Elitarna młodzież nie zeżre już nic po prostu dobrego. Jedzenie jest dziś taką samą emanacją tożsamości jak ubranie - i przyzwyczajenia kulinarne demonstrowane w towarzystwie zmienia się równie łatwo, jak tenisówki.
REKLAMA
Jacek Wasilewski: Dzieciństwo się wynaturza, nie uświadczy nikt obrazka a la teenage girl and lolipop. Papierowe kubki z kawą, pikniki z kanapkami w parkach, inwazja tart z ekologicznym jedzeniem - modna młodzież* nie chodzi dziś do McDonald's, jeśli już, to do Subwaya na zdrową kanapkę, ale ostrożnie i raczej wieczorową porą, żeby przypadkiem nie zostać ustrzelonym z komórki zdegustowanego znajomka.
Ms. Highway: To, co się je to jeszcze nic. Zastanówmy się, jakie jedzenie jest najczęściej fotografowane na Facebooku - tarty, kozie sery, wykwintne dania wykraczające poza zestaw sushi/lasagne. Ewentualnie frutti di mare. Nie zobaczysz poczciwego schabowego czy ratującego w środku imprezy kebaba.
Jacek Wasilewski: Co za upadek. Ułani się w grobach przewracają.
Ms Highway: Hipsterzy nie mają nic wspólnego z hippiką. Jak idą zjeść coś na szybko, to w ramach eksperymentu. Celebracja powolności i analogowości jest elementem antykonsumpcyjnej postawy, którą się prezentuje np. przez związek ze smartfonem. Z radością zapowiadam Ci kolejny trend, którego, z tego co pamiętam, jesteś gorącym antyfanem. Mój znajomy, hipster pierwszej wody wrzucił dwa dni temu na walla zdjęcia z ogromnymi... grzybami, w związku z tym spodziewaj się fali grzybiarzy.
Jacek Wasilewski: Grzyby są analogowe i to kolejny powrót do peerelowskiej siermięgi.
Ms Highway: A jak grzyby, to i specjalny outfit - choć flanelowa koszula pasuje, to ja jednak czekam na wielki come back ortalionów i prawdziwych siatek ze sznurka. Na pewno będą też specjalne modele kijków do odgarniania liści - sprzedawane w etnosklepach w internecie.
Jacek Wasilewski: Zostawmy grzybnię, bo którą uznaję tylko na serze i powąchajmy bezzapachową ekologię współczesną: wypada jadać ekologicznie, pić lemoniadę, kwas chlebowy, kozie mleko i tym podobne rzeczy, których my jako dzieci szczególnie nie lubiliśmy, bo przecież marzyliśmy o coca coli. Im dziwniej jesz, tym lepiej - ja do dzisiaj nie mam pojęcia, czym jest ciecierzyca, a teraz każdy wielkomiejski licealista płynnie obraca się w strefie zdrowej żywności.
Ms. Highway: Nie wiesz, co to ciecierzyca?
Jacek Wasilewski: Ciecierzycy nie było na kartki i nie była obiektem westchnień i legend. Pewnie psy na nią lały.
Ms. Highway: Podczas kiedy aspirująca klasa średnia zajada się potrawami z kuchni narodowych (włoska, japońska, tajwańska, arabska i tym podobne - z badań wynika, że coraz wykształcenie i obca kuchnia idą w parze), hipster jest o krok dalej - jego nie interesują narody, ale etnie - jest bliżej jedzenia chłopskiego, ludowego, nieprzetworzonego.
Jacek Wasilewski: Zapewniam cię, że koza capi na tyle radykalnie, że nawet dla hipstera trzeba te serki przetwarzać. Nie mówiąc o naturalnym gnoju pod te wszystkie ciecierzyce.
Ms Highway: No dobra, przetwarzane tak, by można było sprzedawać je jako nieprzetworzone I wszystko jedzą w małych ilościach, więc hipster nie może być gruby - właśnie zdałam sobie sprawę, że nie znam grubego hipstera. Tylko że ta etnopasja jest jedynie etykietką - coś jak młodopolska chłopomania.
Jacek Wasilewski: Bunt ideologiczny, polityczny wymaga jakiegoś bólu istneinia. A ponieważ smarowane najlepszymi kremikami pupki hipsterów nie pozwalają poczuć politycznego bólu istnienia, mamy bunt konsumpcyjny. Na fali prostej kontestacji (przez antytezę) konsumpcyjnej rzeczywistości rodziców, dzieci idą do korzeni i łakną marchwi z ogródka babci, czym oczywiście nie zapominają pochwalić się znajomym. Podobnie jest zresztą z książkami - hipster jest swoistym wizerunkowym bricolagem, układanką złożoną z marek i znaczeń, w której wymiana jednego elementu nie psuje całości i właściwie nawet jej nie zmienia, bo to nie jest całość organiczna, tylko jakaś luźno połączona kompozycja.
Ms Highway: Mówisz, jakbyś zazdrościł.
Jacek Wasilewski: Memłania ciecierzycy zamiast sarmackiego schabowego? Zdradziłbym polską tradycję, naród bym zeszmacił.
Ms Highway: A wiesz dlaczego hipsterzy nie pójdą do restauracji Magdy Gessler?
Jacek Wasilewski: Raczej nie. A dlaczego?
Ms Highway: Bo nie interesuje ich mieszczańska fasada, a surowa autokreacja w oparciu o negację trendów z seriali czy magazynów. Hipster pójdzie na wódkę, nóżki w galarecie, serbską sałatkę, wegańskie placuszki. Jeszcze lepiej samemu poświęcić się uprawie roślin - dlatego wielkimi krokami nadchodzi triumf rekreacji na miejskich i podmiejskich działkach,
Jacek Wasilewski: To wiem, to już w latach 80. było hodowanie trawy na działkę. Teraz już swoją działkę chcą mieć nawet psy.
Ms. Highway: Nie ironizuj, bo dostaniesz suchara. ...chodzi o działki, gdzie młodzież śladami bardziej swoich dziadków niż ojców niewprawnymi jeszcze dłońmi uczy się plewić grządki i zachwycać rzodkiewką. Z tej perspektywy SLD może na pewno liczyć na poparcie młodych ludzi, którzy już oczami wyobraźni widzą się na leżaku na 15 m2 wyrwanych w sercu miasta.
Jacek Wasilewski: Pamiętajmy o tym, że historia lubi się powtarzać. Kain, pasterz, zabił Abla, działkowca. Ten trend wydaje mi się bardzo niebezpieczny.
* ważna uwaga - dla Ms. Highway hipsterzy to młodzież przede wszystkim dlatego, że uważa, iż na pewnym poziomie emocjonalnej dojrzałości (zwłaszcza w wieku średnim) człowiek jest już zbyt ogarnięty, żeby być hipsterem, może co najwyżej go bardziej czy mniej udolnie naśladować. Tym, co Ms. Highway ceni w subkulturach, jest ich szczerość i spójność wynikająca z młodzieńczej kontestacji - tęsknota wieku średniego i próba cofnięcia czasu to już zupełnie inna sprawa.
