Zaczynają się długie jesienne wieczory. Nie chce się wychodzić z łóżka, choćby nawet do kuchni, nie mówiąc już o wybieganiu na zewnątrz. To, co pozwala łączyć jedzenie i łóżko, ruch i konsumpcję, Anglicy nazywają pussy eating. A my... my mamy nazwę francuską, ale nikt jakoś nie walczy o czystość języka w tej dziedzinie.
REKLAMA
Jacek Wasilewski: Nasza kultura jest dość restrykcyjna jeśli chodzi o jednoczesną rozmowę i konsumpcję. W naszym języku jest kilka dziwnych sformułowań , np. jak pies je to nie szczeka. Sfera konsumpcji wiąże się za to mocno seksem i tu jest raczej dużo mlaskania, a samej rozmowy jakby mniej.
Ms. Highway: Jeśli w Polsce konsumpcja wiąże się z seksem, to chyba tylko konsumpcja wódki. Niestety wbrew tekstom z kolorowych magazynów, życie i słownictwo seksualne Polaka są nadal ubogie. Dlatego Polakowi dużo łatwiej kupić żonie lodówkę, niż powiedzieć coś uwodzicielskiego o jej łonie i sferach genitalnych. Choć miłosne gaworzenie z pewnością wyszłoby taniej.
Jacek Wasilewski: O seksie trudno rozmawiać bez jakiejś lichej choćby znajomości słownictwa. W porównaniu do Hindusów jesteśmy na poziomie garażu podziemnego. Nie mówię tu nawet o czasownikach oznaczających ruchy tu i tam, czy w te i we te (tu właśnie daje o sobie znać ta ubogość języka), ale o kwestii tzw. orientacji w terenie, gdzie trzon łechtaczki, wędzidełko, wargi, fourchette, perineum i inne sprawy.
Ms. Highway: No, ale oni mają to wszystko wyjaśnione na ścianach świątyń, a u nas głównym tematem dla kościoła jest zdalne zapłodnienie. W katolickim narodzie trudno tak się wyginać, żeby widzieć te dolne sprawy.
Jacek Wasilewski: A powiem ci, że sam się zdziwiłem, ale to jednak jest możliwe.
Ms. Highway: W naszym narodzie? Przecież wyginanie jest raczej niewskazane, chyba że kogoś łamie w krzyżu i nie ma siły się wyprostować.
Jacek Wasilewski: Nie, chodziło mi o autofellatio, o autocunnilingus.
Ms. Highway: Hm, wydawało mi się, że można by tak nazwać wiele współczesnych polskich powieści, ale chyba chodzi ci jednak o coś innego...
Jacek Wasilewski: Tak, autofellatio naprawdę robi wrażenie, ale z ilustracji wynika, że trudno tego typu akrobacje robić po bigosie i schabowym. Choć generalnie Polacy z seksem oralnym wielkiego kłopotu nie mają - według badań Henryka Izdebskiego uprawiała go blisko połowa (49%) rodaków.
Ms. Highway: Ciekawe, czy wypełniając ankiety, wiedzieli, czego dokładnie dotyczy pytanie - po ciemku trudno się czasem zorientować, co i jak.
Jacek Wasilewski: A jednak - i najbardziej lubimy to robić na Mazowszu i w Małopolsce.
Ms. Highway: A najrzadziej?
Jacek Wasilewski: Na Podlasiu. Ale wszystko przed nami. Myślę jednak, że to nie tylko katolicyzm jest winien naszemu ubóstwu - główną przyczyną jest ten obrzydliwy romantyzm, w którym wciąż po uszy tkwimy.
Ms. Highway: Myślałam, że tkwimy w konsumpcjonizmie.
Jacek Wasilewski: Tylko górną częścią ciała. Dół tkwi w romantyzmie jak w błocie. Oczywiście, konsumpcja łączy się z seksem. Kiedy mówimy, że mamy ochotę kogoś schrupać....
Ms. Highway: Albo że ktoś jest ciacho...
Jacek Wasilewski: ..to widać, że związek z jedzeniem jest bliski. Z piciem zresztą też. Choć mało kto dziś powie tak ładnie, jak w Pieśni nad pieśniami: Łono twe, czasza okrągła: niechaj nie zbraknie w niej wina korzennego! Brzuch twój jak stos pszenicznego ziarna okolony wiankiem lilii. (7,3)
Ms. Highway: W Polsce miłującej w romantyzmie Napoleona przyjęła się raczej francuska minetka, od kotka (minette).
Jacek Wasilewski: To dziwne, bo jednocześnie tę część ciała niektórzy zowią myszką. Natomiast samo słowo cipka pochodzi od dziurki, co zresztą słychać też w słowie ciupa - wsadza się kogoś do ciupy, do lochu. Tylko loch to już po niemiecku.
Ms. Highway: Wszystko super, ale nie podoba mi się, że sama cipka jest tylko przedmiotem konsumpcji. W końcu ona też jest aktywna. Też zjada. Nie chodzi mi o przerażającą vagina dentata, ale chociażby o przedstawienia Natalii Lach-Lachowicz i jej sztuka konsumpcyjna.
Jacek Wasilewski: To i tak są lata 70. U nas żywe to było tylko w pieśniach ludowych, w przyśpiewkach weselnych. Jak sobie sięgniemy do Kolberga, to możemy przeczytać: Bez potocek mostek/ ni ma w cipce kostek/ ani w chuju sadła/ bo go cipka zjadła (Podhale 1961), albo : Sła pisia z Wojnisia/ nad rzekom se siadła/napijże się, pisiu /boś kiełbaskę jadła (Małopolska 1968) , albo Oj bieda mi bieda/ubogiej sierocie / da zjadłam ptaska z nóżką/ grzebie mi w żywocie. Dodajmy, że żywot to określenie brzucha, tak jak w wyrażeniu owoc żywota.
Ms. Highway: No i właśnie dlatego w inteligenckim zakłamanym świecie można robić prowokacyjną sztukę, jak Lizaki - Iwony Demko, choć w każdym szanującym się pogańskim kraju lizaki takie byłyby normalne w jakieś andrzejki czy inne doroczne święto.
Jacek Wasilewski: W świecie mniej patriarchalnym nawet zaleca się coś takiego. Np. w tao, gdzie lepiej nie trwonić męskiego nasienia, za to - żeby zapożyczyć z Pieśni nad Pieśniami - picie wina korzennego pozwala zwiększyć i zachować qi, pierwotny oddech życia.
Ms. Highway: A widzisz, a w ascetycznej, opętanej dietą Polsce nie nazywamy tego ani beczułką wina, ani bułeczką, ani tym bardziej naszym ulubionym schabem. Wszystkie określenia mają być niewinne.
Jacek Wasilewski: Co do diety, to nawet lubrykanty i jadalne lotiony dla diabetyków i liczących kalorie są także bezcukrowe.
Ms. Highway: Dobrze że lubrykantów nie trzeba gotować.
Jacek Wasilewski: Ani tym bardziej głównego dania.
Ms. Highway: Może, na fali powrotu regionalnej i staropolskiej kuchni powrócimy do Reja i jego specyjałów, do beztroski sztuki ludowej. Przecież w porównaniu z Kochanowskim Rej był dużo bardziej imprezowy.
Jacek Wasilewski: Na razie w sferze działań językowych dosłownych (cunnus - cipka, lingua - język, stad cunnilingus) i symbolicznych wygląda na to, że cipkę można umieścić w muzeum i galerii, jak np. abakany, ale nie na swoim miejscu.
