„Osobiście nie zaryzykowałbym wynajęcia prawnika bez aplikacji i doświadczenia - szczególnie w naszym systemie prawnym” – komentarzy w podobnym tonie nie brak w internecie. Komentarze te są odpowiedzią na zapowiadany projekt ustawy o świadczeniu czynności prawnych. Umożliwia on występowanie absolwentom studiów prawniczych w sprawach cywilnych na równi z adwokatami lub radcami. Na moim profilu na facebooku ktoś zapytał wprost: „Ciekaw jestem czy Poseł sam skorzystał by z usług pełnomocnika tylko po studiach...”.

REKLAMA
Ktoś inny dodał: „Założę się że na pewno by nie skorzystał”. Autor drugiego wpisu stoi w tym zakładzie na przegranej pozycji. Skorzystałem bowiem prawie 12 lat temu z usług pełnomocnika po studiach. A dokładnie absolwenta… Jacka Żalka. Sprawa była szeroko komentowana. Padłem wówczas ofiarą zwykłego pomówienia ze strony nie byle kogo, bo urzędującego ministra.
W trakcie wywiadu radiowego polityk SLD Ryszard Kalisz powiedział, że „zorganizowałem i kierowałem uzbrojoną w noże i gaz grupą mężczyzn”. Byłem wówczas niezależnym radnym. Stwierdzenie ministra Aleksandra Kwaśniewskiego było oczywistą nieprawdą. Sprawę skierowałem do sądu, który skazał Kalisza za pomówienie. Epilog tej historii był taki, że w 2005 r. tuż przed końcem swojej drugiej kadencji ułaskawił go nie kto inny, jak tylko prezydent Kwaśniewski.
Sprawę przed sądem wygrałem nie biorąc przy tym korporacyjnego pełnomocnika. Obecnie jest tak, że pełnomocnikiem może być członek rodziny lub pełnomocnik korporacyjny. Zgodnie z moim projektem, pełnomocnikiem strony mógłby być każdy, kto skończył wyższe studia prawnicze, a nie ma aplikacji adwokackiej lub radcowskiej.
Cennik usług prawniczych w procesach cywilnych z pewnością jest różny. Ale nawet biorąc pod uwagę to założenie, można śmiało powiedzieć, że dużej części Polaków nie stać na pełnomocnika. Wobec czego są oni wykluczeni z pomocy prawnej. Na otwarciu hermetycznego rynku usług prawniczych nie dość, że nie stracą adwokaci, zyskają jeszcze młodzi prawnicy.
Jesteśmy dzisiaj odpowiedzialni za oszustwo edukacyjne, polegające na tym, że produkujemy na studiach prawniczych armię bezrobotnych. Sztuczne regulacje sprawiają, że ktoś kończy pięcioletnie studia, po to, by praktycznie skazać się na bezrobocie. Wygląda to tak, jakby państwo wysyłało do studentów komunikat: możecie się uczyć, ale nie możecie pracować.
Dochodzi do tego jeszcze inna kwestia. To nie żadna ekstrawagancja, że człowiek może swobodnie decydować o tym, kto go będzie reprezentował przed sądem w cywilnej sprawie. Czy będzie to prawnik z dużej firmy, wujek, czy kolega po studiach. Taki wybór powinien być jedną z podstawowych swobód jakie państwo daje obywatelowi.