Drodzy Państwo zaczynam patrzeć w przyszłość z rosnącą nadzieją. Dynamika wypadków w ostatnich dniach niebywale przyspieszyła. Wydaje się, że Jarosław Kaczyński przestaje panować nad sytuacją.

REKLAMA
Po pierwsze blitzkrieg jego wiernych gwardzistów na posady jest spontaniczny, masowy i nie do opanowania. Ruszyła karuzela stanowisk i pretendenci z zajadłością walczą o synekury. Jakiekolwiek pozory praworządności w tym procesie zostały odrzucone. Patrzymy na wielki, bezwstydny spektakl TKM nie przysłonięty nawet figowym listkiem. Poprzednie ekipy obsadzały spółki skarbu państwa i posady w administracji jakby wstydliwie. Zachowywano cień pozoru praworządności tego procesu. Próbowano publiczności przedstawić kandydatów jako fachowców, a całość operacji jako prowadzonej dla dobra wspólnego. Liczono się jednak z efektami. Koniec końców rynek zweryfikuje fachowość menadżerów, a wyborcy sprawność administratorów. Stopień umiaru poprzednich rządów był różny, zależny od czasów i opcji politycznej. Dzisiaj mamy całkowity obcesowy bezwstyd. Król jest nagi. Ponieważ wymiana kadr jest prowadzona z mocy ustawy, a posad do obsadzenia jest ilość ogromna, dochodzi do paradoksu – brakuje kadr z jednej strony, z drugiej trwa zajadła walka o najsłodsze konfitury.
W efekcie jak w każdej autorytarnej kleptokracji posady dostają osoby nie mające kompletnie pojęcia o tym, czym dana firma się zajmuje. Malarz zostaje członkiem zarządu TVP a gminny skarbnik obejmuje prezesurę największej polskiej firmy. To tylko przykłady, ale listę niekompetentnych nominatów można ciągnąć w nieskończoność. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Najpierw zginęły Bogu ducha winne konie. Szczerze zwierzaków mi żal, ale mam odwagę powiedzieć - ich śmierć nie była daremna. Stała się symbolem niekompetencji, chciwości, bezpardonowej walki o posady miernot, których jedynym dorobkiem jest miejsce w kolejce do ucha prezesa. Krótko mówiąc, towarzysze rzuceni na odcinek gospodarki, aktywiści sprawdzający się w biznesie, po prostu nie dają rady. Konie to dopiero początek. Były najbardziej wrażliwe. Za nimi pójdą kolejne ofiary nieudolności i kumoterstwa. Ja już zacząłem bać się latać LOT-em. Jeśli zaczną dobierać pilotów, tak jak dobierają specjalistów od hodowli koni, trzeba spodziewać się setek Smoleńsków. Tamta załoga też nie miała uprawnień.
Po drugie rząd Prawa i Sprawiedliwości zapędził się kompletnie w konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Nie udało się przekonać nikogo, ani w Polsce, ani za granicą, że demokracja w Polsce jest niezagrożona. Jarosław Kaczyński w walce z trybunałem poniósł kolejną już, trzecią w swej karierze, klęskę. Nawet jeśli skutecznie go w końcu - po długiej, wyczerpującej i napawającej niesmakiem walce - sparaliżuje, to będzie to pyrrusowe zwycięstwo. Pyrrusowe, ponieważ skala konfliktu wymknęła się kompletnie Kaczyńskiemu spod kontroli i nie udało się zrzucić odpowiedzialności na opozycję.
Blisko 80% Polaków uważa, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Prawie 80% uważa, że sporni sędziowie powinni być zaprzysiężeni a wyrok opublikowany. Wojna o Trybunał pokazała żałosną niekompetencję polityków PiS. Żenujący występ premier Szydło w Parlamencie Europejskim prawicowe media ogłosiły wielkim zwycięstwem. Żenujące listy wysyłane prze ministrów rządu miały głośnym pohukiwaniem odstraszyć unijnych urzędników. Przyniosły tylko zdziwienie, niedowierzanie, niesmak i wstyd.
Premier jak mantrę powtarzała kłamstwo o stanie polskiej demokracji licząc na to, że powtórzone tysiąc razy jakimś cudem stanie się prawdą. Nie stało się. I gdy już ogłaszano zwycięstwo, okazało się, że PE przyspieszył termin debaty o polskim rządzie. Ministrowie wraz z premierem zostali ośmieszeni, upokorzeni, wyszli po prostu na błaznów, dyletantów, niekompetentnych szczeniaków żyjących w iluzji potęgi i chwały, roztaczanej przez prawicowych klakierów z licznych prawomyślnych gazet, którzy prześcigali się w lansach, pochlebstwach i ukłonach. Prezesowi przypominam – lizusi są w polityce śmiertelnie niebezpieczni. Bardziej niż wrogowie, bo zakłamują rzeczywistość, a oderwanie się od rzeczywistości polityka, to jego profesjonalny koniec, wyrok, śmierć. Cóż, skoro armia pochlebców to nieodłączny element każdego cesarskiego dworu a taki w błyskawicznym tempie prezes wokół siebie buduje.
Czym to się kończy pokazał najlepiej minister spraw zagranicznych, Witold Waszczykowski, który doniósł na własny rząd do Komisji Weneckiej. Nie o to chodzi, że Komisja bez jego sprawczej woli by Polską się nie zajęła. Zajęła by się tak czy owak, bo skala niszczenia polskiego państwa prawa nie uszłaby uwagi żadnej instytucji europejskiej, której zadaniem jest pilnowanie czy prawo to jest przestrzegane. Problem polega na tym, że Waszczykowski wyjął najmocniejszy propagandowy młot własnego rządu. Od tej pory zarzuty o donosicielstwo brzmiały fałszywie. Targowica śmiesznie. Naprawdę trudno było przedstawić udział instytucji europejskich w sporze, jako nieuprawnioną ingerencję, agresję Europy czy dyktat Brukseli. Rząd przecież sam się o taki dyktat prosił ustami swojego ministra.
Nepotyzm i niekompetencja wyłazi z każdej dziury. Jarosław Kaczyński już raz własnymi rękami zniszczył swój własny rząd, próbując za wszelką cenę udowodnić, że układ, którego przez całe życie szukał, naprawdę istnieje. Znalazł go we własnym gabinecie. Widzieliście kiedyś premiera, który świadomie niszczy własny rząd? Do tego jeszcze knując intrygi przeciw własnym ministrom? Wisienką na torcie jest fakt, że intrygi te przeprowadzono z naruszeniem prawa. Operacja CBA była nielegalna, a jej szef tylko dzięki opaczności swojego partyjnego kolegi uniknął więzienia. Jak by mi to ktoś opowiedział, to bym po prostu nie uwierzył.
Proszę państwa teraz jest tak samo tylko bardziej i szybciej. Zataczamy ten sam zaklęty krąg agresji, dyletanctwa i niemocy. I chyba już wiem jak to się skończy. Naprawdę widzę światełko w tunelu. Erupcja agresji zaczęła mnie bawić. Jest dowodem słabości tej ekipy. Chyba oni już zdają sobie sprawę, że czas tego rządu dobiega końca. Czują zimny oddech nieuchronnej klęski. Historia śledztwa katastrofy smoleńskiej jest dobrą paralelą całości przedsięwzięć Prawa i Sprawiedliwości. Prawda prezesa musi stać się prawdą nas wszystkich. Choć jest to po prostu niemożliwe, bo w każdej materii są granice zaklęcia rzeczywistości. A ona - rzeczona rzeczywistość - już skrzeczy od dawna. Prezes ciśnie, rzeczywistość trzeszczy. Trzeszczy, na granicy pęknięcia. Ale wola prezesa jest niezłomna. Ona już pęka, a on ciśnie i ciśnie. Zaraz się złamie. Już niedługo. Wyobrażam sobie kolejną odsłonę ponurej groteski – rodziny bronią dostępu do grobów swoich bliskich przed ekshumacją. Bijatyki na cmentarzach. Czujecie to? Koniec już blisko. Docieramy do granicy absurdu. Na naszych oczach tragedia zamienia się w tragifarsę.
Patrzę na to przerażony, rozbawiony i zniesmaczony jednocześnie. Prezesie kończ Pan, przestań się tak męczyć, człowieku. Nie mogę na to patrzeć.