chińszczyzną. Radosna kobieta konsumująca posiłek robi to z przyjaciółmi, ukochanym mężczyzną lub rodziną.
Jacek Wasilewski: Raczej im podają. Jak same jedzą, to już nie posiłek, to gra wstępna.
Ms. Highway: W praktyce mogę Cię zapewnić, że szczęśliwe kobiety też jadają same, tylko że wtedy nie jest to już w żaden sposób doświadczenie intelektualne, chyba że prowadzą wewnętrzny dialog. W tym sensie trudno, żeby gotowanie było zajęciem rozwijającym, tym bardziej, że dla współczesnej kobiety, nastawionej na to, że jej szczęście zależy od bycia docenioną przez otoczenie, doskonała kolacja, której nikt nie widział i nikt nie pochwali, nie ma takiego znaczenia jak nowa sukienka czy buty, które na pewno zostaną dostrzeżone przez koleżanki. Podobnie rzecz się ma z polowaniem na mężczyznę - pierwsze wrażenie jest uzależnione od atrakcyjnego wyglądu samicy, a nie smaku przyrządzonych przez nią klopsików.
Jacek Wasilewski: Chcesz mi powiedzieć, że dobrze skonstruowana modowo lub chirurgicznie wystawa w okolicy dekoltu spycha klopsiki na dalszy plan?
Ms. Highway: A nie?
Jacek Wasilewski: Nie.
Ms. Highway: Może u ciebie, akademicy mają gorszy wzrok od czytania książek. Statystycznie zapewniam cię, że tak jest. Dlatego staniki bywają droższe niż patelnie. Większość z nas bardzo łatwo potrafi ocenić, czy jest w czymś dobra - efekt jest mierzalny, policzalny, dostrzegany przez przełożonych. Ale kiedy przyrządzisz wspaniałą gicz cielęcą, nawet jeśli ci smakuje, dopóki ktoś inny jej nie pochwali, nie uwierzysz, że jesteś świetną kucharką. Dlatego w życiu singli jedzenie ma tak naprawdę znaczenie drugorzędne.
Jacek Wasilewski: Z jednym wyjątkiem - kiedy staje się celowo uważnionym elementem autoprezentacji. W kulturze slow food warto w towarzystwie wspomnieć o swoich talentach, a na profil w mediach społecznościowych wrzucać zdjęcia kulinarnych dzieł. Tylko ma to wiecej wspólnego z makijażem jedzenia niż gotowaniem.
Ms. Hihghway: Wtedy jest szansa, że lajki zastąpią pomrukiwania zadowolonych biesiadników - przynajmniej są policzalne i masz wgląd w statystyki. Jako tzw. umysłowa, choć wolę słowo intelektualistka, mam w ogóle z gotowaniem duży problem. Wydawane w Polsce książki kucharskie są funkcyjne, nie dają możliwości delektowania się słowem ani historią. Nie mam też poczucia, że czas spędzony wśród garnków mnie rozwija i dlatego zupełnie nie potrafię się skoncentrować. Bo jeśli wiem, że siedem godzin w tygodniu poświęconych w sumie na gotowanie mogę przeznaczyć na przykład na czytanie albo spotkania z przyjaciółmi, tracę zupełnie motywację.
Jacek Wasilewski: Ale możliwe są sytuacje, w których intelektualistka krzątająca się przy stole nie marnuje czasu…
Ms. Highway: Jeśli to stół w kasynie. Albo stół laboratoryjny. Gdyby Maria Curie-Skłodowska gotowała klopsiki, zadowolony byłby co najwyżej jej mąż. A tak – mamy Nobla.