Everything is fucking political - śpiewała Skunk Anansie. Dziś polityka weszła do programów kulinarnych. I nie chodzi tylko o lansowanie swojej twarzy, ale o polityczny show - przy kalarepie o podatkach, przy żurku o mundurku. I dobrze. Bo polityka najpełniej wyraża się przy gotowaniu i na talerzu.

REKLAMA
Jacek Wasilewski: Choć wspólne jedzenie powszechnie uważa się za zjednujące, to w polskim wydaniu łamanie chlebem przypomina czasami łamanie kołem i nie daj Boże, gdy polityczne podziały przebiegają w poprzek rodziny, jak u młodej Kaczyńskiej choćby. Było już kilka przypadków pobić przy obiedzie - nie tylko przed wyborami. Dlatego może bezpieczniejsze jest, jak to zrobił Paweł Kowal, przeniesienie programu kulinarnego na Wschód, na Ukrainę. Przedstawia tam pomysł na danie, a potem z jakimś gościem idą na kijowski bazarek po zakupy i gotują, rozmawiając o polityce.
Ms. Highway: Gdyby to były tylko dyskusje przy stole, miałyby ten nieznośny walor półoficjalności, a tak to kuchennymi drzwiami można trochę świeżego powietrza wpuścić czy kogoś lub coś posiekać na desce.
Jacek Wasilewski: Przypomina mi się Kołodko pokazujący ogórka czy Palikot manifestujący sztucznym penisem, co prawda przeznaczonym do innej niż żywieniowa konsumpcji, ale zawsze to konsumpcja.
Ms. Highway: Gdyby programy śniadaniowe rzeczywiście wzorem wykutym przez Kowala mówiły co się dzieje z produktami spożywanymi na śniadanie, mielibyśmy wtedy jakieś zdanie na temat dotacji dla rolnika (i tu pojawia się kwestia: truskawki
brazylijske czy polskie), coś o cenach gazu i jego przepływu, kiedy akurat włączamy kuchenkę. Robert Makłowicz gotujący na kocherku przy rurociągu albo serwujący flądrę w stroju płetwonurka przy bałtyckiej rurze łączyłby umiejętnie ową rybę z politycznymi ocenami Radka Sikorskiego.
Ms. Highway: Gdyby zasady pozyskiwania dotacji unijnych tłumaczono podczas deptania kapusty na bigos, to na pewno byłoby więcej poprawnie wypełnionych wniosków.
Jacek Wasilewski: A teraz druga sprawa - talerzyki z Bolesławca kontra chińska porcelana. Czy ma znaczenie w jakiej produkcji podstawce się umieści jajko? Być może pozycja pracującego w bolesławieckiej wytwórni męża jest podkopywana przez tanio kupującą żonę, która decyduje się na chińskie rzeczy. No i pietruszka z GMO - gdyby nie wzmocnione rośliny, jakie byłyby ceny warzyw po przymrozkach. I tak dalej, i tak dalej. Paweł Kowal żonglujący naleśnikami podrzucając takie kwestie to ideał gotowania świadomego, konsumenta racjonalnego, smakowitego zaserwowania swoich wartości.
logo

Ms. Highway: Taka edukacja obywatela może być czasem niesmaczna, ale za to jest zdrowiej podana. No i zupełnie inaczej w kontekście kuchni wyglądają nasze sympatie międzynarodowe. Kulinarna logika pokazuje, że USA są nam do niczego niepotrzebne. Jak się popatrzy na skład potraw przyjeżdżających ze Stanów, to głównie naśladujemy po nich napuchnięte żądzą zysku parówki, w których mięsa jest jak na lekarstwo. Opłaca nam się za to współpraca z Wietnamem, Chińczykami,Tajlandią, Włochami...
Jacek Wasilewski: Szkoda tylko, że ta polityka z perspektywy kuchennego blatu jest tak bardzo ignorowana w literaturze - przemilczanie jej w rozmaitych książkach kucharskich wydaje mi się naiwnością, spoczywaniem na laurach i w ogóle zaniechaniem.
Ms. Highway: Efekt jest taki, że mamy jedno z najmniej wykształconych ekonomicznie społeczeństw. Jak która grupa nie ma na talerzu, to idzie z kijami pod Urząd Rady Ministrów, żeby dodali do zupy. A wystarczyłoby pokazać, co się faktycznie na tę zupę składa... Dziś wyprawa na bazarek jest jak wyprawa wojenna, rzesze konsumentów śpieszą na odsiecz którejś gospodarce. Ale, czy kupując szparagi albo kartofelki, wiedzą której?
Jacek Wasilewski: Gotowanie jest cholernie polityczne. Ale politycy wolą grać w piłkę, zamiast zacząć swoją misję od gospodyni domowej. Polska w 89 roku zaczęła się od bazarku. I tam ją zostawiliśmy. Ale ta gospodyni, kiedy wraca do domu, włącza telewizor.