Znaleźliśmy się w Polsce w swoistym klinczu. Z jednej strony próbujemy dyskutować o kluczowych sprawach cywilizacyjnych, takich jak prawo do życia. Z drugiej strony emocjonalne, efektowne chwyty w debacie więcej znaczą niż wyważony, spokojny dialog nastawiony na merytoryczne argumenty. To powoduje, że wychodząc od absolutnie poważnych spraw nie potrafimy nawet doprowadzić do poważnej dyskusji...

REKLAMA
Myśląc o tym co nas czeka w 2013 r. nie da się uciec od roku, który świeżo jest za nami. Porażki i trudności, które odczuliśmy w 2012 r. stają się wielkimi wyzwaniami na nowy rok. Z reguły robiąc podobne roczne analizy podsumowujące i prognozujące łatwiej mówić o konkretnych wydarzeniach, podpisanych bądź niepodpisanych dokumentach, uchwalonych ustawach, o wydarzeniach, które nas czekają etc. Wydaje mi się jednak, że znacznie ważniejsze są dwie szersze tendencje, których wpływ odczuwaliśmy w mijającym roku i które stają jako wielkie wyzwania nie tylko przed rządzącymi Polską, ale i przed wszystkim Polakami.
Pierwszą taką tendencją jest ostry podział społeczno-polityczny, który nie dotyczy tylko partii w Sejmie, ale coraz wyraźniej przenosi się na całe społeczeństwo. Aby się o tym przekonać wystarczy wziąć udział w kilku dyskusjach, których tematy będą polityczne, co od razu oznacza, że partyjne. Wystarczy poczytać internetowe komentarze, zarówno te na portalach informacyjnych, jak i te wpisywane na naszych tablicach na Facebooku, wystarczy przytoczyć wymiany zdań na Twitterze. Nie wierzę w żadną utopię, nie oczekuję, że znikną różnice między uczestnikami debaty publicznej. Mam natomiast nadzieję, że w artykułowaniu tych różnić zachowywane będą zasady, przynajmniej te dotyczące dobrego wychowania. Emocje w sferze publicznej rozpala wszystko, co może posłużyć jako pretekst do walki politycznej.
Wewnętrzny polski podział może wyrządzać krzywdę Polsce na arenie międzynarodowej. W tym kontekście jest to duże wyzwanie na nowy rok. Nie pozwolić, aby żadna sprawa nie poróżniła nas tak, że obce władze zabiegając o swoje interesy w zasadzie nie będą musiały nic robić, bo walcząc między sobą bez opamiętania ich w tym wyręczymy. Nie trzeba chyba szczegółowo przypominać, zdarzyło się tak przynajmniej kilka razy. Krajowi podzielonemu na obozy posługujące się logiką wewnętrznej walki trudno będzie być wpływowym partnerem w realnej polityce zagranicznej. Będzie raczej elementem rozgrywanym przez silniejsze, bardziej spójne państwa.
Znaleźliśmy się w Polsce w swoistym klinczu. Z jednej strony próbujemy dyskutować o kluczowych sprawach cywilizacyjnych, takich jak prawo do życia. Z drugiej strony emocjonalne, efektowne chwyty w debacie więcej znaczą niż wyważony, spokojny dialog nastawiony na merytoryczne argumenty. To powoduje, że wychodząc od absolutnie poważnych spraw nie potrafimy nawet doprowadzić do poważnej dyskusji. Zamiast niej mamy retoryczną walkę, której cechą jest kompletna bezcelowość. Na to nakłada się druga tendencja. Gospodarczy i ekonomiczny kryzys, z którym już borykają się światowe gospodarki.
Kryzys nie zniknie w 2013 r., ale jak zapowiadają ekonomiści będzie jeszcze bardziej odczuwalny. W Polsce ten temat wiąże się jeszcze z wyzwaniami demograficznymi, jakie przed nami stoją. Mocnym punktem będącym szansą na uruchomienie w Polsce tendencji rozwojowych jest polityka prorodzinna. Nie ma innej drogi, jak ta by w Polsce młodych ludzi było stać na posiadanie dzieci. Innowacyjność i wzrost gospodarczy w naturalny sposób związany jest z młodym pokoleniem. Wydaje się, że jest konsensus co do tego stwierdzenia. Za mało chyba jednak determinacji, co robić, by wprowadzić to w życie. Nie możemy patrzeć na te kwestie wyłącznie przez pryzmat doraźnych kosztów. Patrzmy na te sprawy całościowo, z szerszej perspektywy.
W Polsce po 1989 r. uwidoczniło się powstawanie tzw. klasy średniej. Wykształcała się grupa ludzi, których trudno było nazwać bogaczami, ale nie musieli oni „klepać biedy” i kombinować jak łączyć koniec z końcem. Jeszcze w latach 90. można było to traktować jako sukces rodzimej transformacji. Ale to już niestety za nami. Teraz znowu możemy obserwować duże rozwarstwienie i powrót do dychotomii biedni i bogaci. Rodzi i rodzić będzie ono poczucie niesprawiedliwości, a to nie pomoże zasypać podziałów, o których pisałem na początku. To również silne wyzwanie cywilizacyjne, przed którym stajemy na początku 2013 r.
Myślę, że znajdujemy się w bardzo ważnym momencie naszej historii. Rok 2012 mocno pokazał nam dwie tendencje, podział społeczno-polityczny, a także kryzys gospodarczy związany z trudnościami demograficznymi przed jakimi stajemy. Jeśli nie zmierzymy się z tymi problemami, może się okazać, że zamiast Polski z dużym potencjałem rozwoju, będziemy mieli Polskę schyłkową. Nie łudźmy się, że zmiany da się wprowadzać z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień. Zmiany musimy wprowadzać patrząc daleko naprzód, z myślą o kolejnych pokoleniach. Od powodzenia ich realizacji zależy przyszłość naszych dzieci. A od ich przyszłości nasze ewentualne emerytury.