Otwarte, inspirujące, kontekstowe - takie ma być nowe Muzeum Narodowe w Warszawie. Po długim remoncie, kilka tygodni temu Muzeum znów otworzyło się dla publiczności. I jestem w szoku. Bo gruntowna zmiana w wyglądzie nadal pozostaje tylko kosmetyczną przy tym, ile zmieniło się w duchu miejsca.
REKLAMA
O jakości nowego Muzeum Narodowego w Warszawie słyszałem od znajomych od kilku tygodni. O intrygującej wystawie pod nieco prowokującym tytułem "Wywyższeni. Od faraona do Lady Gagi"; o fantastycznej, klimatycznej kawiarni na dziedzińcu; o reorganizacji ekspozycji, likwidującej niezrozumiały podział na "naszych" i "obcych" artystów.
We wtorek miałem okazję zobaczyć to na żywo i porozmawiać z dyrektor Muzeum, dr Agnieszką Morawińską przy okazji przeprowadzania wywiadu dla Forum Europejskiego i portalu kulturalnego Magazyn. Ostatni raz widzieliśmy się rok temu - dyrektor Morawińska była gościem w debacie Forum Europejskiego o kulturowej partycypacji Polaków. I jej głos - tak go zapamiętałem - był dość dramatyczny. Że jesteśmy sto lat za Europą; mamy problemy techniczne, organizacyjne, finansowe i wszelakie inne; że nie ma rozsądnych modeli finansowania sztuki; że może być kolejnym szefem Narodowego, który nic nie zmieni.
Ale już dzisiaj wiem, że zmieniła. Wywiad ukaże się dopiero za kilka dni, ale mogę zdradzić, że dyrektor Morawińska przedstawia w nim fascynującą wizję instytucji kultury, która potrafi być modna bez uproszczenia; która jest jednocześnie otwarta i jakościowa; która interesuje i inspiruje zamiast emanować nachalną dydaktyką i pouczaniem "jak jest".
Rozmawialiśmy o polskiej tradycji izolacji kulturalnej i niezrozumiałej potrzeby zachowywania wszystkich polskich dzieł w Polsce; o tym, czego nie kupili nam przodkowie do Muzeum Narodowego, o tym, kim dla Muzeum Narodowego są dzieci, a czym - ich rysunki i co można robić, żeby walczyć ze stereotypem Muzeum jako placówki "wywyższonej", do której przyjście jest "ę, ą". Wreszcie: o mentalności polskich ludzi sztuki i o tym, czy my, Polacy jesteśmy gotowi na współfinansowanie kultury przez rozwiązania znane np. z londyńskiego V&A Museum, gdzie członkowie specjalnego klubu płacą składki, mając w zamian bezpośredni wpływ na kształt ekspozycji i na to, jak ich pieniądze zostaną wydane.
Czy słowa dyrektor Morawińskiej mnie przekonały?
Odpowiem obrazkiem -
Postuluję: dajmy jej i jej zespołowi (zaskakująco młodemu!) kredyt zaufania; pójdźmy do Narodowego: na wystawę, na świetną kawę i ciastko, na wykłady lunchowe i popołudniowe (środy, czwartki, niedziele). Możemy się nie zgodzić, możemy się oburzyć, ucieszyć, zirytować, zaskoczyć, podyskutować, ale nie bądźmy obojętni. Zaufajmy, że to może się udać. Tym bardziej, że bilet roczny - wyraz wiary, którą będziemy mogli łatwo zweryfikować za dwanaście miesięcy - nie kosztuje majątku (60 zł ulgowy/80 zł normalny).
Po rozmowie przypominała mi się książka i film "Stowarzyszenie umarłych poetów". Do szkoły przybywa nowy nauczyciel - John Keating - który w skostniałej strukturze brytyjskiej placówki i do schematycznym, tradycyjnym podejściu, próbuje znaleźć miejsce na intelektualną inspirację i dyskusję. Tych, którzy nie znają książki i filmu odsyłam w tym miejscu do tekstu lub wypożyczalni DVD; tych, którzy znają - pokazuję poniższy fragment filmu, który najlepiej pokazuje moje poczucie po wtorkowej rozmowie*.
Pani Dyrektor, w staraniach o widzów ma Pani mnie na pokładzie.
Powodzenia!
* - w filmie ten gest nieciekawie kończy się trochę nieciekawie dla Keatinga, więc liczę na pozytywne odstępstwo od oryginału
