Poseł SLD Ryszard Kalisz przyzwyczaił opinię publiczną, że regularnie daje o sobie znać. Niestety nie robi tego celnymi rzeczowymi analizami, ale niekompetencją. „Minister sprawiedliwości żądając akt z postępowania sądowego dotyczącego szefa Amber Gold działa niezgodne z prawem, ponieważ narusza w ten sposób niezawisłość sądów” – to jego kolejny retoryczny popis. Taką tezę serwował widzom TVN 24.
REKLAMA
Pamiętając, że Ryszard Kalisz jest adwokatem, jego wypowiedź można nazwać kolejnym dowodem na to, że system kształcenia prawników w oparciu o aplikacje nie spełnia swojej roli.
Trudno, żeby minister sprawiedliwości słuchał pouczeń osób, które w wyniku naruszenia prawa skorzystały z aktu łaski – tak jak w przypadku Ryszarda Kalisza – udzielonego przez patrona politycznego Prezydenta Kwaśniewskiego. Politykowi SLD pozostaje tylko przekazać opinię karnisty prof. Piotra Kruszyńskiego, który radzi w razie wątpliwości zapoznać się z regulaminem urzędowania sądów powszechnych, który to regulamin jednoznacznie uprawnia ministra do występowania do sądów z takim żądaniem.
Specjalnie Ryszardowi Kaliszowi dedykuję § 95 ust. 1: „akta sprawy lub akta księgi wieczystej przesyła się na każde żądanie po wykonaniu niezbędnych czynności w sprawie: Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Ministrowi Sprawiedliwości, Sądowi Najwyższemu, Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Rzecznikowi Praw Dziecka oraz sądowi odwoławczemu". Ponadto, prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski twierdzi, że minister sprawiedliwości miał rację i na miejscu Jarosława Gowina zrobiłby to samo.
Gdyby przyjąć tok rozumowania posła Kalisza należałoby stwierdzić, że nie tylko minister sprawiedliwości, ale także Rzecznik Praw Obywatelskich czy Rzecznik Praw Dziecka występując do sądów o nadesłanie akt postępowania naruszają zasadę niezawisłości. Warto podkreślić, że analiza akt sprawy to normalne i rutynowe działanie podejmowane przez RPO lub Rzecznika Praw Dziecka. Czyżby rutynowo naruszali niezawisłość sądów?
Poza tym, poseł Kalisz mówił w TVN 24 o „obywatelskim demokratycznym państwie prawnym". Jest to delikatnie mówiąc niedorzeczne sformułowanie. I należy mecenasowi Kaliszowi przypomnieć to, co musi rozróżniać student prawa, jeśli chce mieć nadzieję na pracę w zawodzie.
Zgodnie z konstytucyjną zasadą Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym, a obywatelskie może być np. zachowanie lub postawa. Gdyby student na egzaminie z prawa konstytucyjnego „mówił Kaliszem” odszedłby nie tyle z kwitkiem, ale i z dwóją. Myślę, że na tym przykładzie widać dobrze, że to nie aplikacja czyni adwokata, jak uparcie twierdzą przeciwnicy otwarcia zawodów prawniczych.
Oprócz tego interesująca jest opinia posła Kalisza, który twierdzi, że: "wypowiedź (ministra – przyp. J. Ż.) narusza podstawy Rzeczypospolitej". Czyżby zatem poseł chciał wprowadzić, m.in. obok zamachu stanu czy szpiegostwa - nowe przestępstwo przeciwko Rzeczpospolitej? Minister byłby karany za to, że się wypowiada. Trudno to nawet komentować.
Zawiła i dość pokrętna jak widać wypowiedź posła Kalisza ma na celu jedynie obronie interesów korporacyjnych w wymiarze sprawiedliwości. Jest też polityczną porażką SLD, który rekomendował posła Kalisza na przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Przewodniczący takiej komisji powinien stać na straży i bronić interesów zwykłych ludzi, którzy zostali pokrzywdzeni, a ich prawa naruszone. Nie jest natomiast rolą szefa komisji obrona wpływowych korporacji prawniczych. Wystarczy, że niezawodnym rzecznikiem interesu tej grupy jest dobrze w niej ustosunkowany były minister sprawiedliwości i czynny adwokat Zbigniew Ćwiąkalski.
