Tomasz Terlikowski zdradził. Zdradził niebiegających. Teraz już nikomu nie można ufać. Bardzo lubię Tomka i zastanawiam się, co go do tego pchnęło? Jeśli ideologia, to pewnie dał przykład marszobiegu, który kto powinien, w lot pochwyci. Po co więc mogą biegać mohery?
REKLAMA
Ms. Highway: Opozycja niebiegaczy powoli się wykrusza. Myślę, że przejście Tomasza Terlikowskiego na dynamiczną stronę mocy jest znakiem, że Wasz czas dobiegł końca i już wkrótce - aż boję się to powiedzieć - może nawet Ty zaczniesz truchtać ukradkiem i po ciemku. Wydajesz się tym wszystkim zaskoczony, zdezorientowany... nieraz powoływałeś się na postawę Tomka jako argument za tym, że intelektualista nie musi się pocić bez celu, żeby udowodnić swoją wartość...
Jacek Wasilewski: Pierwsza sprawa, żaden szanujący się publicysta teologiczny nie biegał. Nie biegał ani święty Paweł, ani Tertulian, ani św. Stefan. Paweł drałował na osiołku, Tertulian dumnie kroczył, a Stefan oczywiście używał konia. Gdyby Tomasz napisał: przedreptałem na osiołku 6 km. Albo: galopowałem do "Lidla" po świece urodzinowe dla dziecka. Albo chociaż: wkroczyłem do pasażu ursynowskiego. Ale nie. Biegł.
MH: No wiem, że Ci przykro. Mimo różnic ideologicznych zawsze się pięknie różniliście w tych akademickich dyskusjach. Z wdziękiem pławiłeś się w scholastycznych meandrach.
JW: Biegnie nie przystoi żadnemu majestatowi. Kojarzy się z biegunką i pośpiechem. Biegają słudzy i kurierzy. Albo lemingi, którzy pędzą gdzieś na skraj przepaści, by tam fiknąć w dół oceanu. Mam nadzieję, że Tomasza żadna przepaść nie woła. Ale skoro już biega, to zapewne nie naśladuje lemingów, grzechu nieumiarkowania w jedzeniu nie praktykuje, a na powłokę swoją zewnętrzną uwagi nie zwraca w pychę nie chcąc się wbijać - musi być w tym zatem większy ideologiczny zamysł.
MH: I tu się zgadzamy. To nie może być zwykłe bieganie. Biegnąc na nasze spotkanie zrobiłam notatki i mam parę przykładów, które pomogą rozgryźć szaleńczy bieg naszego Katona:
Powód 1. Trening przed pielgrzymką i marszem
JW: Przekombinowane. Tak myśli leming, który jest racjonalny, nie zwraca uwagi na szlachetność, która bierze się z cierpienia. Ponieważ pielgrzymka ma być umartwieniem, dlatego idzie się na kolanach, łachmaniąc spodnie i w ogóle ma nie być zbyt przyjemnie, bo inaczej się nie liczy. Inaczej można by przyjechać autobusem zamiast iść.
Tak więc trening przed pielgrzymką z ideologicznego punktu widzenia nie ma sensu, natomiast przed marszami jak najbardziej. Jeśli marszy miałoby być więcej, wówczas warto je robić szybciej. Czyli wystartować z jednego miejsca, powiedzmy z Pl. Trzech Krzyży, biegiem na Plac Zamkowy, tam mowa, potem na lotnisko, w samolot i to samo we Wrocławiu albo w Skierniewicach. To miałoby sens, gdyby nie fakt, że we Wrocławiu taki marsz byłby bez sensu, bo tam nie ma telewizji ogólnopolskiej telewizji, tylko regionalne. Wygodniej w Warszawie. Tak więc ogólnie hipoteza jest słaba.
Powód 2. Żeby móc dogonić leminga i go ewangelizować
JW: Jest coś na rzeczy. Na osiołku co prawda i szybciej, i bardziej spektakularnie i z tradycją, co konserwatystom przypadłoby do gustu. Być może sprzedaż bezpośrednia byłaby lekarstwem na spadek sprzedaży "Gazety Polskiej Codziennie", która to niestety spadła o 2,5 tys. egz. już w drugim miesiącu ukazywania się tytułu. Liderem pozostaje wredny "Fakt" (368 422 egz.), choć jego sprzedaż też też spadła w stosunku do tłustego roku poprzedniego o 10,3 proc. Potem wredna "Gazeta Wyborcza" (298 211 egz.), na szczęście też spadła o 10,8 proc., a trzeci ohydny "Super Express". "Rzepa" dopiero na 4. miejscu. Jakby tak gonić leminga i przez 6 km nawijać mu o tym i o owym w "Gazecie Polskiej Codziennie", to naprawdę nawet na odczepnego wiele osób by zaprenumerowało. Albo - co jest całkiem niezłe w dobie internetowej anomii - dziennikarze włączając się w biegi mogliby sobie tweetować (ćwierkać) skróty swoich artykułów podczas biegania. Tu ćwierk, tam ćwierk, aż cały park rozbrzmiewa, co tam w "Gazecie Polskiej" piszczy! Bieda by tam już nie piszczała, o nie!
Powód 3. Żeby wybiegać grzeszne myśli, bo jak się jest zmęczonym, to się szybciej idzie spać
JW: Ponieważ w przypadku Tomasza, jak wynika z jego ćwierków, strach przed grzesznymi myślami nie istnieje, bo wszelkie myśli o pomnażaniu szeregów tych, co to będą narodowi naszemu zapewniać emerytury, są zbożne, toteż na pewno nie o to chodzi. To byłoby wbrew racji stanu.
Dla racji stanu można nawet ścierpieć rację stanika. Słaby to żart, ale jakoś mi tu pasuje.
Powód 4. Żeby dogonić rozbiegające się dzieci
Dla racji stanu można nawet ścierpieć rację stanika. Słaby to żart, ale jakoś mi tu pasuje.
Powód 4. Żeby dogonić rozbiegające się dzieci
JW: Tu widzę sens nareszcie w kwestii biegania. Rozbiegające się dzieci na prawo i lewo (żeby jeszcze tylko na prawo, to dałoby się ścierpieć) mogą stanowić nie lada problem. Ja osobiście rozwiązałem ten dylemat za pomocą owczarka. Mój owczarek jest walijskim owczarkiem i nie da się dzieciom rozbiec, utrzymując stadko w alfabetycznym porządku. Ale rozumiem, że można i samemu, żeby zwierząt nie męczyć. No i pies też nie jest dobrym dla chrześcijan symbolem: według legendy Faust posiadał wielkiego czarnego i kudłatego psa o ognistych ślepiach i w ogóle rzucało się na psa urok, więc lepiej samemu gonić. Ponieważ dzieci biegają same z siebie, z radości, i to nie dlatego, że są Polakami, tylko dlatego, że fajnie machać nogami w te i we w te, więc ta hipoteza wydaje się przyzwoita. By rodzinne stadko utrzymać w jednym kierunku - bieganie czas zacząć.
Powód 5. Żeby mieć powód do wyjścia z domu
JW: To byłoby banalne, ale z drugiej strony ja bym to rozumiał: jeśli zacznie się czytać dzieciom, po kolei, dla każdego lekturę dostosowaną do wieku, a po pierwszym czytaniu przed nami ustawia się kolejka, to bym się nie zdziwił. Ale po cóż wtedy biegać? Można po prostu iść do knajpy się napić w intencji jakiegoś dobrego uczynku czy hossy na giełdzie zbożowej w Etopiii. Ale biegać? Niedobra hipoteza.
JW: To byłoby banalne, ale z drugiej strony ja bym to rozumiał: jeśli zacznie się czytać dzieciom, po kolei, dla każdego lekturę dostosowaną do wieku, a po pierwszym czytaniu przed nami ustawia się kolejka, to bym się nie zdziwił. Ale po cóż wtedy biegać? Można po prostu iść do knajpy się napić w intencji jakiegoś dobrego uczynku czy hossy na giełdzie zbożowej w Etopiii. Ale biegać? Niedobra hipoteza.
Powód 6. Żeby mieć o czym pisać na Twitterze.
JW: E, to byłaby zwykła pycha, za to jest paręset lat czyśćca. Podobnie naraziłby się podejmując ryzyko chwalenia się na swoim blogu, że w Na temat o nim napisali. Nie, chwalenie się to najgłupszy z pomysłów, jaki można by tu przywołać.
Powód 7. Żeby sprawdzić czy maraton jest trudniejszy niż trwanie w Panu
JW: I to jest całkiem dobre. Podczas maratonu jest tyle pokus: po pierwsze, żeby stanąć odpocząć; po drugie: żeby skrócić drogę, po trzecie, żeby podciąć nogi tego, co przed nami... A ludzie mimo to trwają, męczą się, dręczą się, katują się, sapią, dyszą... Jest w tym ani chybi jakaś adrenalina jakieś uzależnienie, jak powiada Piotr Pacewicz. A zatem - Tomasz niczym Daniel wszedł do jaskini lwa, w której czyha zalew endorfin. Wy myślicie - uzależni się. A ja wierzę, że jest w stanie rzucić to w diabły, pokazać, że żadne ziemskie działanie go nie trzyma, nie zniewala. Pokaże, że potrafi - i z hukiem się wyrzeknie. Brawo, to byłoby coś wielkiego. To byłaby siła. Powiedzieć - mogę biegać tu i ówdzie! Ale to głupie. I wsiąść jak człowiek do autobusu. I majestatycznie zniknąć za rogiem.
JW: I to jest całkiem dobre. Podczas maratonu jest tyle pokus: po pierwsze, żeby stanąć odpocząć; po drugie: żeby skrócić drogę, po trzecie, żeby podciąć nogi tego, co przed nami... A ludzie mimo to trwają, męczą się, dręczą się, katują się, sapią, dyszą... Jest w tym ani chybi jakaś adrenalina jakieś uzależnienie, jak powiada Piotr Pacewicz. A zatem - Tomasz niczym Daniel wszedł do jaskini lwa, w której czyha zalew endorfin. Wy myślicie - uzależni się. A ja wierzę, że jest w stanie rzucić to w diabły, pokazać, że żadne ziemskie działanie go nie trzyma, nie zniewala. Pokaże, że potrafi - i z hukiem się wyrzeknie. Brawo, to byłoby coś wielkiego. To byłaby siła. Powiedzieć - mogę biegać tu i ówdzie! Ale to głupie. I wsiąść jak człowiek do autobusu. I majestatycznie zniknąć za rogiem.
