Naród jest w lesie, na grzybach - odpowiedział kiedyś ponoć Lech Wałęsa królowej Elżbiecie podczas swojej wizyty w Londynie. Właściwie tylko niepełnosprawni i ślepi nie chodzą na grzyby. Polacy wolą zbierać grzyby niż czytać książki. Polowanie dla ubogich czas zacząć.

REKLAMA
Jacek Wasilewski: Połowa Polaków nie czyta nic dłuższego niż program telewizyjny. Program oglądamy dla prognozy pogody, a prognozę dla grzybów. Problem czytelnictwa w Polsce można więc rozwiązać administracyjnie: jeśli leśniczy wpuszczaliby do lasu po przeczytaniu jakiejś książki (no dobra, choćby po jej zakupieniu), rynek by odżył. Lasy by sprzedały więcej drewna. W rezultacie jaśniej w lesie by się zrobiło i grzybów więcej byłoby widać. Grzybiarzom to się opłaci.
Ms. Highway: Chcesz zabrać Polakom las, las polski, historyczny, gdzie się knuło, walczyło, łowiło, polowało od setek lat? To już tylko kościół im zostanie...
Jacek Wasilewski: W Polsce ponad 80% lasów należy do Skarbu Państwa, czyli do nas, więc 10 milionów do lasu Polaków jedzie "po swoje". Ale nie zawsze tak było. W Holandii do tej pory lasy są w ręku królowej, która nie pozwala nic kraść, bo to dewastacja krajobrazu. W lesie polować nie wolno było, wiec na przednówku onegdaj jeść nie było co. Jakimż wybawieniem były grzyby dodane do starej kapusty. Smak grzyba prawdziwka walczył z działalnością wywrotową grzyba pleśniaka. Tak jak cygan robił zupę z gwoździa, nasi tubylcy nękani przez rodzimą szlachtę jedli korę z drzew i grzyby suszone były miłym dodatkiem do trudów corocznego survivalu. Zupa z gwoździa i zupa grzybowa różnią się niewiele. Gdyby Polska miała większy pas wybrzeża, zamiast grzybów byśmy zbierali meduzy.
logo
Autorzy tekstu nie kwestionują (nawet im to przez myśl nie przeszło) kulturowej roli grzybów jako zakąski

Ms. Highway: To trochę tak jak z ostrygami i ślimakami. Kiedyś były jedzeniem biedoty, a kiedy biedota zaczęła zarabiać tyle, żeby jeść prawdziwsze mięso, stały się wykwintną przekąską. Tak samo u nas grzyby serwuje się znającym tylko smak pieczarek (ze strachu przez zatruciem) prezydentom i premierom państw zmuszonym do rewizyty w Polsce.
Jacek Wasilewski: Mój ojciec zabierał mnie na grzyby, co było okazją do współzawodnictwa solidarnych Polaków. Kapitalizmu i wyścigu szczurów uczyliśmy się wstając o 4 rano by dojechać do Puszczy Knyszyńskiej, zanim inni tam dotrą i grzyby wyzbierają. Ojciec pokazywał mi kosz prawdziwków pogardliwie patrząc na moje maślaki i podgrzybki, które nie mogły się równać grzybom szlachetnym.
Ms. Highway: Nigdy nie byłeś dobrym szperaczem, a grzybobranie to sztuka szperania, węszenia, gmerania - dobra dla naprawdę zdeterminowanych, żeby wygrać w borowikowym wyścigu. Ubodzy szukali jedzenia, a wyższe sfery potrzebowały pretekstów i przykrywek do swoich towarzyskich gierek, stąd piękna szlachecka tradycja grzybobrania.
Jacek Wasilewski: Narodowy zestaw grzybów znajduje się przecież w “Panu Tadeuszu” (jako żywo, nie znam tych gatunków):
Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania
Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania.
Niezłe, co? To co dla biedaków było koniecznością, panowie szlachta zrobili sobie obrzęd, bo przecież nie chodziło im o grzyby, tylko o pretekst żeby się udać do lasu, do świątyni dumania. No i óż tam się działo? Otóż:
Panienki za wysmukłym gonią b o r o w i k i e m,
Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.
Wszyscy dybią na r y d z a; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czyli już wtedy gra w grzybobranie, rangi trofeuów, odwzorowanie polskiego feudalnego społeczeństwa nawet w sposobie zbierania grzybów:
zaś innych imiona
Znane tylko w zajęczym lub wilczym języku,
Od ludzi nie ochrzczone; a jest ich bez liku.
Ni wilczych, ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy,
A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy,
Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie;
Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie.
Poemat jest genialny, bo pokazuje jakże polskie zachowanie: z rozczarowaniem trzeba sobie poradzić za pomocą kopniaka, w piszczel grzybowi, w kapelusz grzybowi, nic to, ze sarenka może zjeść, że ślimak, że inne stworzonko boże. Podobnie teraz jest z wojną budżetową - jak nie ma dla mnie, to warto przyłożyć rządowi w kapelusz.
Ms. Highway: Grzyby mają też w Polsce legendę partyzancką: akowcy ukrywający się w lesie, potem podziemie solidarnościowe - wszyscy grzybobrali. Lech Wałęsa przecież dowiedział się o przyznaniu mu Pokojowej Nagrody Nobla podczas zbierania grzybów w kaszubskich lasach. Dlaczego nie ma o tym poematu? Dlaczego, Jarosławie Rymkiewiczu, o tym nie ma?
Jacek Wasilewski: Polak ma mentalność apsirującą do szlacheckiej - po łbie dać komu trzeba, na pan się zwracać, Grunwald powspominać. Kogo nie stać na polowanie z flintą, jak to robi prezydent, to sobie zrobi małe polowanie, na grzybach, łeb ukręci, wyrwie, trofeum na fejsbuku uwieczni. Polskie grzybobrania to dla Polaków niemal obrzęd, jak odstrzał łosi dla Szwedów, pogoń za lisem dla Anglików, beau jolais dla Francuzów, Oktoberfest dla kibiców Bayernu. Co więcej na forach grzybiarskich psychofanów można znaleźć wiele gatunków godnych pieszczot i tkliwej opieki.
Ms. Highway: Kto wie, czy do zwycięstwa katolickiej wiary z jej mistycznym polotem nie przyczyniły się zwyczaje pogrzybowych wizji i nawiedzeń, tak cenionych w Polskim katolicyzmie a podejrzliwie traktowanych w zorientowanych na czytaniu książki protestanckich odłamach. Podczas lokalnego borzęckiego święta grzyba kulminacją są fajerwerki i czyż to zbiorowe przeżycie nie ma czegoś urzekającego, korzeniami sięgającego greckich dionizjów?
Jacek Wasilewski: Na marginesie - zauważmy naszą tkliwość w stosunku do używek: tak jak woda ognista jest nazywana wódką, tak i grzyby halucynogenne zyskały miano grzybków halucynków.
Ms. Highway: Jakoś tak dziwnie mi to mówić, ale objawy po spożyciu grzybków zgadzają się z niektórymi odłamami polskości. Otóż grzybki w małych dawkach wywołują u człowieka głównie zaburzenia percepcji, zmienność myśli lub nastroju, przy zachowanej świadomości. Powodują pewne ryzyko wynikające z niewłaściwej oceny otaczającej sytuacji i stany lękowe: że inni nam zagrażają.... Kiedy się doda jeszcze, że grzyby psylocybinowe oddziałują silniej na osoby płci żeńskiej, mamy pewien kamyczek do wydarzeń ostatnich dwóch lat.
Jacek Wasilewski: Dziś Goście z zagranicy zamawiają u nas tradycyjne polskie pierogi z grzybami, prawdziwki w śmietanie i grzyby marynowane. Ale to tylko wstęp do prawdziwej polskości. Prawdziwa polskość to cuda nad Wisłą, pojawiający się znikąd Wernyhora i Pan Tadeusz marzący o tym, żeby bzyknąć Telimenę w lesie. Na szczęście dostaje od niej klucz.
Reszta woli grzybki. Tylko nauka w las nie poszła.