W zeszłym tygodniu, w sejmie, odbył się ponury propagandowy spektakl pod tytułem „audyt”. Jaki był sens tego spektaklu? Widzę tylko jeden – zadowolenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Z puntu widzenia politycznego była to dla PiS katastrofa.
REKLAMA
Fuszerka
Po pierwsze, spektakl był reakcją na sukces opozycji i nie dało się tego faktu ukryć. Decyzję o przeprowadzeniu frontalnego ataku na PO podjęto w sobotę. Jak widać liczebność protestów zrobiła jednak na prezesie wrażenie. Kaczyński w poczuciu zagrożenia wydał rozkaz do ataku. Ministrowie i urzędnicy nie mieli wiele czasu, zaledwie parę dni. Na przygotowanie operacji w tej skali to zdecydowanie za mało. Wyszło zatem fatalnie. Zarzuty nie trzymały się faktów. Mylono przyczyny i skutki. Symbolem blamażu okazał się złoty mercedes prezesa Lotto.
Po pierwsze, spektakl był reakcją na sukces opozycji i nie dało się tego faktu ukryć. Decyzję o przeprowadzeniu frontalnego ataku na PO podjęto w sobotę. Jak widać liczebność protestów zrobiła jednak na prezesie wrażenie. Kaczyński w poczuciu zagrożenia wydał rozkaz do ataku. Ministrowie i urzędnicy nie mieli wiele czasu, zaledwie parę dni. Na przygotowanie operacji w tej skali to zdecydowanie za mało. Wyszło zatem fatalnie. Zarzuty nie trzymały się faktów. Mylono przyczyny i skutki. Symbolem blamażu okazał się złoty mercedes prezesa Lotto.
No cóż, kto sieje wiatr, zbiera burzę. Zamiast faktów urządzono propagandowy spektakl. Zrobiono to dyletancko, na chybcika. Fuszerka wyłaziła w każdym przemówieniu sejmowym, w każdym komentarzu. Nie ważne jakie są fakty, ważne, że mercedes był złoty. To kolor samochodu miał zrobić na ludziach „porażające” wrażenie. Nie zrobił, niestety, nie zrobił. Nie zrobił wrażenia, po pierwsze dlatego, że się komuś kolory pomyliły i okazało się natychmiast, że nie złoty, a szary metalic. Tabloidy miały używanie, ale dokładnie odwrotne do zamierzeń propagandystów Prawa i Sprawiedliwości. Mało tego, że nie złoty, to jeszcze niezbyt luksusowy i, o zgrozo, w wersji od jakiegoś czasu nie produkowanej, co pozwala sądzić, że kupiono mercedesa dla prezesa zamożnej i dużej spółki skarbu państwa z drugiej ręki – czyli używany. Przyznaję, że ta informacja zrobiła na mnie wrażenie. O taką skromność prezesa Szpila nie podejrzewałem. A jednak.
Antyaudyt
I tak błędy tego rodzaju boleśnie mszczą się na politrukach. Zamiast bizantyjskiego przepychu pokazali skromność. Zamiast symbolu zepsucia – oszczędność i umiarkowanie. Historia złotego mercedesa stała się symbolem operacji „audyt”. Symbolem także dlatego że, na co zwracam uwagę, minister Jackiewicz nie powiedział o jaką spółkę, jakiego prezesa i jakiego mercedesa w końcu chodziło. Posłużono się metodą insynuacji, jakże bliską sercu i umysłowości prezesa.
I tak błędy tego rodzaju boleśnie mszczą się na politrukach. Zamiast bizantyjskiego przepychu pokazali skromność. Zamiast symbolu zepsucia – oszczędność i umiarkowanie. Historia złotego mercedesa stała się symbolem operacji „audyt”. Symbolem także dlatego że, na co zwracam uwagę, minister Jackiewicz nie powiedział o jaką spółkę, jakiego prezesa i jakiego mercedesa w końcu chodziło. Posłużono się metodą insynuacji, jakże bliską sercu i umysłowości prezesa.
I to właśnie ta metoda całkowicie kompromituje twórców „audytu” i ich dzieło. Bo istotą audytu jest konkret. Audyty przeprowadza się nie tylko po to, by szczegółowo i dokładnie zbadać faktyczny stan rzeczy, lecz także po to by sformułować wskazówki na przyszłość, które pomagają zarządom firm i rządom państw unikać popełniania błędów z przeszłości oraz wskazują jakie sukcesy można lepiej i skuteczniej eksploatować.
Audyty tym właśnie różnią się od prokuratorskich śledztw, że ich celem nie jest ukaranie nikogo ani wskazanie winnych. Ich celem jest pomoc rządzącym firmą lub krajem w realizacji najskuteczniejszych strategii. Celem jest nauka na błędach i sukcesach. Wielkie firmy audytorskie zarabiają nie na tym, że służą do wymiany zarządów firm, które audytują, ale na tym, że pomagają im pracować lepiej. Słowo „audyt” zostało przez propagandystów rządu bardzo niefortunnie dobrane także dlatego, że procedura ta jest z natury bardzo dokładna, wręcz szczegółowa. Firmy audytorskie nie mogą pozwolić sobie na pomyłkę w danych czy rekomendacjach, bo cały ich model biznesowy, ich istnienie, oparte jest na nieskazitelnej reputacji. Za błędy tego rodzaju płacą najwyższą cenę tak jak największa z nich Arthur Andresen – cenę istnienia.
Lud tego nie kupił
Politycy oczywiście nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za bzdury, które wygadują. Jedyną odpowiedzialność ponoszą przed prezesem Kaczyńskim, a ten domagał się bzdur stanowczo i dostał je w wielkiej obfitości.
Politycy oczywiście nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za bzdury, które wygadują. Jedyną odpowiedzialność ponoszą przed prezesem Kaczyńskim, a ten domagał się bzdur stanowczo i dostał je w wielkiej obfitości.
Wbrew większości komentatorów, uważam, że bardzo wiele na tym straci. Operacja „audyt” bowiem, jest dla Prawa i Sprawiedliwości katastrofalna. Jej fundamentalnym fałszywym, moim zdaniem, założeniem, jest przekonanie o podłej i małostkowej naturze Polaków.
Frontalny atak, 10 godzinne grillowanie Platformy miało stać się przysłowiowym gwoździem do jej trumny. Tak się nie stanie. Wręcz odwrotnie „audyt” to prawdziwa ostatnia deska ratunku dla zanikającej na naszych oczach formacji. Atak był bowiem bardzo nieprofesjonalnie przygotowany. Dla przeciętnego laika mierna jakość argumentów jest oczywista. Media, nawet te tabloidowe, zamiast chwycić przynętę argumentów władzy i oburzyć się rozpasaniem i marnotrawstwem poprzednich rządów, zrobiły coś wręcz przeciwnego, wzięły, do tej pory krytykowany bezlitośnie rząd Ewy Kopacz, w obronę. Dlaczego? Z naturalnych powodów. Atak był chaotyczny i nieprzygotowany. Fakty nie trzymały się kupy i to było widać słychać i czuć. Wystąpienia ministrów były retorycznymi popisami przez Kaczyńskim. Były czysto emocjonalne, propagandowe.
Przykra wiadomość jest taka, że zdecydowana większość Polaków ma, delikatnie rzecz ujmując, nieco inną mentalność niż prezes. I zrobiła moim zdaniem to, czego prezes się nie spodziewał, a co jest całkowicie naturalne - wzięła brutalnie atakowaną, szarganą i pomawianą Platformę w obronę. Było to łatwe tym bardziej, że główny zarzut Beaty Szydło o tym że poprzedni rząd zmarnował 340 miliardów złotych był tak absurdalny, że przeciw skuteczny. Po prostu „prosty lud” tego spektaklu nie kupił. Mało tego, PIS wystawiło się na bardzo bolesny strzał z drugiej strony - żądanie audytu na piśmie. Podanie konkretów, faktów i cyfr będzie niebywale trudne i bardzo dla rządu niebezpieczne. Można narazić się na liczne procesy o zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych. Po tak druzgocącym „audycie” trzeba przecież postawić zarzuty. Rozumiem, że ponad 20 spraw już zgłoszono. Trudność polega na tym, że w tym miejscu propaganda się kończy a zaczyna rzeczywistość. Nawet dysponując posłuszną prokuraturą trzeba zarzuty przed sądem udowodnić, a jeśli są one takiej jakości jak historia o złotym mercedesie, to całość skończy kompletną kompromitacją rządu.
Szybki zysk, szybka strata
Czym się ta gra może skończyć? Paradoksalnie, przewiduję znaczący wzrost notowań Platformy Obywatelskiej w sondażach. Jarosław Kaczyński najwyraźniej zapomniał, że spór PO i PiS prowadzony w tak emocjonalny, personalny sposób, buduje konkurenta.
Czym się ta gra może skończyć? Paradoksalnie, przewiduję znaczący wzrost notowań Platformy Obywatelskiej w sondażach. Jarosław Kaczyński najwyraźniej zapomniał, że spór PO i PiS prowadzony w tak emocjonalny, personalny sposób, buduje konkurenta.
Donald Tusk wręcz manipulował Jarosławem drażniąc go od czasu do czasu jak wściekłe zwierzę, prowokując do ataków, bo one zawsze miały jeden i ten sam skutek – podnosiły jego, Tuska właśnie, popularność. I teraz proszę państwa będzie tak samo. Notowania PO wzrosną a PiS gwałtownie spadną. Nie zdziwię się, gdyby nienawiść i serwilizm otoczenia kosztowały Jarosława wszystkie 6 punktów procentowych, które zarobił w sondażach uruchamiając swój flagowy program socjalny – 500+. Wydał ok 20 miliardów złotych rocznie po to, by zapewnić sobie pewne zwycięstwo w kolejnych wyborach i zanim program ten dobrze się nie rozpędził, właśnie zmarnował , przehulał, wydał na bezsensowną walkę cały kapitał który na nim zyskał. Szybki zysk, szybka strata.
Logika konfliktu, cudowne oczyszczenie
Kaczyński zamiast dobić, uratował swojego największego politycznego przeciwnika. A PO już przecież ledwo dychała. Po odbiciu w sondażach od lutego do kwietnia stopniowo zyskiwała, ale wybór Grzegorza Schetyny i walki frakcyjne jej najwyraźniej nie służą. W ostatnim sondażu IBRIS notowania PO spadły do 12% i wielki wysiłek organizacji marszu opozycji nic jej nie dał.
Kaczyński zamiast dobić, uratował swojego największego politycznego przeciwnika. A PO już przecież ledwo dychała. Po odbiciu w sondażach od lutego do kwietnia stopniowo zyskiwała, ale wybór Grzegorza Schetyny i walki frakcyjne jej najwyraźniej nie służą. W ostatnim sondażu IBRIS notowania PO spadły do 12% i wielki wysiłek organizacji marszu opozycji nic jej nie dał.
Ryszard Petru ukradł Schetynie show, ubierając koszulkę KODu i zapowiedzią wielkiej koalicji. Punkt planowany jako przełomowy dla PO stał się bolesną porażką. Bolesną, bo ufundowaną niebagatelną kwotą 2 ml PLN. Gdyby Kaczyński poczekał jeszcze parę tygodni, notowania Platformy spadłyby poniżej 10% a to poziom, z którego odbudowanie pozycji wiodącej partii opozycyjnej jest praktycznie niemożliwe. Przy takich notowaniach nie trudno przewidzieć rozpad struktur i masową ucieczkę działaczy w ramiona konkurentów w opozycji.
Śmiem twierdzić, że Jarosław Kaczyński zarządzając audyt, uratował Platformę w ostatniej chwili. Mało tego, dzięki niemu PO przechodzi właśnie rytuał oczyszczenia. Gnuśność, małostkowość i nieznośny smrodek nepotyzmu i arogancji ich rządów w magiczny sposób ulatnia się na skutek nieudolnej brutalności propagandy rzeczników „dobrej zmiany”.
To nie koniec, „audyt” będzie stanowił dla Platformy swoistą szczepionkę, uodparniając ją na wszelkie zarzuty oponentów. Każda sprawa prokuratorska, toczona przeciw członkom poprzedniej ekipy, zamieni się automatycznie w polityczną nagonkę, a jej ofiary, w męczenników demokracji i państwa prawa. Kaczyński ze swoją nadgorliwą ekipą, skompromitował instytucję rozliczenia się ze spuścizną swoich poprzedników i, nieświadomie, dał swym odwiecznym wrogom moralny immunitet. Szkoda, bo w ten sposób faktycznego rozliczenia się z rządami PO nie będzie. Będzie za to narastający propagandowy jazgot. Z obu stron. Nie wiem tylko czy Kaczyński robi to świadomie czy mu po prostu tak wyszło. Myślę jednak, wbrew licznym apologetom prezesa, że zrobił to z pobudek mu najbliższych – z nienawiści, zajadłości, żądzy zemsty. Efekt jest dokładnie odwrotny do zamierzeń. Nie po raz pierwszy i nie ostatni.
